Rejestracja komitetu i prawnicza kalkulacja Hoffmana
We wtorek rano w siedzibie Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie komitet referendalny złożył dokumenty rejestracyjne w sprawie odwołania prezydenta oraz Rady Miasta Krakowa.
Pod wnioskiem podpisało się 21 osób. Liderem został Jan Hoffman, przewodniczący dzielnicy Stare Miasto, a także radca prawny.
– Osoba, która doradza prezydentowi, pomyliła się zaledwie o dwa dni z datą ogłoszenia zbiórki podpisów. Spodziewaliśmy się, że zrobią to w czwartek. Nie wzięliśmy pod uwagę prawniczej natury Jana Hoffmana – mówi jedna z osób z kierownictwa krakowskiej Platformy Obywatelskiej.
Chodzi o to, że Jan Hoffman na konferencji prasowej zorganizowanej we wtorek kilka minut po godz. 12 pod pomnikiem prezydenta Józefa Dietla powiedział, iż jego komitet ma w sumie 63 dni na zbiórkę, a nie określone w ustawie 60.
Stwierdził, że zgodnie z prawem cywilnym, jeśli termin wypada w dniu wolnym od pracy, za ostateczny uznaje się ten przypadający w poniedziałek.
Entuzjazm pierwszych dni

Jan Hoffman
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl
– Zbiórka idzie nam zaskakująco dobrze, ale zdajemy sobie sprawę, że to początkowy entuzjazm. Jak mówi osoba analitycznie czuwająca nad procesem, pik liczby podpisów powinniśmy osiągnąć między 7. a 12. dniem akcji. Choć mrozy mogą zaburzyć te wyliczenia – mówi jeden z członków komitetu.
W niedzielę wieczorem przedstawiciele komitetu przekazali nam informację, że oficjalnie mogą mówić o ponad 20 tysiącach podpisów.
W poniedziałek do akcji mieli włączyć się uczniowie jednej ze szkół, którzy planowali chodzić od mieszkania do mieszkania na południu Krakowa. Są wkurzeni, że wcześniej zaplanowana inwestycja została wykreślona z planu przez Aleksandra Miszalskiego.
Co najciekawsze, swoje podpisy – mowa nawet o 300 – mają złożyć pracownicy jednej z miejskich spółek. Nazwa firmy jest znana redakcji, ale ze względu na dobro pracowników jej jeszcze nie podajemy.
Twierdzą, że są oburzeni wysokością premii dla zarządu, podczas gdy sami nie mogą pochwalić się wysokimi zarobkami.
– Jeśli będziemy mieli prawidłowo zweryfikowanych 80 tysięcy podpisów, to z analiz wynika, że osiągniemy wymaganą prawem frekwencję, aby odwołać Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Krakowa i całą radę miasta – mówi jeden z członków komitetu.
Pierwsze reakcje magistratu i wpadka z narracją

Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl
Jaka była reakcja strony prezydenckiej? Z rozmów z osobami z krakowskiego magistratu wyłania się obraz, że zdawano sobie sprawę, iż zbiórka może ruszyć. Jednak po reakcji politycznego zaplecza widać, że Koalicja Obywatelska nie była przygotowana na profesjonalną odpowiedź.
Niespełna kilka godzin po porannym ogłoszeniu, że PKW zarejestrowała komitet, swój wpis w mediach społecznościowych umieściła radna KO Agnieszka Pogoda-Tota. Jej przesłanie brzmiało mniej więcej tak: „szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego”, a także „zły, ale przewidywalny bywa mniejszym ryzykiem”.
– Agnieszka pewnie chciała dobrze, ale wyszło jak wyszło. Nie zrobiła tego celowo, tylko w dobrej wierze. Jaka będzie nasza reakcja na referendum? Ja czekam i liczę, że tam „na górze” myślą, co robić – mówi nam następnego dnia jedna z radnych KO.
Kolejną reakcją otoczenia Aleksandra Miszalskiego było zorganizowanie konferencji prasowej. Zwołano ją naprędce, 15 minut przed konferencją komitetu referendalnego. Prezydent wyszedł jakby nigdy nic i w dość niezrozumiały sposób zaczął mówić o wcześniejszym spotkaniu z ministrą funduszy.
Nie uniknął jednak pytań o referendum. Po formie odpowiedzi – mówił długo, bez pilnowania jasnych komunikatów – można było odnieść wrażenie, że czuje się zaskoczony.
„Referendum nienawiści”, które szybko zniknęło

Aleksander Miszalski, Łukasz Sęk
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Aleksander Miszalski i lokalni działacze KO zaczęli przekonywać, że „referendum jest kupione”. Za kulisami mówiono, że oczywiste jest, iż za finansowaniem stoi opozycyjny radny Łukasz Gibała. Pojawiło się też hasło „referendum nienawiści”.
– Zaczęliśmy wycofywać to hasło, bo było przekroczeniem granic. Nawet nasi wyborcy mówili, że to jest coś nie tak – przyznaje osoba z kierownictwa krakowskiej KO.
Rzeczywiście, na późniejszych planszach hasło to już się nie pojawiało.
Długie wystąpienie Hoffmana

Jan Hoffman
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl
W pilnowaniu przekazu nie lepszy był Jan Hoffman. Zaczął dość nudnawy i długi wywód, m.in. wymieniając, w jakich formacjach i szeregach wojskowych szkolił się były prezydent Krakowa Jacek Woźniakowski, opowiadał o tradycjach inteligenckich miasta, a także o różnicach między audytem a kontrolą w strukturach miejskich.
– Mówi jakby dla niego najważniejszy był „krakówek”. Można było zasnąć na stojąco. Sprawiał wrażenie, jakby delektował się każdym słowem. Zero fragmentów, które mogłyby się przebić – mówi osoba mocno wspierająca akcję referendalną.
Kim jest Hoffman i skąd ten konflikt

Jan Hoffman i Piotr Kubiczek
Co w małopolskiej Koalicji Obywatelskiej mówią o Janie Hoffmanie? To były członek Unii Wolności, później mocno zaangażowany w Platformę Obywatelską. W 2005 roku zasłynął wnioskiem do prokuratury o delegalizację Młodzieży Wszechpolskiej.
– Nikt tego otwarcie nie powie, ale referendum po części mamy z powodu konfliktu między nim a Tomkiem Darosem – mówi jedna z osób z KO.
Chodzi o sytuację, gdy Tomasz Daros i Jan Hoffman byli partnerami w kancelarii prawnej. Po wyborach Daros chciał łączyć mandat radnego z funkcją przewodniczącego dzielnicy.
Przegrał jednak z Hoffmanem, który został architektem nowego porozumienia w dzielnicy Stare Miasto.
– Były przymiarki, aby Hoffman został wicedyrektorem wydziału prawnego w urzędzie wojewódzkim. PSL bardzo chciało przywrócić Mirosława Chrapustę, więc Hoffman miał być zastępcą. Wyszło jak wyszło – słyszymy.
Awantura o termin i słowo „Konfederacja”

Konferencja prasowa Konfederacji w sprawie referendum
Patryk Salamon/LoveKraków.pl
Miniony tydzień upłynął pod znakiem przyłączania się kolejnych ugrupowań. Nikogo nie zdziwiło wsparcie Łukasza Gibały.
Najciekawsze było to, co działo się za kulisami Konfederacji.
We wtorek wieczorem doszło do awantury między Piotrem Bartoszem z Ruchu Narodowego a Bartoszem Bocheńczakiem z Nowej Nadziei.
– Kolega Bartosz bardzo chciał wychylić się przed szereg. Mieliśmy ustalone z inicjatorami, że ogłosimy poparcie pod koniec tygodnia, aby PO nie mogła przykleić łatki – mówi działacz Konfederacji.
Efektem „męskiej rozmowy” było zniknięcie z oświadczenia Ruchu Narodowego słowa „Konfederacja”.
PiS: Decyzja z Warszawy i niechęć części radnych

Konferencja PiS ws. referendum dotyczącego odwołania prezydenta miasta
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
W środę działacze PiS kolportowali wśród dziennikarzy teorię, że Sławomir Mentzen spotkał się z Donaldem Tuskiem, a Konfederacja ma nie stracić subwencji. Tę wersję opisała m.in. Interia.
Decyzję o przyłączeniu się do referendum PiS podjął w Warszawie. Do Krakowa przyjechał Rafał Bochenek. Wraz z Małgorzatą Wassermann i Michałem Drewnickim artykułowali dlaczego włączają się do zbiórki podpisów.
– Odrobili lekcję, ale miny naszych radnych mówiły wszystko – słyszymy w PiS.
Część radnych była oburzona, że mają zbierać podpisy pod odwołaniem… samych siebie.
– Obawiają się, że kilka mandatów może zabrać Konfederacja. Nie powiedzą tego głośno, ale nie będą zbierać podpisów – mówi radny PiS.
Filmik, który miał „dobić” prezydenta

Aleksander Miszalski, Łukasz Sęk
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Czwartek miał należeć do Miszalskiego. Konferencja o planach na 2026 rok nie wniosła nic nowego, co wcześniej komunikował magistrat.
– 40 minut przed konferencją zobaczył filmik. Zrobiono to specjalnie, aby go dobić – mówi bliski współpracownik.
Chodzi o nagranie z serwisu X: prezydent mopem myje podłogę w klubie przy pl. Szczepańskim.
– Nie nagrała tego osoba od nas. To była sytuacja już za prezydentury. Ale któż z nas się nie napije – mówi działaczka KO.
– Ten filmik mu nie zaszkodzi, ale znów go ośmieszy. Pewnie wyjdzie filmik z tańczenia na stole w klubie na Kazimierzu – słyszymy w PO.

Aleksander Miszalski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Rolki, wizerunek i 3,5 tysiąca urzędników
W otoczeniu prezydenta mówią, że to element robienia z niego człowieka niepoważnego.
– Rolki i dyskusje facebookowe stały się problemem. Prezydent chciał otwartego urzędu, asystenci mieli odpisywać na każdy komentarz. Od lutego ma się to zmienić – mówi współpracownik.
– Ta rolka przebiła się nawet do starszych osób. Podpisują, bo prezydent ośmieszył urząd – mówi osoba zbierająca podpisy.
– Zarzuty o upartyjnienie są na wyrost. Olek kazał pilnować, by nie wykorzystywać urzędu do polityki. Nasi towarzysze partyjni myślą, że mamy 3,5 tysiąca pracowników, którzy zaangażują się w kampanię. Tak nie jest – gdybyśmy komuś kazali coś zrobić, zaraz poleciałby do związków albo do was – mówi osoba z otoczenia prezydenta.