Kamil Stoch, Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek – to oni będą reprezentować Polskę w skokach narciarskich podczas igrzysk olimpijskich 2026. Cała trójka odpuściła sobie ostatnie zawody Pucharu Świata w Willingen, by w pełni skupić się na najważniejszej imprezie czterolecia.
Pod ich nieobecność formą błysnął Piotr Żyła. Zaczęło się koszmarnie, bo od ostatniego miejsca w sobotnich zawodach, ale dzień później skoczek z Wisły skakał już jak za najlepszych lat. 39-latek ostatecznie uplasował się na 9. miejscu.
ZOBACZ WIDEO: Czy wrócimy z Włoch z medalem? Kampania WP.PL #DZIEJESIEWPOLSCE
„Wewiór” może żałować, że błysnął tak późno, bo inaczej mógłby liczyć na wyjazd na igrzyska olimpijskiej. Jest jednak jeszcze cień nadziei, o czym opowiedział Apoloniusz Tajner.
– Przed mistrzostwami świata w lotach rozmawiałem z Wojtkiem Fortuną. I tak sobie rozmawiamy: co jak Piotrek Żyła zostanie mistrzem świata? Bo przecież loty są nieobliczalne. A teraz jeszcze Puchar Świata w Willingen. Co jak tam wygra? Myślę, że z powodów zdrowotnych na sam koniec, czyli tuż przed igrzyskami, można jeszcze zmienić skład, ale nie o tym chcę mówić, a o tym, że prezentuje poziom, z którym można jechać na igrzyska – powiedział były prezes PZN w programie „Magazyn Sportów Zimowych” w Polsacie Sport.
Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by trener Maciej Maciusiak miał zdecydować się na takie rozwiązanie. W dodatku któryś z zawodników musiałby mieć problemy zdrowotne. W tej chwili szanse na to, że Żyła nagle poleci na IO są bardzo niewielkie.
Weteran polskich skoków najmocniej podpadł podczas Turnieju Czterech Skoczni, gdy w połowie cyklu został wycofany. W tym sezonie błysnął dwa razy, czyli w miniony weekend w Willingen oraz podczas PŚ w Wiśle, gdy zajął 7. miejsce.