Mimo że w tabeli PKO Ekstraklasy panuje duży ścisk i pomiędzy liderem rozgrywek – Wisłą Płock – a ostatnią Termalicą Bruk-Bet Niecieczą, jest zaledwie 14 punktów różnicy, Legia Warszawa, aby wydostać się ze strefy spadkowej, musi zacząć wygrywać. Warto dodać, że „Wojskowi” są o jeden mecz od wyrównania niechlubnego rekordu klubu pod względem spotkań bez wygranej z rzędu w Ekstraklasie (11).

Niedzielna porażka z Koroną Kielce (1:2) u siebie podczas inauguracji rozgrywek po przerwie zimowej pokazała mankamenty w ekipie Marka Papszuna. – Głównym problemem Legii wydaje mi się jest teraz duża presja, która tylko zwiększyła się po przegranej z Koroną. Na pewno u piłkarzy widać brak pewności siebie, a szczególnie widać to u napastnika Rajovicia. Wręcz widziałem przerażenie na jego twarzy po niestrzelonym rzucie karnym – tłumaczy w rozmowie z WP SportoweFakty Cezary Kucharski, były piłkarz i legenda Legii Warszawa.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co za gol! O mało nie przewrócił bramki

– Na pewno wewnątrz zespołu panują duże emocje. Jednak, aby było lepiej, wystarczy poprawić małe błędy. Sztuką jest natomiast znalezienie tych drobnych rzeczy do poprawy. Zdecydowanie presja i emocje nie pozwalają Legii grać optymalnie. Działa tam pewien hamulec, który powoduje, że zespół nie wykorzystuje swojego potencjału – dodaje były napastnik.

Problem w ofensywie Legii trwa od dawna. Do tej pory we wszystkich rozgrywkach Mileta Rajović w 29 meczach strzelił tylko siedem goli, a Antonio Colak w 15 spotkaniach zaledwie raz trafił do bramki.

– Mam wrażenie, że Rajović nie do końca wie, jak ustawiać się w polu karnym. Ma wzrost (mierzy 195 cm – przyp. red.) i niezłą szybkość. Wygląda to tak, jakby nikt z nim nie pracował nad tym elementem gry – wyjaśnia 17-krotny reprezentant Polski.

Wielki powrót

Niemal z hukiem do Ekstraklasy wrócił Mariusz Stępiński, który na Łazienkowskiej zdobył dwie bramki i bardzo dobrze zaprezentował się w debiucie w drużynie Jacka Zielińskiego. Pojawia się jednak pytanie: czy to Korona zagrała tak dobrze, czy Legia tak słabo?

– Legia zagrała poprawny mecz. Mimo to popełniła dwa dziecinne, bardzo podobne błędy. Były to błędy w kryciu. W polu karnym grał doświadczony Jędrzejczyk, ale pozostali obrońcy Legii również mają duże doświadczenie. Zabrakło koncentracji, bo dziwnie wyglądało to, że Korona z taką łatwością strzeliła gole po niemal identycznych akcjach – ocenia nasz rozmówca.

Minimalny progres

Mimo niekorzystnego wyniku w grze Legii widać poprawę. Marek Papszun zmienił taktykę oraz ustawienie, które w pewnym stopniu funkcjonują, jednak to nie do końca praca sztabu szkoleniowego odpowiada za kryzys „Wojskowych”.

– Legia zaczęła grać odrobinę lepiej niż jesienią, bo przejścia z defensywy do ofensywy wyglądały poprawnie. Brakowało mi jednak w Legii głodu strzelenia bramki. Gdy Korona wchodziła w pole karne, znajdowało się tam pięciu lub sześciu zawodników, a gdy Legia dośrodkowywała piłkę, było tam tylko dwóch. To na pewno wymaga poprawy – twierdzi Kucharski

– W końcówce meczu zabrakło też zimnej krwi i spokoju. Legia bardzo chciała wygrać to spotkanie, co było widać chociażby po zachowaniu Kapustki, który po wyrównaniu zabrał piłkę i pobiegł z nią na środek boiska, jakby drużyna wysyłała sygnał, że chce za wszelką cenę zwyciężyć. Zabrakło jednak wyrachowania – to było naiwne. Piłkarze zapomnieli, że zbyt mocno postawili na ofensywę, zaniedbując defensywę. Być może ten jeden punkt z Koroną należało uszanować – kontynuuje.

Wielka zima

W Polsce wciąż gorącym tematem pozostają mrozy. Wiele osób sprzeciwia się rozgrywaniu meczów przy bardzo niskich temperaturach. Są jednak również tacy, którzy uważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby grać w takich warunkach.

– Takie warunki sprzyjają drużynom, które więcej walczą i wykazują większą determinację. Z reguły przeszkadzają natomiast zespołom grającym technicznie i długo utrzymującym się przy piłce. Dlatego wydaje mi się, że to była pewna przewaga Korony i jej stylu gry. Prawdopodobnie Legia będzie prezentowała się zdecydowanie lepiej na zielonych murawach za dwa lub trzy miesiące – podsumowuje Cezary Kucharski.

Olaf Kędzior, dziennikarz WP SportoweFakty