Wyrok ws. Mateusza J. Mężczyzna więził kobietę latami

Jak podaje Interia, Sąd Okręgowy w Legnicy wymierzył wyrok dla Mateusza J., który przez cztery lata (między 2020 a 2024 rokiem) przetrzymywał poznaną na portalu randkowym kobietę w komórce i znęcał się nad nią ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności.

„Pozbawił pokrzywdzoną wolności w sposób połączony ze szczególnym udręczeniem, nieporadną ze względu na ówczesny stan psychiczny, w ten sposób, że wbrew jej woli przetrzymywał ją w zamykanym od zewnątrz na kłódkę pomieszczeniu gospodarczym bez okna i bieżącego dostępu naturalnego światła dziennego, bez ogrzewania, wody i toalety, które to pomieszczenie znajdowało się na terenie jego prywatnej rodzinnej posesji, ograniczając pokrzywdzonej dostęp w innych pomieszczeń, do wody, toalety, środków higienicznych oraz reglamentując jej wedle własnego upodobania dostęp do jedzenia i napojów, a także do prądu, ogrzewania i innych mediów oraz środków komunikacji, w tym telefonu, jak też znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie ze szczególnym okrucieństwem, a także doprowadzał pokrzywdzoną do obcowania płciowego, a także spowodował (…) obrażenia ciała” – wymieniała Prokuratura Okręgowa w Legnicy w komunikacie.

Mateusz J. miał poznać swoją ofiarę na aplikacji randkowej, a następnie zaproponować jej mieszkanie na jego posesji. Kiedy ta się zgodziła ze względu na swoją trudną sytuację życiową, zaczął ją więzić. Portal epoznan.pl podaje, że w 2020 roku kobieta urodziła dziecko, które zostało przekazane do adopcji, a po porodzie ponownie trafiła do komórki. Trzy lata później kobieta trafiła do szpitala w związku z odniesionymi obrażeniami, jednak nie zdradziła personelowi swojej sytuacji. O koszmarze, który przechodzi, opowiedziała lekarzom dopiero rok później, podczas następnego pobytu w placówce. 

O tym, że kobieta jest przetrzymywana, mieli nie zdawać sobie sprawy także rodzice Mateusza J.  – Nam wszystkim naprawdę trudno w to uwierzyć. On nie wyglądał na takiego, co mógł komuś krzywdę zrobić. To dobry chłopak. W domu z nim nie było problemów, a poza domem to ja nie wiem – mówiła dziennikarzom matka mężczyzny w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Sąsiedzi rodziny określili natomiast Mateusza J. jako „dziwaka”. – Wzbudzał strach. Stawał przed człowiekiem i zaczynał się na niego patrzeć. Nic nie mówił, tylko tak stał. To człowiek się obracał i szedł w drugą stronę. Ale żeby coś więcej robił, to nie – mówiła jedna z kobiet dziennikowi.

Na temat sprawy przeczytasz także w tekście: Dramat w Gaikach. Matka Mateusza J. o zachowaniu ofiary. „Czemu nie krzyknęła?”

Źródła: Interia, epoznan.pl, Gazeta.pl