Wielowątkowa, intensywna debata o polskiej gospodarce w gronie przedstawicieli świata biznesu, polityki oraz nauki i środowiska eksperckiego odbędzie się 9 lutego 2026 r. w Warszawie. Zapraszamy na EEC Trends. Rejestracja dostępna na stronie wydarzenia.

  • Niezwykły dzień KGHM-u na warszawskiej giełdzie – odważni sporo zarobili
  • PSE: w 2040 OZE w Polsce będą produkować więcej prądu, niż będzie potrzeba w całym kraju
  • Wskaźnik PMI: produkcja spada coraz wolniej, firmy wierzą, że będzie rosnąć
  • Spada oprocentowanie kredytów w bankach, a popyt na nie rośnie i ma dalej rosnąć
  • Indie mają przestać kupować ropę od Rosji

1. Niezwykły dzień KGHM-u na warszawskiej giełdzie – odważni sporo zarobili

Dwa dni robocze po krachu na srebrze i poważnych spadkach na rynku metali szlachetnych próbują one dojść do siebie i się ustabilizować, natomiast w poniedziałek przez poważne turbulencje przeszedł jeszcze polski KGHM.

Reagując na silne spadki cen srebra i złota przy jednoczesnym umocnieniu dolara, akcje KGHM spadły na otwarciu notowań aż o 15 proc. Dla spółki, która jest jednym z większych producentów srebra na świecie i znaczącym producentem miedzi, tak gwałtowna przecena metali bezpośrednio obniża postrzegane przyszłe przepływy pieniężne i zyski. Sytuację łatwo więc można było tłumaczyć tym, że rynek dyskontuje ryzyko spadku przychodów z części wydobycia i potencjalne korekty planów inwestycyjnych.

To jednak był dopiero początek dnia. W kolejnych godzinach okazało się, że srebro i miedź już dalej nie tanieją, więc KGHM zaczął odrabiać straty i na koniec sesji spadał już tylko o 6 proc. To nadal spora obniżka notowań, ale to oznacza też, że jeśli ktoś się nie bał i kupił akcje KGHM rano, gdy taniały one o 15 proc., w ciągu ośmiu godzin zarobił 10,7 proc.

Notowania akcji KGHM na warszawskiej giełdzie, źródło: investing.com Notowania akcji KGHM na warszawskiej giełdzie, źródło: investing.com

W tej chwili srebro i miedź podobnie jak złoto lekko drożeją, utrzymując się jednak bardzo blisko poziomów, do których dotarły w piątek wieczorem, a więc miedź kosztuje nieco ponad 13 tys. dolarów za tonę, srebro 83 dolary z uncję, a złoto nieco ponad 4800 dolarów za uncję.

Obrony notowań złota podjął się w poniedziałek amerykański bank JP Morgan, publikując bardzo agresywną prognozę, zakładającą wzrost ceny tego kruszcu do 6300 dolarów za uncję do końca tego roku. Bank szacuje, że w najbliższych miesiącach same banki centralne kupią ok. 800 ton złota, kontynuując trend dywersyfikacji rezerw z papierowych aktywów w kierunku aktywów rzeczowych. Równolegle rosnąć mają zasoby złota w funduszach ETF, sprzedaż fizycznych sztabek i monet oraz udział złota w portfelach inwestorów jako zabezpieczenie przed ryzykiem geopolitycznym i polityką administracji Donalda Trumpa. W praktyce więc przynajmniej według JP Morgana ostatni krótkoterminowy szok na rynku metali szlachetnych nie powinien zakończyć opartej na czynnikach fundamentalnych hossy.

2. PSE: w 2040 OZE w Polsce będą produkować więcej prądu, niż będzie potrzeba w całym kraju

Polskie Sieci Elektroenergetyczne szacują, że w 2040 r. zużycie energii elektrycznej w Polsce sięgnie ok. 260 TWh, będzie więc aż o ponad 50 proc. większe niż w 2025 roku.

Co ciekawe, PSE prognozują, że do tego czasu produkcja energii ze źródeł odnawialnych będzie wynosić już około 278 TWh rocznie, będzie więc większa niż całoroczne zużycie – na pierwszy rzut oka wygląda to więc tak, jakby w ujęciu rocznego wolumenu źródła odnawialne mogłyby pokryć więcej niż 100 proc. krajowego zapotrzebowania. To jednak złudzenie, ponieważ zmienność poziomów produkcji prądu z wiatru i energii słonecznej zarówno w ciągu roku, jak i w ciągu doby będzie oznaczać, że będzie dość sporo dni, w których będzie jej za mało, a także wiele dni i godzin, gdy będzie jej za dużo – wtedy będziemy ja także eksportować i magazynować w magazynach energii, natomiast generalnie OZE w skali roku będzie pokrywać tylko około dwóch trzecich łącznego zapotrzebowania. Resztę zapewnią głównie elektrownie gazowe i atom.

Według PSE w latach 2025-2040 z systemu ma zostać wycofane ok. 3 GW mocy konwencjonalnych – głównie starszych bloków węglowych i części jednostek gazowych – co dodatkowo zwiększa teraz presję na szybki rozwój źródeł niskoemisyjnych i infrastruktury sieciowej.

Intrygujące jest też to, że w prognozach pojawia się nowy, strukturalny konsument energii: centra danych i infrastruktura AI. PSE szacuje, że w 2040 r. centra danych będą zużywać ok. 29,4 TWh rocznie, przy zainstalowanej mocy przekraczającej 5 GW, co odpowiada 11,3 proc. prognozowanego krajowego zużycia energii.

Z kolei zużycie prądu przez samochody elektryczne ma się zwiększyć z około 0,5 TWh w ubiegłym roku do ponad 16 TWh w 2040 roku. PSE przy tym zakłada, że za 15 lat w Polsce będzie już ponad 5,3 mln aut elektrycznych.

Wszystkie te prognozy PSE zawarły w projekcie planu rozwoju, który w tej chwili jest w fazie konsultacji.

3. Wskaźnik PMI: produkcja spada coraz wolniej, firmy wierzą, że będzie rosnąć

Indeks PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w styczniu 48,8 punktu, nieznacznie poniżej granicy 50 oddzielającej ekspansję od spowolnienia, ale wyżej niż w grudniu, gdy wynosił 48,5 pkt. Wskaźnik znajduje się więc formalnie w strefie kurczenia się aktywności, ale dynamika poprawy sugeruje, że dołek cyklu koniunkturalnego w przemyśle mamy prawdopodobnie za sobą, chociaż jednocześnie wynik za styczeń jest nieco poniżej wcześniejszych oczekiwań ekonomistów.

Szczegóły ankiet przeprowadzonych wśród menedżerów kilkuset polskich firm przemysłowych pokazują m.in. dalszy spadek zamówień i produkcji, ale w coraz wolniejszym tempie, jesteśmy więc coraz bliżej stabilizacji. Jednocześnie nieco przyspieszyło tempo spadku zatrudnienia.

Kluczowy wydaje się jednak utrzymujący się optymizm w prognozach na przyszłość – jest on teraz najwyższy od ponad czterech i pół roku (od czerwca 2021 r.).

Optymizm widać też w decyzjach firm o zwiększaniu zapasów surowców w tempie najszybszym od ponad trzech lat, tak jakby przygotowywały się one na oczekiwaną poprawę sytuacji na rynku i wzrost popytu oraz produkcji. 

4. Spada oprocentowanie kredytów w bankach, a popyt na nie rośnie i ma dalej rosnąć

W ożywieniu pomagać powinna także polityka pieniężna, która w ostatnich miesiącach w Polsce polegała głównie na obniżaniu stóp procentowych w ślad za spadającą inflacją.

Efekty tego widać także w nowych statystykach bankowych – według danych NBP średnie oprocentowanie nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych w Polsce spadło w grudniu do 6,25 proc., wobec 6,41 proc. miesiąc wcześniej. Spadek ten odzwierciedla również rosnącą konkurencję cenową między bankami o nowych kredytobiorców, chociaż konkurencja ta obecnie raczej nie narusza marż kredytowych w bankach.

W grudniu 2024 r. średnie oprocentowanie kredytu mieszkaniowego wynosiło 7,46 proc., tak więc w ciągu całego ubiegłego roku spadło o 1,2 punktu procentowego.

Średnie oprocentowanie nowo udzielonych kredytów konsumpcyjnych w grudniu wyniosło 10,25 proc. wobec 10,43 proc. w listopadzie. W grudniu 2024 r. średnie oprocentowanie kredytu konsumpcyjnego wynosiło 11,48 proc.

Banki udzieliły w grudniu kredytów na nieruchomości mieszkaniowe o wartości 7,5 mld zł wobec 7,4 mld zł w listopadzie i  kredytów na cele konsumpcyjne za 11,5 mld zł wobec 11,6 mld zł w listopadzie – podał NBP.

Jednocześnie w najnowszej ankiecie NBP banki deklarują oczekiwany wzrost popytu na kredyt – zarówno ze strony gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw – w kolejnych kwartałach. Szczególnie silny ma pozostać popyt na kredyty mieszkaniowe co najmniej do II kwartału 2026 r., napędzany m.in. poprawą koniunktury na rynku nieruchomości i rosnącą pewnością konsumentów, choć wciąż hamująco działa tu poziom stóp procentowych i wysokie ceny mieszkań. Z punktu widzenia cyklu kredytowego oznacza to, że po okresie silnego schłodzenia w latach 2022–2023 sektor bankowy wchodzi w fazę ponownego umiarkowanego wzrostu wolumenu kredytów, co może wspierać zarówno inwestycje, jak i konsumpcję. 

5. Indie mają przestać kupować ropę od Rosji

Rząd w Delhi ogłosił, że Stany Zjednoczone zgodzą się znieść dodatkowe 25‑procentowe cła „karne” na indyjskie towary, nałożone wcześniej przez administrację Donalda Trumpa za import ropy z Rosji. W zamian premier Narendra Modi zadeklarował, że Indie wstrzymają się od nowych zakupów rosyjskiej ropy – przynajmniej w formule, która naruszałaby amerykańskie sankcje lub omijała ustalony przez G7 pułap cenowy.

W praktyce chodzi o istotne kwoty: po 2022 r. Indie stały się drugim po Chinach największym odbiorcą rosyjskiej ropy, co dawało im zniżki sięgające kilkunastu dolarów na baryłce względem innych dostawców. Z czysto biznesowego punktu widzenia zakupy rosyjskiej ropy po tak niskich cenach, ostatnio nawet w okolicach 30 dolarów za baryłkę, były dla gospodarki indyjskiej niezwykle korzystne.

Teraz rezygnacja z tych korzyści ma zostać zrekompensowana lepszym dostępem do rynku amerykańskiego oraz pogłębieniem współpracy energetycznej z USA, w tym większym importem amerykańskiej ropy i LNG. Dla Waszyngtonu porozumienie ma wymiar geopolityczny: stanowi dodatkową komplikację dla Rosji, która może teraz stracić jednego ze swoich kluczowych i największych klientów. W konsekwencji może to dodatkowo ograniczyć jej przychody z eksportu ropy i paliw, a więc także utrudnić jej finansowanie wojny z Ukrainą.

Ponadto deal wzmacnia relacje Stanów z Indiami jako partnerem strategicznym w Azji i wpisuje się w szerszą strategię budowania bloku państw skłonnych do współpracy z USA przeciwko Rosji i – pośrednio – Chinom.

Indie zaś zyskują ważną umowę z Amerykanami zaledwie kilka dni po zawarciu dużego porozumienia handlowego z Unią Europejską.