Podczas rozmowy z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym prezydent USA został zapytany o ewentualne zmniejszenie obecności amerykańskich wojsk na Starym Kontynencie. Odpowiedział, że nie planuje takich ruchów i podkreśla „świetne relacje” z europejskimi partnerami.
Główny fakt dotyczy utrzymania obecnych kontyngentów. Trump zapewnił, że nie przewiduje cięć, mimo pojawiających się sygnałów o możliwym ograniczeniu wsparcia dla obrony Europy w dokumentach strategicznych administracji. Prezydent akcentował, że po jego dojściu do władzy siły zbrojne USA notują rekordy rekrutacyjne, co ma wzmacniać wiarygodność amerykańskich gwarancji sojuszniczych.
W rozwinięciu wątku Trump stwierdził, że dobrze dogaduje się z europejskimi przywódcami i wskazał na zwiększenie przez nich wydatków na obronność. Jednocześnie ostrzegł, że Europa „musi uważać”, bo „jest już nie do poznania”, wskazując dwa powody: migrację oraz stawianie na energetykę odnawialną. W ten sposób włączył do rozmowy szerszy spór o bezpieczeństwo i politykę energetyczną na kontynencie.
W tle pozostają sygnały z administracji. Narodowa Strategia Bezpieczeństwa oraz Narodowa Strategia Obrony wskazują na trend ograniczania amerykańskiego wsparcia dla Europy. Dodatkowo szef Pentagonu Pete Hegseth i sekretarz stanu Mark Rubio mówili o zmniejszeniu zaangażowania. Mimo prezydenckich zapewnień w październiku wycofano z Rumunii rotacyjną brygadę piechoty USA, co spotkało się z krytyką części Republikanów w Kongresie.
Na zakończenie warto zaznaczyć, że w grudniu Kongres przyjął plan wydatków obronnych z przepisami utrudniającymi radykalne cięcia wojsk w Europie. To oznacza, że nawet przy zmianach priorytetów w dokumentach strategicznych, praktyczne pole do szybkiej redukcji jest ograniczone. Deklaracja Trumpa o utrzymaniu obecności wpisuje się więc w układ sił między Białym Domem, Pentagonem i Kongresem, który pilnuje stabilności w relacjach z sojusznikami NATO.