Maja Chwalińska nie zdołała przejść do głównej drabinki najpierw w Auckland, w imprezie WTA 250, a później w Australian Open. W obu tych turniejach przegrywała finałowe mecze w kwalifikacjach, na te była też „skazana” teraz w Rumunii. Nie zdecydowała się bowiem, jak jej klubowe koleżanki z BKT Advantage Bielsko-Biała, Linda Klimovicova i Katarzyna Kawa, na grę w Ostrawie. Choć tam też musiałaby przebijać się przez wstępną fazę.
Wybrała Kluż-Napokę, rok temu była tu bliska gry w głównej drabince, nieźle zaś radziła sobie w deblu. Teraz zdecydowała się na podobny wariant: łączenie gry pojedynczej z podwójną. A do tej drugiej zgłosiła się wspólnie ze swoją przyjaciółką Kają Juvan.
Tym razem Maja te kwalifikacje przeszła – i to już był pierwszy sukces. A druga dobra wiadomość nadeszła po dolosowaniu triumfatorek tych zmagań do głównej drabinki. Polka mogła wpaść na świetną w Australii Qinyu Wang czy Jaqueline Cristian, a wylosowała Anę Bogdan. Rumunka mogła liczyć na wsparcie kibiców, to 39. zawodniczka rankingu WTA z połowy 2023 roku. Niemniej teraz wraca po bardzo długiej przerwie. I to było widać w trakcie spotkania z Chwalińską.
WTA 250 w Klużu-Napoce. Maja Chwalińska kontra Ana Bogdan. Niemiła niespodzianka dla rumuńskich kibiców
33-letnia Ana Bogdan zapewne gościłaby pod koniec zeszłego roku w Gorzowie, gdyby tylko mogła występować na korcie. Bo niemal zawsze, gdy była zdrowa, powoływano ją do kadry. W 2024 roku pokonała Elinę Switolinę, później zaś w finałach BJK Cup ograła Japonkę Nao Hibino.
Tyle że z reprezentacją Rumunii do Polski nie przybyła, bo leczyła kontuzję kostki i kolana. Już w lipca w Jassach grała z bólem, to był jej ostatni turniej. Zarazem była to też ostatnia impreza, w której Maja Chwalińska wygrała mecz w głównej drabince turnieju z głównego cyklu WTA. Czyli co najmniej w zawodach rangi 250.

Maja ChwalińskaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP
Dziś Bogdan wróciła do gry po długiej przerwie, niemal 8-miesięcznej. Jej starcie z Chwalińską sędziował na głównym korcie w Klużu-Napoce Kader Nouni, jeden z najbardziej znanych sędziów świata. A za sprawą swojego charakterystycznego głosu – chyba najbardziej rozpoznawalny. W przeszłości „problemy” z nim miały Iga Świątek czy Agnieszka Radwańska, niedawno Francuz prowadził przegrany mecz Lindy Klimovicovej.
Teraz zaś ze stołka widział, jak Bogdan przełamuje Chwalińską i ze stanu 0:1 wychodzi na 3:1. To z perspektywy polskiej zawodniczki wyglądało niebezpiecznie.
Tyle że Rumunka miała dwa problemy: pierwszy był związany z kondycją, tak długa przerwa dawała po prostu znać. A Chwalińska nie jest zawodniczką, która szybko kończy akcje, potrafi grać na wyniszczenie. Jej głębokie i wysokie topspiny potrafią doprowadzać do frustracji. A po drugie: Polka zobaczyła, że doświadczona rywalka ma problemy z forhendem. I przez tę stronę systematycznie zaczęła budować swoją przewagę.
Maja wygrała pięć kolejnych gemów – zarazem i całego seta 6:3. Nie uderzała mocno, za to świetnie radziła sobie w małych gierkach pod siatką. I to widać też było w drugiej partii, już jednostronnej. A kibice, dość licznie zgromadzeni w hali, byli coraz ciszej. Po 91 minutach Nouni potwierdził awans Chwalińskiej do drugiej rundy. Polka wygrała 6:3, 6:2.
O ćwierćfinał Maja powalczy z Serbką Olgą Danilović.
- „Koszmar Świątek” wciąż straszy. 0:3 na tablicy wyników, a potem nagły zwrot
- Epokowy sukces Alcaraza i zaskakująca decyzja. Komunikat, jednak nici z obrony

Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

Ana BogdanAFP
Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczuPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
