Mariia Tsiptsiura, Onet: Jakie są obecnie nastroje na froncie? Czy jest nadzieja na rozejm?

Ukraiński żołnierz, „Aztek”: Wojskowi są tak samo podzieleni, jak każde społeczeństwo. Nie można powiedzieć, że wszyscy myślą tak samo. Nawet w ramach jednej jednostki mogą występować diametralnie przeciwstawne poglądy.

Nie mogę powiedzieć, że wszyscy żołnierze czekają pokój lub zwycięstwo. To jest tak samo zróżnicowane, jak wszędzie indziej.

Porozmawiajmy o tobie i twojej jednostce.

Osobiście śledzę wiadomości i słyszę o negocjacjach. Ale szczerze mówiąc, w ogóle nie wierzę w zakończenie wojny. Nie ma obecnie żadnego realnego mechanizmu wywierania presji na Rosję: ani finansowego, ani politycznego, ani militarnego. To, co się teraz dzieje, jest raczej fikcją. Negocjacje trwają, ale w najbliższym czasie nie przyniosą rezultatu z wielu powodów, które nie zależą od Ukrainy.

Władimir Putin przebudował pod wojnę gospodarkę i oparł na niej całą strategię istnienia swojego kraju. Mało prawdopodobne, by chciał ją zakończyć. Nawet jeśli zmusi się go do zakończenia inwazji w Ukrainie, pójdzie dalej — do krajów bałtyckich lub Polski. Nie można po prostu puścić 1,5 mln dzikich ludzi z wojny do domów. Tam będą niekontrolowanym stadem.

Dlatego nie będzie pokoju. Rosja, jak powiedział Putin, zaczyna się tam, gdzie stąpa stopa jej żołnierza. A ja powiem: kończy się tam, gdzie dostaje po twarzy. Dopóki to się nie stanie, wojna nie ustanie. Dopóki Putin nie dostanie tak w zęby, że będzie zmuszony się zatrzymać, będziemy walczyć. Dlatego wojna w najbliższej perspektywie, na przykład roku, nie ustanie.

Ukraiński żołnierz: nawet śmierć Putina niczego nie zmieni

Czyli świat jest obecnie zbyt słaby, aby powstrzymać rosyjskiego dyktatora?

Putin ponosi obecnie ogromne straty. Ale jednocześnie we współczesnej geopolityce nie ma kogoś, kto powiedziałby mu: stop. Ma poczucie całkowitej bezkarności. Robi dokładnie to, na co mu pozwalają. Ta wojna jest paradoksalna. Zbiega się w nią wiele czynników, które wcześniej trudno było sobie wyobrazić. Jeśli się skończy, to albo w jakiś nieoczekiwany sposób, albo w wyniku wewnętrznego rozłamu w Rosji.

Władimir Putin

Władimir PutinSPUTNIK POOL / PAP

Myślę, że nawet śmierć Putina niczego nie zmieni — przeciwko nam walczy nie jedna osoba, ale zbiorowy Putin. To nie jest kaprys jednego chorego na głowę dyktatora. Oni walczą, bo zbiorowo krajowi to wszystko odpowiada. Mamy wojnę, która nazywa się: „musimy przetrwać o jeden dzień dłużej niż wróg”. Przecież zasoby wszystkich są ograniczone. Europa też nie jest jednorodna. Jest wiele niuansów. Trudno jest prognozować. Uważam jednak, że wszelkie nadzieje na pokój są daremne. Myślę, że ta wojna nie zakończy się szybko. Jestem przekonany, że będzie trwała i nie zakończy się w Ukrainie.

A co z twoimi braćmi broni? Jakie są nastroje wśród nich? „Stoimy do końca” czy jednak chcielibyście przynajmniej przerwy?

Armia jest przekrojem społeczeństwa. Są tu profesorowie i są ludzie, którzy nie potrafią bez błędów napisać własnego nazwiska. Dlatego nie można powiedzieć, że „cała armia chce tego samego”. Ale jedno powiem na pewno: armia jest bardzo wyczerpana. Brakuje ludzi, brakuje zasobów, brakuje sił. Wszyscy jesteśmy bardzo zmęczeni.

Wyobraź sobie tryb pracy: 15-16 godzin dziennie, bez dni wolnych. Formalnie — 10-12 dni urlopu w roku. Ale ja, na przykład, pojechałem na ślub córki tylko na trzy dni. Wojna to trudna sprawa. Ludzie oczywiście chcą, żeby to się skończyło. Wszyscy chcieliby wrócić do domu. Ale tak nie będzie. Nie ma bowiem rozwiązania.

Oczywiście, armia jest wyczerpana. Ale czy ludzie rozumieją, że to jeszcze potrwa długo?

Nigdy nie słyszałem rozmów w stylu „wkrótce wszystko się skończy” lub „chciałbym wrócić do domu”. Nie ma oczekiwań na szybkie rozwiązanie. Nawet jeśli jutro rozpocznie się rozejm, nikt nie wypuści nas od razu do domów. Na pewno nie w ciągu pierwszego roku. Na przykład Ukraina nie może utrzymać milionowej armii na własny koszt. Jedyna realna opcja to zrobienie tego przez Europę, która woli walczyć pieniędzmi niż własnymi żołnierzami. Ale Europejczycy będą musieli walczyć tak czy inaczej. To tylko kwestia czasu i muszą przyzwyczaić się do tej myśli. Wojna na pewno nadejdzie.

Ukraińscy żołnierze na froncie na odcinku pokrowskim

Ukraińscy żołnierze na froncie na odcinku pokrowskimDmytro Smolienko / PAP

Pytanie tylko, czy spotka ich nieprzygotowanych, czy z ukraińską armią, która jest dziś najsilniejsza na kontynencie pod względem doświadczenia bojowego. Na naszej planecie mamy ogromny problem z ludźmi, którzy potrafią myśleć choćby dwa kroki do przodu. Wszyscy z jakiegoś powodu oszaleli i zaczęli lubić bardzo proste rozwiązania, na przykład: „po prostu przestańmy strzelać i tyle”. Niestety, takich ludzi jest krytycznie dużo. Ale te proste rozwiązania prowadzą do jeszcze większych problemów. Ludzie się rozluźnili, chcą żyć spokojnie i nie ponosić odpowiedzialności. Na tej planecie zostało bardzo mało dorosłych.

Ukraiński żołnierz: nie da się być bohaterem 24 godz. na dobę

To znaczy, że nigdy nie rozmawiacie o przyszłości, o życiu po wojnie?

Nie. Nie prowadzimy takich rozmów. Nawet nie żegnamy się ze sobą, kiedy się rozchodzimy. To taka wojskowa przesądność. Znak. Nie słyszałem, żeby któryś z moich braci planował spokojne życie. Temat negocjacji, który jest aktywnie omawiany w środowisku politycznym, jest dla nas czymś odległym, wykraczającym poza codzienną komunikację. Oczywiście, ktoś ma nadzieję — człowiek potrzebuje nadziei. Ale nie ma masowej dyskusji na ten temat.

Wielu ekspertów twierdzi, że Putin stawia teraz wszystko na jedną kartę. Czy intensywność działań wojennych zmieniła się w ostatnich miesiącach?

Nie sądzę, aby Rosja działała obecnie na pełnych obrotach. To, co się teraz dzieje, jest dla Rosji czymś normalnym. Oni zawsze z kimś walczyli. U nich wszystko jest w porządku. A to jest bardzo złe dla nas. Putin nie odczuwa rosnącego niezadowolenia ani nastrojów protestacyjnych.

Budynek w Ukrainie po ataku Rosji

Budynek w Ukrainie po ataku RosjiMaxym Marusenko / PAP

Znajdujemy się obecnie w najgorętszym punkcie. Nie powiedziałem, że coś się zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy. Było bardzo gorąco i nadal tak jest. Putin prowadzi długą wojnę.

A jak bardzo zmienia się nastawienie do wojny i motywacja wśród żołnierzy?

Żadna psychika nie jest przystosowana do takiej wojny. Ostatni raz wojna o takiej intensywności miała miejsce 80 lat temu, a wtedy tempo życia było zupełnie inne. Ludzie przez dziesięciolecia pamiętali ten horror i powtarzali: wszystko, byleby tylko nie było wojny.

Pracujemy po 15–17 godzin dziennie, a przy tym ciągle chcą nas zabić. Nie da się do tego przyzwyczaić. Nie można być superbohaterem 24 godz. na dobę, siedem dni w tygodniu.

Jednocześnie od czasu do czasu mówi się, że może nastąpić tymczasowe zamrożenie. Ale kluczowe pytanie brzmi: co będzie dalej? Czy będziemy w stanie wykorzystać tę przerwę, aby przygotować się do nowego etapu? Mam wątpliwości. Będzie to wybór większości, która ponownie schowa się za plecami mniejszości.