Michel Abdollahi urodził się w Iranie, ale w 1986 roku, kiedy miał 5 lat, wyjechał z rodziną do Hamburga. Dziennikarz opowiedział w nagraniu na Instagramie o piekle, jakie wyrządzono kobietom protestującym przeciwko reżimowi ajatollahów w ostatnich tygodniach. Abdollahi ujawnił, co powiedzieli mu znajomi mieszkający na Bliskim Wschodzie.
Okrutne zachowanie służb irańskich ma być ostrzeżeniem, aby kobiety nie angażowały się w protesty polityczne. Według raportu, który przytoczył niemiecki dziennik „Welt”, irańscy funkcjonariusze mieli otwarcie grozić pokrzywdzonym. – „Nie zabijemy was. Najpierw was zgwałcimy, potem zabijemy” – mieli mówić do ofiar oprawcy ze służb. Abdollahi twierdzi, że ciała ofiar spalono, aby „nie było widać tego, co się wydarzyło”. Zwłoki nie były wydawane rodzinom zmarłych. Dziennikarz przyznał, że codziennie rozmawia z ludźmi w Iranie.
W połowie stycznia rozmawialiśmy z Mohammadrezą Rezazadehem, Irańczykiem mieszkającym w Polsce. On również wspominał o wyjątkowej brutalności służb. – Rozmawiałem z kolegą z Rasztu. Mówił, że ulice naszego miasta wyglądają jak rzeka krwi – wspominał nasz rozmówca.
„Daily Mail” przypomina, że podczas protestów pojawiły się viralowe nagrania, na których młode Iranki przypalały papierosami zdjęcia ajatollaha Chameneiego. Palenie papierosów przez kobiety jest w tym kraju surowo potępiane. Podpalanie nimi wizerunku przywódcy Iranu było odważnym, ale i bardzo ryzykownym zachowaniem.
Obecnie protesty w kraju przygasły, jednak nad Teheranem wisi widmo interwencji Stanów Zjednoczonych. USA przerzuciły okręt USS Abraham Lincoln i kilka niszczycieli w rejon Bliskiego Wschodu. Administracja Donalda Trumpa żąda, by Iran zrezygnował z rozwoju swojego programu nuklearnego. Początkowo wskazywał, że podejmie działania, jeśli Teheran dalej będzie brutalnie tłumił protesty. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby los Irańczyków był w tym momencie kluczową kwestią w rozmowach przedstawicieli USA z reżimem ajatollahów.