Mark Hijink. ASML. Chipy, wojna technologiczna i najważniejsza maszyna świata. Przeł. Michał Głatki. Prześwity. Warszawa 2026
Firma nazywa się ASML. Słyszeliście o niej? Pewnie nie. Nie zmienia to faktu, że to najbardziej dziś wartościowy koncern w Unii Europejskiej. Nie tylko pośród graczy z branży technologicznej, ale w ogóle. Gdy idzie o wycenę giełdową, to Holendrzy ze swoimi 550 mld dolarów szacowanej wartości lokują się aktualnie między amerykańskim gigantami branży kosmetyczno-farmaceutycznej Johnson&Johnson i globalną potęgą systemu płatności Mastercard. Tuż obok są zaś Exxon Mobil, AstraZeneca czy Visa. Tylko że te wszystkie nazwy znają wszyscy. Albo prawie wszyscy. A ASML tylko nieliczni. Choć przecież firma nie powstała wczoraj, lecz istnieje od roku 1984. Skąd ten niesamowity wręcz skok do ligi mistrzów globalnych korporacji?
Holenderska ASML w globalnej lidze mistrzów
Krótka odpowiedź brzmi: fotolitografia. Nieco dłuższa wyjaśni wam, że Holendrom udało się zmonopolizować rynek budowy gigantycznych, niezwykle złożonych maszyn przy pomocy których robi się najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane chipy. A ponieważ chipy (inaczej układy scalone) służą do budowy procesorów, te zaś z kolei sprawiają, że działa cała współczesna elektronika (ze sztuczną inteligencją włącznie), to sukces ASML zaczyna się tłumaczyć. Dlaczego jednak potentatami owej fotolitografii stali się właśnie Holendrzy z Veldhoven pod Eindhoven? Aby prześledzić ich drogę do dzisiejszej potęgi, trzeba sięgnąć do książki holenderskiego dziennikarza ekonomicznego Marca Hijinka. Wydaną właśnie po polsku przez Prześwity. Czyli wydawcę, który od dłuższego czasu ewidentnie „jara się” stykiem tematyki technologicznej i geopolitycznej. Dość przypomnieć przełożoną także przez nich „Nvidię. Drogę do sukcesu” Tam Kima, o której pisałem z resztą także w ramach mojej #PółkiEkonomicznej
ASML wyrósł w biznesowym ekosystemie Philipsa – czyli najważniejszego holenderskiego przedsiębiorstwa w XX wieku. W 1995 roku dawny gigant pozwolił jednak swojej latorośli pójść własną drogą. Co w biznesie oznacza oczywiście jedno – projekt nie był uważany za perspektywiczny. W dziedzinie litografii prym wiedli wówczas Japończycy – głównie firmy Nikon i Canon. Rywalizacja była klasyczną wojną korporacyjną toczoną przy użyciu wszelkich możliwych metod. Rywalizowano nie tylko na produkty, ale także na fuzje i przejęcia oraz wzajemne oskarżenia o naruszanie praw patentowych.
ASML odnalazła się w świecie opartym na mikroprocesorach
Tak naprawdę najciekawsza część historii ASML zaczyna się dekadę temu. To wówczas stało się jasne, że produkcja chipów to nie jest tylko jeden z elementów łańcucha produkcji szeroko rozumianej elektroniki. Ale raczej tejże elektroniki absolutny fundament. I to w dodatku w warunkach, gdy trudno już sobie wyobrazić jakąkolwiek dziedzinę gospodarki, która nie byłaby cyfrowa. A co za tym idzie, nie wisiała właśnie na procesorach składających się z układów scalonych. To wtedy chipy zyskały znaczeni geopolityczne. Jak kiedyś ropa, tak teraz chipy stały się krwiobiegiem gospodarki. A co za tym idzie, areną postępującej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin.
Autor tej opowieści jest zdania, że Holendrzy poradzili sobie w tej nowej rzeczywistości bardziej niż dobrze. Głównie dzięki talentom ówczesnego (nieco archaicznego i niedzisiejszego, a jednocześnie bardzo holenderskiego kierownictwa korporacji). Książka kończy się jednak w momencie, gdy w ASML dochodzi do zmiany pokoleniowej. W 2024 roku (już po wydaniu tej książki w Holandii) obaj ojcowie obecnego sukcesu firmy (o jakże holenderskich nazwiskach Van den Brink i Wennink) przeszli na emeryturę.
Pod Eindhoven trwa zmiana warty. Czy pozwoli przetrwać w coraz bardziej niebezpiecznym kontekście rywalizacji mocarstw?
Rafał Woś
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Cykl „Półka Ekonomiczna” w Interii Biznes co drugi wtorek.
„Wydarzenia”: System kaucyjny działa od października, ale konsumenci zgłaszają kolejne problemyPolsat News