Ten mecz na długo przed pierwszym gwizdkiem przykuwał uwagę ogromnej rzeszy sympatyków Ekstraklasy. Nie, żeby małe derby Małopolski budziły aż tak gigantyczne emocje. W tym przypadku liczył się drugi plan – czyli Legia.
Piłkarzom z Niecieczy wystarczył punkt, by uciec z ostatniego miejsca w tabeli. Gdyby cel udało się zrealizować, o ligowe dno z łoskotem uderzała ekipa z Łazienkowskiej. I to byłoby doprawdy spektakularne zamknięcie pierwszej tegorocznej serii gier.
Emocjonujący finisz kolejki. Kibice Legii wierzyli w Cracovię. Hiszpański debiutant katem „Słoników”
Pierwsza połowa spotkania nie trafi do ekstraklasowych kronik. Mecz walki ze wskazaniem na Cracovię, która dosyć łatwo uzyskała optyczną przewagę. Tyle że w żaden sposób nie była w stanie udokumentować jej premierowym trafieniem.
W tej części gry znakomicie spisywał się w bramce gospodarzy Adrian Chovan. Nie został zmuszony do heroicznych interwencji, ale z każdej sytuacji zagrożenia wychodził obronną ręką.
Krakowianie bili głową w mur. A krótko przed przerwą stracili Mauro Perkovicia. Chorwat, który w jesiennym starciu obu drużyn wpisał się na listę strzelców (wygrana „Pasów” 2:0), tym razem z powodu kontuzji musiał opuścić murawę w 43. minucie.
Po zmianie stron nie minęło 10 minut, a goście prowadzili 1:0. Na listę strzelców wpisał się Pau Sans. Urwał się kryjącemu go obrońcy i z kilku metrów strzałem bez przyjęcia sfinalizował mocne dogranie z bocznego sektora w wykonaniu Karola Knapa.
Hiszpan wypożyczony ledwie przed pięcioma dniami z Realu Saragossa znakomicie przywitał się z arenami Ekstraklasy. A zarazem… zyskał sympatię sporej części kibiców z Warszawy. Debiut idealny.
Jak się okazało, premierowa bramka przybysza z Półwyspu Iberyjskiego przełożyła się na komplet punktów dla Cracovii. Drużyna Luki Elsnera awansowała dzięki temu do strefy premiowanej grą w europejskich pucharach.
Ekipa z Niecieczy nadal zamyka stawkę – z identycznym dorobkiem punktowym jak „skazywana” corocznie na tytuł mistrzowski Legia.

Pau SansKacper StaniecNewspix.pl

Pau Sans (w środku) przyjmuje zasłużone gratulacje od nowo poznanych kolegówMICHAL TRZPIS/400MMNewspix.pl

Kamil Zapolnik (z lewej) w powietrznym pojedynku z Brahimem Traore £ukasz G¹gulskiPAP
DJB: Kto ma największe szanse na triumf w Lidze Europy? WIDEODo jednej bramkiPOLSAT BOX GO
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
