„Spokój i porządek w Polsce 2050 Szymona Hołowni, to nadrzędne wartości w sytuacji, w której świat codziennie drży w posadach” — to ostatni wpis Szymona Hołowni z serii tych politycznych. Wicemarszałek Sejmu zamieścił go dziewięć dni temu, gdy w partii padły oskarżenia o próbę puczu i wybuchła afera z próbą ukręcenia wyborów na nowego szefa Polski 2050.
Spokój i porządek to ostatnie wartości, jakie można było odnaleźć w minionych tygodniach w formacji, którą Szymon Hołownia najpierw traktował jak swoje polityczne dziecko, by na koniec grozić, że ją porzuci.
Nastrojów nie uspokoił także wynik sobotnich wyborów na przewodniczącą partii. Wygrała je Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, zdobywając 350 głosów i pokonując Paulinę Hennig-Kloskę, na którą zagłosowało 309 członków partii. Różnica między kandydatkami wyniosła więc zaledwie 41 głosów.
Dotychczasowy lider ugrupowania ani słowem nie skomentował rezultatu wyborów, ale wewnątrz Polski 2050 wynik budzi skrajne emocje.
— Chcieliśmy jako formacja walczyć z polaryzacją na scenie politycznej, a dopadło to nawet naszą partię. Jesteśmy podzieleni prawie równo po pół i trudno będzie to scalić — mówi nasz rozmówca z Polski 2050, który był zwolennikiem kandydatury ministry Hennig-Kloski.
Paulina Hennig-KloskaTomasz Gzell / PAP
— Moim zdaniem o wyniku zdecydowało to, co w ostatnim czasie mówił Szymon Hołownia. To jego odgrażanie się, że odejdzie z partii, że wyjdzie z koalicji. A prawda jest taka, że on sam nie wie, co teraz zrobi — dzieliła się z nami w wyborczy wieczór kolejna osoba z tego ugrupowania.
Ale stojący za kandydaturą przegranej Pauliny Hennig-Kloski poseł Rafał Kasprzyk uważa już, że wynik nie jest dowodem na podział, ale na „silne poparcie dla obu kandydatek”. -Te różnice powinny być teraz scalone w jedno — przekonuje w rozmowie z Onetem poseł i były kandydat na przewodniczącego Polski 2050.
Wspierający kandydaturę Katarzyny Pełczyńskiej Nałęcz poseł Paweł Śliz w sobotni wieczór w rozmowie przyznawał z kolei, że przed nową przewodniczącą „ciężkie zadanie”, bo partia jest wewnętrznie podzielona. Ale deklarował: — Potrafimy jednak powiedzieć „przepraszam” i potrafimy wybaczać.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz”Co mówi Polska” / Onet
„Widmo rozbioru i upadku partii się nie skończyło”
O tym, do czego te silne podziały prowadziły w kampanii wyborczej, mogliśmy przekonać się na własne oczy. Linia podziałów w partii mocno zarysowała się zwłaszcza przed drugą turą wyborów. Posłanki i posłowie nie rozbili wielkiej tajemnicy z tego, którą kandydatkę wspierają. Ale z czasem merytoryczne dyskusje pomiędzy obozami zaczęły przypominać pralnię partyjnych brudów. Szymon Hołownia mówił nawet o „wojnie domowej”, ale zamiast jako wciąż jeszcze lider uspokajać nastroje, dolewał oliwy do ognia. Odgrażał się, że w każdej chwili może odejść z partii albo i z rządu.
Emocje pomiędzy członkami ugrupowania były tak duże, że w sejmowych kuluarach zaczęły krążyć nazwiska tych, którzy mogą rychło opuścić szeregi partii. Zwłaszcza w przypadku zwycięstwa ministry Pełczyńskiej-Nałęcz.
Gdy telefonujemy do posłanek i posłów w powyborczą niedzielę, głos w słuchawkach zdradza, że rezultat głosowania — delikatnie rzecz ujmując — nie przypadł im do gustu.
— Zostaję w partii, ale nie chce tych wyborów komentować — rzuca jedna z polityczek Polski 2050, której kandydatka nie zwyciężyła w sobotnim głosowaniu.
— Możemy mówić, że „zobaczymy, co będzie”. Ale widmo rozbioru i upadku tej partii się nie skończyło. Trudno się będzie podnieść z poparcia rzędu 1 proc. Niezależnie od tego, kto wczoraj by wygrał — podsumowuje drugi z naszych rozmówców z Polski 2050. Zaznacza, że nie chce podawać swojego nazwiska, bo w partii poziom emocji jest już tak wysoki, że każde słowo może być źle odebrane.
Szymon HołowniaMarcin Obara / PAP
„Nie wiem, jaki ona ma pomysł na partię”
Więcej optymizmu albo poczucia sensu słychać w głosie posła Kasprzyka. On także deklaruje, że „nigdzie się nie wybiera” i zagrzewa innych do współpracy. — Za nami wybory, więc przychodzi czas pracy i każdy powinien się w nią włączyć — zaznacza poseł.
Sama przewodnicząca w swoim pierwszym wpisie po zwycięstwie obiecała członkom partii: „Poprowadzę nas do przodu z wizją i odwagą”.
Jednak wśród naszych rozmówców słyszymy głosy zwątpienia, jeśli chodzi o tę wizję.
— Ja nie wiem, jaki ona ma pomysł na partię, w jaki sposób chce ją odbudować. Chętnie się dowiem, możemy dyskutować też o przyszłości, ale szczerze wątpię, że ten pomysł chwyci — mówi nam jeden z posłów Polski 2050.
— Przecież Pełczyńska-Nałęcz była do tej pory pierwszą osobą w partii po Hołowni, więc skoro mówi dziś o „wizji” i „odwadze”, to znaczy, że wcześniej tego w partii nie było? — ironizuje kolejny z naszych rozmówców.
Wróci bitwa o stołek wicepremierki? „Nie wróżę nic dobrego”
Zagrożenie, które na horyzoncie widzi część polityków Polski 2050 to także temat wicepremiera dla tego ugrupowania, a konkretnie dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Nie jest tajemnicą, że polityczka, która nie ma mandatu poselskiego, ale otrzymała tekę ministry w resorcie funduszy i polityki regionalnej marzy o stanowisku wicepremiera.
Problem w tym, że gdy koalicjanci dogadywali się na wspólne rządy, nikt spod żółtej bandery nie zadbał o to, by do umowy koalicyjnej wpisać stanowisko wicepremiera dla Polski 2050. Niektórzy partyjni koledzy wypominają Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, że to przecież ona uczestniczyła w negocjacjach tej umowy.
Sprawa stawała się coraz bardziej kuriozalna, bo im bardziej polityczka mówiła o tym, że stanowisko wicepremiera Polsce 2050 się należy, tym bardziej Donald Tusk nic sobie z tego nie robił. Ministra kilkukrotnie przyznawała, że z premierem nie rozmawiała na ten temat, a nawet, że zabiega o spotkanie z szefem rządu, ale ten nie ma dla niej czasu.
Wygrana w wyborach partyjnych daje jej wyższą pozycję, jeżeli chodzi o zabieranie głosu w koalicji. Ale nie jest równoznaczne z tym, że zajmie równorzędne miejsce co Radosław Sikorski z KO, Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL i Krzysztof Gawkowski z Lewicy.
— Jeżeli jedyną wizją, o której dziś mówi Pełczyńska-Nałęcz jest zdobycie przez nią stanowiska wicepremiera, to ja nie wróżę tej partii nic dobrego — mówi polityk Polski 2050. I dodaje: — Jeżeli w następnych dniach znów zacznie się gadanie, że należy nam się jakiś stołek, a nie będzie parcia na to, by nasze projekty ustaw były realizowane, ci, którzy zapowiadali, że mogą z partii odejść, prędzej czy później odejdą.
Polska 2050 zaostrzy kurs wobec rządu Donalda Tuska?
Premier Donald Tusk i ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przed posiedzeniem rządu, 12.08.2025 r.Paweł Supernak / PAP
Kolejny nasz rozmówca wieści jeszcze inny scenariusz. — Jeżeli Tusk nie będzie chciał dać Pełczyńskiej-Nałęcz stanowiska wicepremiera, nasze ugrupowanie może zaostrzyć kurs wobec KO. Nie będzie tego robiła sama Katarzyna, ale przy okazji wyborów poznaliśmy jej akolitów, którzy są gotowi, by toczyć bój z Tuskiem.
Polityk ma na myśli przede wszystkim posła Bartosza Romowicza. Ale kiedy o scenariusz koalicyjnej wojny pytamy przewodniczącego klubu Polska 2050 posła Pawła Śliza, odpowiada stanowczo: — Jesteśmy lojalnym koalicjantem i to, co dzieje się wewnątrz naszej partii, w żaden sposób nie będzie odbijało się na stabilności koalicji.
PRZECZYTAJ: Odkrywamy karty Grzegorza Brauna. Szara eminencja, „ochroniarz Putina” i „koń trojański”