Owady i pajęczaki są dobrze przygotowane do zimna. Entomolog z SGGW podkreśla w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że liczy się nie tylko minimalna temperatura, ale tempo ochłodzenia. Gdy mróz przychodzi stopniowo, organizmy uruchamiają mechanizmy ochronne, a ich płyny ustrojowe działają jak „płyn chłodniczy”, ograniczając uszkodzenia komórek.

Ekspert wyjaśnia, że same wartości rzędu -20 st. C. / -30 st. C. nie przesądzają o przeżyciu. Groźniejsze są dla insektów nagłe spadki, które powodują duże kryształy lodu w komórkach. Ważna jest też dostępność kryjówek. Porządkowanie zieleni i wycinka starych drzew zmniejszają liczbę schronień, przez co część owadów nie znajduje miejsc do zimowania.

Najbardziej ucierpieć mogą gatunki inwazyjne, które pojawiły się wraz z ociepleniem klimatu. Profesor wymienia skupieńca lipowego, biedronkę azjatycką oraz wtyka amerykańskiego znanego z intensywnego zapachu. Ich populacje mogą lokalnie wyraźnie spaść, a nawet zaniknąć.

W przypadku rodzimych gatunków – komarów i kleszczy – entomolog spodziewa się przetrwania zimy. Wiosną może być ich mniej, ale nie znikną. By znacząco ograniczyć kleszcze, mróz poniżej -20 st. C. musiałby się utrzymywać przez ok. dwa miesiące bez przerwy. Mrozy mogą też zmienić strukturę gatunkową, np. ograniczyć liczebność kleszcza łąkowego.

Śnieżna, mroźna zima nie gwarantuje też mniejszej liczby komarów latem. Długo zalegająca pokrywa śnieżna i wiosenne zastoje wodne stworzą dobre warunki dla larw, co pokazują rejony Syberii. Części szkodników przechłodzenie jest wręcz potrzebne do prawidłowego cyklu życiowego, jak u przędziorka chmielowca.

– Możemy się cieszyć głównie z tego, że ucierpią obce gatunki inwazyjne. Nasze rodzime owady, nawet te, których nie lubimy, przetrwają. Zima nie rozwiąże problemu komarów i kleszczy, ale może chwilowo ograniczyć ich liczebność – podsumował prof. Ignatowicz.