Wczesnym rankiem 26 sierpnia 2018 r. mieszkaniec Jekaterynburga Rinat oraz jego przyjaciółka Ksenia (nazwiska nie zostały podane w mediach) przyjechali na górę Uktus, na południu miasta, na grzyby. Około godziny 10, już szykując się do powrotu, zauważyli na szczycie plecaki. Gdy podeszli bliżej, dostrzegli dwie kobiety leżące na ziemi i ich rzeczy: matę turystyczną, butelkę wina, korkociąg i świece.
Gdzie miały miejsce te tragiczne wydarzenia?
Kto był sprawcą morderstwa?
Co znalazł Rinat na miejscu zbrodni?
Jakie były motywy działania Aleksieja Aleksandrowa?
— Nie od razu zauważyłem martwą dziewczynę, ona leżała twarzą do ziemi, a druga charczała i miała pianę na ustach — opowiadał Rinat przed sądem.
Szybko pobiegł po pomoc, sądząc, że w pobliskiej bazie może być lekarz. Jego przyjaciółka w tym czasie zadzwoniła na policję.
Po przyjeździe policji, według słów Rinata, funkcjonariusze zaczęli chodzić po miejscu zbrodni „bez ładu”. Zrozumiał, że nikt niczego nie dokumentuje, więc sam zaczął robić zdjęcia: gdzie leżą klucze, gdzie widać krew. Te fotografie później stały się częścią akt sprawy — jak się okazało, policjanci nie zrobili na miejscu żadnego zdjęcia.
Dziewczyna, którą Rinat i Ksenia znaleźli już martwą, miała na imię Ksenia Sołtanowa, miała 29 lat. Druga, wciąż żyjąca, to 28-letnia Natalia Kuzniecowa — zmarła 1 września w szpitalu. Na górę wybrały się aby zrobić sobie piknik.
Śledztwo trwało niemal półtora roku; przez większość czasu toczyło się po omacku, bez żadnych tropów — aż śledczym udało się znaleźć interesujący ślad w internecie.
Zbrodnia prawie doskonała
Na miejscu zbrodni policjanci znaleźli pociski do wiatrówki o rzadkim kalibrze 6,35 mm. Nie mając innych wskazówek, śledczy zaczęli przeszukiwać liczne fora i strony internetowe poświęcone broni.
Półautomatyczna wiatrówka tego kalibru to specyficzna broń — tłumaczył dziennikarzom szef pierwszego wydziału ds. szczególnie ważnych spraw jekaterynburskiego Służby Śledczej Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, Siergiej Malcew. Według niego jeden z użytkowników omawiał na forum właśnie taki typ broni na trzy dni przed zabójstwem Kuzniecowej i Sołtanowej, a po tym wpisie nie pojawiały się już żadne posty od tej osoby. To wzbudziło czujność funkcjonariuszy.
Jak pisały media, policja postanowiła sprawdzić tę osobę, jednak podane na forum dane osobowe okazały się fikcyjne. Wówczas śledczy ustalili adres IP, numer telefonu, a następnie znaleźli ślady cyfrowe, które potwierdziły ich podejrzenia — dowiedzieli się, że użytkownik zamawiał części do wiatrówki odpowiadającej opisowi użytej podczas zabójstwa. Był to wprawdzie dowód pośredni, ale przekonujący.
W ten sposób siły bezpieczeństwa natknęły się na Aleksieja Aleksandrowa, 34-letniego inżyniera konstruktora z Zakładów Budowy Maszyn w Kalininie, który nie miał kryminalnej przeszłości.
Aresztowanie Aleksieja AleksandrowaKomitet Śledczy Federacji Rosyjskiej dla Obwodu Swierdłowskiego
W mediach pojawiła się też inna wersja, jak znaleziono podejrzanego. Pisano, że wskazówkę dotyczącą podejrzanego śledczym przekazał właściciel strony, na której nie sprzedaje się gotowej broni, lecz jej półprodukty. Powiedział, że korespondował z podejrzanym Aleksandrowem mailowo. Ten, według sprzedawcy, od końca 2017 do początku 2018 roku dokonał trzech zakupów, zamawiając kilka cienkich metalowych rurek z gwintem wewnątrz, przeznaczonych do wiatrówek kalibru 6,35.
Jego zdaniem, by przerobić taki półprodukt na pełnoprawną broń, wystarczała minimalna znajomość obróbki metalu i dostęp do frezarki — a Aleksandrow, jak się okazało, miał zarówno jedno, jak i drugie. Właściciel strony przekazał śledczym całą korespondencję oraz dane płatności. Pieniądze pochodziły z karty Sbierbanku należącej do Aleksieja Aleksandrowa. Towary wysyłano pocztą do Jekaterynburga.
Jak wykazało śledztwo i sąd, przygotowując się do zabójstwa, Aleksandrow w częściach kupił i samodzielnie złożył półautomatyczną wiatrówkę PCP kalibru 6,35 mm. Zamontował na niej lufę długości 60 cm z wydłużonym zamkiem i tłokiem. W uzasadnieniu wyroku podano, że taki typ broni Aleksandrow wybrał „ze względu na trudność możliwej identyfikacji”. Następnie wyregulował wiatrówkę i wypróbował ją, strzelając w kawałek sklejki w swoim garażu. W wyroku zaznaczono, że z odległości 10 metrów pociski przebijały na wylot 12-milimetrową sklejkę.
Aleksandrow został zatrzymany 9 grudnia 2019 roku, gdy wychodził ze swojego mieszkania w Jekaterynburgu. Nie stawiał oporu, ale początkowo zaprzeczał udziałowi w morderstwach.
— Przy pierwszych przesłuchaniach na wszystkie pytania odpowiadał wyuczonym zdaniem „nie potrafię odpowiedzieć”. Przyznał się dopiero, gdy wariograf wydał swój jednoznaczny wyrok — relacjonował rzecznik prasowy Głównego Zarządu MSW Rosji w obwodzie swierdłowskim, Walerij Gorelych.
Bliscy Aleksandrowa nie wierzyli w jego winę. Jego ojciec, Aleksandr Mogilnikow, uważał, że wywierano na syna presję psychiczną. Żona Aleksandrowa również nie chciała uwierzyć, że mógłby kogokolwiek zabić. Media donosiły, że próbowała zapewnić mu alibi, choć nie pojawiała się na rozprawach.
Obca energia
Aleksandrow nie znalazł się na Uktusie przypadkowo. W swoich zeznaniach przyznał, że wszystko przygotował wcześniej. Zmodernizowaną wiatrówkę trzymał w garażu. Swój plan dopracował w szczegółach: pojechał rowerem z plecakiem, w którym miał broń, noktowizor i kamizelkę taktyczną do przenoszenia wyposażenia. Telefon zostawił w domu. Już w garażu sprawdził ekwipunek pod kątem „zgodności z normami programu” — dziwnych zasad, które istniały tylko w jego głowie.
Aleksandrow podczas przesłuchaniaKomitet Śledczy Federacji Rosyjskiej
26 sierpnia około 21:30 dotarł do lasu obok hotelu „Uktus”. Zostawił rower, wyciągnął z plecaka wiatrówkę i wszedł wyżej — na szkoleniowy stok ośrodka narciarskiego. Wszystko to robił już wcześniej podczas swoich „wycieczek zwiadowczych”. Godzinę również wybrał nieprzypadkowo: tego dnia słońce zaszło o 20:13, a tuż po 21:00 stok, na którym znajdował się ośrodek narciarski, pogrążył się w ciemności — jeśli ktoś nawet zauważyłby strzelca, to raczej nie byłby w stanie go rozpoznać.
— Zabiłem dwie dziewczyny, żeby pozbyć się „śmiertelnego obciążenia”. Gdy znęcano się nade mną w szkole i technikum, otrzymywałem „rany”, które się kumulowały i musiałem się ich jakoś pozbyć. W 1997 roku wymyśliłem program „Odwet” — tłumaczył Aleksandrow przed sądem.
Swoje przyszłe ofiary Aleksandrow zobaczył na górze, przy głównym wyciągu. Natalia Kuzniecowa i Ksenia Sołtanowa siedziały około 150 metrów od niego na stoku i jadły pizzę. Był za ich plecami. Aleksandrow podkreślał, że pierwszych kilka prób oddania strzału się nie powiodło — trzęsły mu się ręce, a broń zacinała się. Podszedł bliżej i kilka razy naciskał na spust, ale nie był w stanie wystrzelić.
— Dałem odpocząć rękom, drżenie minęło. Próbowałem zmieniać odległość do ofiar, odchodziłem dalej i podchodziłem bliżej, ale znowu nie mogłem strzelić, znowu odpocząłem trzy-cztery minuty — relacjonował Aleksandrow.
Według niego, udało mu się oddać strzał, gdy podszedł do dziewczyn niemal zupełnie blisko, na około pięć metrów.
Po zabójstwie z telefonu jednej z dziewczyn wciąż grała muzyka, której słuchały przed atakiem. Aleksandrow uznał, że „trzeba ją wyłączyć”. Założył jednorazowe rękawiczki, rozrywając przy tym jedną z nich, bo znowu trzęsły mu się ręce.
Nie udało mu się odblokować telefonu jednej z dziewczyn — po prostu ściszył dźwięk i wyrzucił go w trawę. Później uznał to za błąd: podczas przesłuchania powiedział, że powinien był po prostu wyjąć baterie z obu telefonów.
Swój stan po podwójnym zabójstwie Aleksandrow opisywał jako „skrajnie ciężki”. Wrócił do roweru, wyrzucił zużyte rękawiczki, pojechał do garażu, gdzie zdemontował lufę z wiatrówki i wyrzucił ją z mostu do rzeki. Później całkowicie rozebrał broń i przechowywał ją w domu. Tej nocy nie mógł zasnąć. Jednak dwa tygodnie po zbrodni poszedł na miejsce zabójstwa na spacer z trzyletnim synem.
— Kompletnie stłamszony […] w dzieciństwie człowiek — tak mordercę opisał sędzia Andriej Mieniejew, który ogłaszał wyrok. — Nikt się nie spodziewał, że taki człowiek znajdzie się w kręgu zainteresowania organów ścigania.
Tłumacząc motywy, które pchnęły go do podwójnego morderstwa, Aleksandrow opowiadał śledczym o znęcaniu się i przemocy, których doświadczył w szkole i technikum. W zeznaniach wspominał, jak podczas przerw od pierwszej do dziewiątej klasy był bity, kopany i wyzywany.
Aleksandrow wymienił nawet imiona swoich oprawców — Dmitrij, Anatolij, Ildar. Ostatni, jak twierdził, wymuszał od niego pieniądze, grożąc mu. Jakiej sumy dotyczyło żądanie, nie pamiętał, ale podkreślał, że była „dość duża”. Według Aleksandrowa, Ildar wymuszał pieniądze także od jego kolegi, również Aleksieja.
Wyrok
Wyrok na Aleksieja Aleksandrowa zapadł 29 września 2020 roku. Podczas ogłaszania orzeczenia zemdlał — ale nie w momencie, gdy sędzia szczegółowo opisywał morderstwo, a gdy przytaczał zeznania rodziców na temat przyjaźni dziewcząt. Skazano go na dożywocie.
Aleksandrow odbywa karę w jednej z najbardziej odizolowanych rosyjskich kolonii o zaostrzonym rygorze — IK-18, znanej jako „Polarna Sowa”. Nie zgodził się z wyrokiem i złożył apelację o złagodzenie kary. 13 kwietnia 2021 roku sąd apelacyjny utrzymał wyrok w mocy.