• Rynek zalały „zabawkowe” turbiny wiatrowe – część urządzeń spełniała formalne kryteria programu, ale ich rzeczywista produkcja energii była znikoma, co podważało sens publicznego wsparcia.
  • Turbina jako pretekst do magazynu energii – w wielu inwestycjach kluczowym elementem był magazyn, a mikroelektrownia wiatrowa pełniła rolę dodatku umożliwiającego uzyskanie dotacji.
  • Zamknięcie programu było do przewidzenia – niskie wykorzystanie budżetu, problemy jakościowe i długi proces inwestycyjny sprawiły, że Moja Elektrownia Wiatrowa nie stała się realnym impulsem dla rozwoju mikroenergetyki wiatrowej.

Koniec programu Moja Elektrownia Wiatrowa!

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej niespodziewanie poinformował o zakończeniu naboru w programie Moja Elektrownia Wiatrowa, mimo wcześniejszych zapowiedzi o jego ciągłości do 2028 roku. Jeszcze do niedawna na stronie programu widniała informacja o naborze prowadzonym w trybie ciągłym. Decyzja może zaskakiwać, choć dla części rynku była raczej kwestią czasu.

Z danych NFOŚiGW wynika, że w programie złożono 3 031 wnioski o dofinansowanie o łącznej wartości ponad 95 mln zł. Przy budżecie wynoszącym 400 mln zł oznacza to wykorzystanie środków na poziomie około 20%. Fundusz tłumaczy decyzję poziomem zainteresowania programem, choć formalnie mówi o “zmianie terminu naboru”, a nie jego zamknięciu. W praktyce jednak możliwość składania wniosków kończy się z końcem lutego 2026 roku. Dla firm działających w sektorze mikroenergetyki wiatrowej decyzja ta oznacza bardzo konkretne konsekwencje i wyzwania.

Inwestycja w przydomową turbinę wiatrową nie jest prosta

Warto podkreślić, że w przypadku mikroinstalacji wiatrowych proces inwestycyjny jest znacznie bardziej złożony niż przy instalacjach fotowoltaicznych. Często wymaga uzyskania pozwolenia na budowę, przeprowadzenia analiz środowiskowych czy uzgodnień lokalizacyjnych. Do tego dochodzą długoterminowe pomiary wiatru, które w samym programie nie były wprost wymagane. Od podpisania umowy do uruchomienia instalacji mija nierzadko kilka, a nawet kilkanaście miesięcy.

“Brak okresu przejściowego, który uwzględniałby choćby datę zawarcia umowy z wykonawcą lub wpłacenia zaliczki, jest szczególnie dotkliwy. Inwestorzy podejmowali decyzje w oparciu o obowiązujące zasady programu i dziś ponoszą konsekwencje ich zmiany” – przyznaje Jędrzej Hartka z firmy Gottersfeld, która zajmuje się m.in małą energetyką wiatrową.

“Zabawkowe” turbiny zamiast realnych elektrowni

Ekspert zwraca także uwagę na narastające problemy jakościowe, które z czasem zaczęły dominować obraz programu. W praktyce rynek mikroenergetyki wiatrowej został w dużej mierze zniekształcony przez konstrukcje, które z realną produkcją energii miały niewiele wspólnego. Wiele urządzeń oferowanych beneficjentom było projektowanych przede wszystkim pod spełnienie formalnych kryteriów dotacyjnych, a nie pod rzeczywiste warunki wietrzne czy długoterminową efektywność.

W branży coraz częściej mówiło się o turbinach, które pełniły rolę niemal symbolicznych instalacji – montowanych nie po to, by w sposób istotny produkować energię, ale by „otworzyć drogę” do uzyskania dofinansowania na magazyn energii. W efekcie turbina stawała się dodatkiem, a nie kluczowym elementem systemu, a sama idea rozwoju mikroenergetyki wiatrowej schodziła na dalszy plan. Tego typu praktyki nie tylko wypaczały sens programu, ale prowadziły również do sytuacji, w których publiczne środki wspierały instalacje o znikomej wartości energetycznej.

“Trzeba uczciwie przyznać, że sygnały ostrzegawcze były widoczne od pewnego czasu. Rynek wypełniły tzw. zabawkowe turbiny – urządzenia, których parametry często wyglądały dobrze głównie na papierze i w dokumentacji składanej do dotacji. W wielu przypadkach ich realna efektywność budziła wątpliwości. To prowadziło nie tylko do nieefektywnego wydatkowania środków publicznych, ale także do osłabienia reputacji małej energetyki wiatrowej jako technologii” – komentuje Jędrzej Hartka.

Koniec, który można było przewidzieć

Zdaniem ekspertów zakończenie naboru nie musi jednak oznaczać końca wsparcia dla tego segmentu rynku.

“Zakończenie naboru było w pewnym sensie do przewidzenia, biorąc pod uwagę problemy jakościowe na rynku. Sposób jego przeprowadzenia budzi jednak uzasadnione obawy przedsiębiorców i inwestorów. Kontynuacja programu ma sens, ale wymaga głębokich zmian systemowych i technicznych, które uporządkują ten segment rynku i przywrócą mu wiarygodność” – podsumowuje ekspert.

Zamknięcie programu symbolicznie domyka ten projekt, który od samego początku nie rokował najlepiej. Dla branży to moment rozliczenia i punkt wyjścia do szerszej dyskusji o przyszłości wsparcia dla mikroenergetyki wiatrowej w Polsce.

Opracowanie własne.