Marta Abramczyk Onet.pl: Tak naprawdę wciąż mamy mało danych i mało kto jest w stanie wytłumaczyć Polakom, co tak naprawdę dzieje się w Iranie?
Dorota Słapa, doktor historii Iranu (Uniwersytet Teherański): W Iranie mamy obecnie do czynienia z rewolucją i ludobójstwem. Liczba cywili zabitych przez reżim Republiki Islamskiej wynosi w tym momencie 48 tys. osób, istnieje prawdopodobieństwo, że ta liczba jest jeszcze większa. Rannych zostało ponad 350 tys. osób, aresztowanych (o których losie nie wiadomo nic) jest na pewno więcej.
Rząd strzela do nieuzbrojonych cywilów, używając karabinów i broni wojskowej. W wyniku strzałów w oko śrutem 7 tys. ludzi straciło wzrok w jednym albo obu oczach.
Reżim cały czas w ciszy i ciemności więzień kontynuuje dokonywanie egzekucji. Codziennie pojawiają się nowe filmy i zdjęcia pokazujące niezwykłe okrucieństwo reżimu wobec obywateli Iranu.
Wiadomo już, że wobec cywili zastosowano również broń chemiczną. Siły reżimu nie wahają się również atakować rannych w szpitalu: na zdjęciach niektórych ciał widać ślady strzałów w głowę: osoby te zostały porwane ze szpitala, w którym walczyły o życie. Śmierć poniosło także wiele dzieci i nastolatków, tak jakby reżim chciał pozbyć się tej wielkiej i pięknej siły, która pragnie budować nową rzeczywistość Iranu.
„Irańczycy nie mogą kontaktować się ze światem”
Jak opisałaby pani obecne protesty w Iranie? Czego tak naprawdę one dotyczą?
Należy pamiętać, że protesty mają na celu poprawę istniejącego systemu, a to, czego jesteśmy świadkami od przeszło trzech tygodni w Iranie, to nie protesty, a rewolucja — mająca na celu obalenie istniejącego systemu, czego chcą od wielu lat wszyscy Irańczycy. W Iranie od przeszło trzech tygodni nie ma internetu. Irańczycy nie mogą kontaktować się ze światem, z rodzinami przebywającymi poza granicami kraju, ale przede wszystkim ze sobą, co wiąże się z brakiem możliwości wezwania pomocy, kontaktu z rodziną, lekarzem etc. Zdarza się, owszem, że pojedynczym osobom udaje się połączyć z internetem np. za pośrednictwem Starlinka, jednak internetu w całym kraju wciąż nie ma.
ZUMA Press Wire/Shutterstock / East News
Protesty przeciwko reżimowi w Iranie, Teheran, 10 stycznia 2026 r.
Protesty rozprzestrzeniły się na 180 miast w Iranie. Czy ich skala jest w stanie wpłynąć na obecny reżim?
Brak dostępu do internetu utrudnia określenie, w ilu miastach ludzie wyszli na ulice, domagając się obalenia reżimu oraz przestrzegania podstawowych praw: wolności słowa, godziwego wynagrodzenia za pracę, uwolnienia więźniów politycznych, zaprzestania stosowania kary śmierci oraz respektowania wielu innych praw człowieka, które nie są przestrzegane.
Nie ma więc dokładnych danych informujących o tym, ile osób protestowało, wspominają one jednak o morzu ludzi, których można liczyć w milionach.
Kto napędza obecne protesty na ulicach?
Nikt za protestami „nie stoi” i ich nie „napędza”. Protesty wyszły od ludzi, którzy walczą o podstawowe prawa. Rewolucja, której jesteśmy świadkiem, jest wynikiem dziesięcioleci powtarzających się cyklów represji, ucisku i przemocy, kształtowanych zarówno przez siły reżimowe wewnątrz kraju, jak i naciski z zewnątrz.
Sytuacja wewnętrzna kraju jest tragiczna, gospodarka praktycznie całkowicie upadła, choć nie należy zapominać, że kraj ten dysponuje jednymi z największych zasobów naturalnych na świecie.
Ostatnimi laty w Iranie mamy do czynienia z wyłączaniem prądu na całe godziny, drastycznymi skokami cen, ogromnym zanieczyszczeniem powietrza. Nie należy zapomnieć także o tym, że Iran w ostatnich latach boryka się z narastającym problemem braku wody.
Irańczycy nie mogą tak jak my swobodnie podróżować, ze względu na sankcje, nie są w stanie dokonywać żadnej wymiany handlowej z Europą czy Ameryką. Nawet chcąc korzystać z mediów społecznościowych, muszą zaopatrzyć się w VPN, ponieważ wiele zagranicznych stron internetowych jest cenzurowanych.
JEON HEON-KYUN / PAP
Napis „Zatrzymajcie masakrę w Iranie” na banerze podczas protestu w Korei Południowej
Owszem, tym razem punktem zapalnym protestów był ogromny spadek riala, na który zareagowali postawieni pod gospodarczą ścianą kupcy bazarowi, zamykając swoje sklepy na Wielkim Bazarze w Teheranie, jednak wszystkie poprzednie protesty także były aktem sprzeciwu wobec represyjnej polityki Republiki Islamskiej, która od samych początków swojego istnienia dokonywała aktów zbrodni i przemocy wobec ludzi, wymienić choćby masowe egzekucje z roku 1988 czy krwawe stłumienia Zielonego Ruchu w roku 2009, który był masowym protestem przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim; protesty z 2019, których źródłem był nagły wzrost cen paliwa i oczywiście protesty z 2022, które wybuchły po śmierci Mahsy Amini zatrzymanej przez policję obyczajową za niewłaściwe noszenie hidżabu.
Owszem, tym razem punktem zapalnym protestów był ogromny spadek riala, na który zareagowali kupcy bazarowi, stawieni pod gospodarczą ścianą, zamykając swoje sklepy na Wielkim Bazarze w Teheranie. Jednak wszystkie poprzednie protesty także były aktem sprzeciwu wobec represyjnej polityki Republiki Islamskiej, która od samego początku swojego istnienia dokonywała aktów przemocy i zbrodni wobec ludzi — wystarczy wspomnieć masowe egzekucje z 1988 r. czy krwawe stłumienie Zielonego Ruchu w 2009 r., będącego masowym protestem przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Do tego dochodzą protesty z 2019 r., wywołane nagłym wzrostem cen paliwa, oraz protesty z 2022 r., które wybuchły po śmierci Mahsy Amini, zatrzymanej przez policję obyczajową za niewłaściwe noszenie hidżabu.
Wszystkie poprzednie protesty powtarzające się cyklicznie od 1979 r. i początków Republiki Islamskiej także chciały obalić reżim. Jedną z przyczyn, przez które się to nie udało, może być fakt, że Irańczycy nie mieli swojego przedstawiciela — tym razem był nim Reza Pahlavi, syn szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, przebywający na wygnaniu w Ameryce.
Według danych większość Irańczyków go popiera. Od początku protestów Pahlavi publikował odezwy skierowane do Irańczyków w Iranie, stając na czele ruchu i nadając kierunek fali protestów.
Obecnie jest to jedyny kandydat popierany przez irańskich obywateli, proponowany na okres transformacji po upadku reżimu.
„Potrzeba jest pomoc z zewnątrz”
Jak to może się skończyć? Czy istnieje jakaś wizja tego, jak mógłby wyglądać Iran po ewentualnym upadku Republiki Islamskiej?
Trudno przewidywać przyszłość. To, czego jestem pewna, to fakt, że Irańczycy pragną wolnego, demokratycznego kraju.
Associated Press/East News / East News
Zamaskowany demonstrant trzyma zdjęcie księcia koronnego Iranu, Rezy Pahlaviego, podczas protestu w Teheranie, 9 stycznia 2026 r.
Czy Irańczycy szczerze wierzą w zmiany? I co może być powodem do kolejnych protestów?
Irańczycy wierzą, że dni Islamskie Republiki są policzone, dlatego też nikomu nawet przez myśl nie przechodzi możliwość zaistnienia kolejnych protestów. Wszyscy wierzą, że to ostatnie chwile reżimu, choć trudno przewidzieć, czy czas do momentu obalenia reżimu będziemy liczyć dniami, tygodniami czy może nawet miesiącami.
Ludzie są wściekli, ale nie pozbawieni nadziei i ogromnie zdeterminowani, aby walczyć o wolność i podstawowe prawa aż do ostatniej kropli krwi.
Po akcji Stanów Zjednoczonych w Wenezueli prezydent Donald Trump zaczął straszyć władze Iranu atakiem. Czy są to realne groźby?
Jeśli chodzi o możliwość ingerencji amerykańskiej i ataku Donalda Trumpa na Iran, to Irańczycy zarówno w samym Iranie, jak i w diasporze w przeważającej większości są zgodni co do tego, że aby obalić reżim Republiki Islamskiej, potrzebna jest pomoc z zewnątrz.
Chciałabym jeszcze zaapelować do wszystkich czytelników: rozmawiajcie o sytuacji w Iranie z tymi, których spotykacie na co dzień.
Świat musi się dowiedzieć. Irańczycy są pozbawieni możliwości kontaktu ze światem, nie mają możliwości sami krzyczeć o pomoc. Republika Islamska odcięła internet, aby w ciszy dokonywać zabójstw i aresztowań. Sprawa Iranu dotyczy nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, a tam teraz dokonuje się zbrodnia przeciwko ludzkości.