Polski motorowodniak, pierwszy Polak w Formule 1 H2O, już kilka lat temu ogłosił, że jego córka jest ciężko chora. Terapia genowa kosztuje fortunę, ale sportowiec nie zamierzał się poddawać. Prosi o pomoc, ale sam również robi wszystko, by zdobyć środki, wyprzedając swój majątek.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie koszty ponosi Bartłomiej Marszałek na leczenie córki?

Ile czasu Bartłomiej Marszałek lata do Nowego Jorku po lek?

Co sprzedał Bartłomiej Marszałek, aby zdobyć pieniądze na leczenie córki?

Na jaką operację czeka córka Bartłomieja Marszałka?

Choroba neurologiczna, z którą zmaga się Malwinka, to Zespół Retta i nie jest uznawana za nieuleczalną. Potrzeba jednak ogromnych kwot.

„Zespół Retta sprawia, że dziewczynki stają się »żywymi lalkami«. Niektórzy zwą je »milczące anioły«. Nie cierpię tych określeń, boli mnie serce, gdy je słyszę, ale one opisują obrazowo, co dzieje się z dziećmi, które nie zdążyły otrzymać leczenia… Ale to, że nie chodzą i nie mówią, nie nawiązują kontaktu, to tylko mniejsze z problemów. Do tego dochodzi bardzo osłabiony układ immunologiczny. Problemy z oddychaniem, ze wszystkimi organami po kolei, dochodzi niszcząca padaczka, stan zapalny mózgu… Straszny los dla niewinnego dziecka!” — czytamy na stronie siepomaga.pl, gdzie od dawna aktywna jest zbiórka na leczenie dziewczynki.

Polak ujawnia, co sprzedał, by ratować chorą córkę. Kwota zwala z nóg

Po dłuższym czasie Marszałek opowiedział, jak sytuacja wygląda obecnie. — W nieco ponad rok sprzedałem już wszystko, co miałem do sprzedania. Dom rodzinny, samochód, działkę i łódkę — ujawnia w rozmowie z serwisem WP SportoweFakty.

Nadzieja na poradzenie sobie z chorobą wciąż jest bardzo duża, ale obecnie rodzice muszą zmagać się z problemami, w tym z atakami padaczki. — Trudno się pogodzić i przyzwyczaić do kolejnych ataków — przyznaje ojciec, który opowiada o tym, jak wygląda leczenie i koszty.

— Regularne przyjmowanie syropu Malwina rozpoczęła około dwa lata temu, a od tego czasu na sam lek wydaliśmy około sześciu mln zł. Jest nadzieja, że pod koniec 2027 r. córeczka będzie mogła przejść operację, bo badania kliniczne są już na zaawansowanym etapie, a pierwsze wyniki są bardzo optymistyczne — mówi z nadzieją.

Problemem pozostaje pozyskanie środków na kolejne dawki leku. — Niestety my wciąż przyglądamy się temu z boku, a do czasu udostępnienia metody obywatelom spoza USA będziemy musieli wydać przynajmniej sześć mln zł na kolejne dawki syropu. Dzięki sprzedaży całego majątku rodzinnego mamy jednak zabezpieczone pieniądze na najbliższe dwa lata — dodaje.

Na operacje potrzebne są kolejne trzy mln dol., a wielkie koszty generują także podróże do Stanów Zjednoczonych. — Co trzy tygodnie latam do Nowego Jorku, płacę 16 tys. dol. i odbieram porcję syropu na trzy tygodnie. Czuję się bezsilny, bo od nowego roku cena leku wzrosła o pięć proc.. Jako zdesperowany rodzic padłem ofiarą systemu, w którym wielkie koncerny farmaceutyczne robią sobie co chcą i windują ceny leków ratujących życie wedle własnego uznania — podsumowuje rozżalony Marszałek, który wciąż zamierza startować w wodnej Formule 1, dopóki nie cierpi na tym opieka nad córką.