Wielowątkowa, intensywna debata o polskiej gospodarce w gronie przedstawicieli świata biznesu, polityki oraz nauki i środowiska eksperckiego odbędzie się 9 lutego 2026 r. w Warszawie. Zapraszamy na EEC Trends. Rejestracja dostępna na stronie wydarzenia.

  • Rząd kończy projekt ustawy o SAFE, która ma dać Polsce ramy prawne do wydania ok. 43,7 mld euro (ok. 180 mld zł) w formie unijnych pożyczek na obronność.
  • Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota odpiera zarzuty PiS i części otoczenia prezydenta, podkreślając że ponad 80 proc. środków SAFE ma trafić do polskiego przemysłu obronnego, a nie do firm z Zachodu. Tymczasem prezydent Karol Nawrocki zwołuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego m.in. ws. SAFE.
  • W tle są także kolejne miliardy dla PGZ, plany zwiększenia produkcji Pioruna i prace nad ciężkim bojowym wozem piechoty.

Rząd kończy prace nad projektem ustawy, który określi ramy prawne wydawania w Polsce unijnych środków na obronność. W przyszłym tygodniu spodziewane jest skierowanie dokumentu do Sejmu. Chodzi o programu niskooprocentowanych pożyczek, jakie UE zaciąga pod nazwą SAFE. Budżet programu to 150 mld euro do 2030 r., a pula przyznana Polsce to 43,7 mld euro (ok. 180 mld zł), co czyni nas największym beneficjentem.

Koalicja rządowa podkreśla, że chce wydać ponad 80 proc. z tych środków w polskim przemyśle. Tymczasem opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość, a także przedstawiciele prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego obawiają się, że większość z przyznanych Polsce pieniędzy trafi do zachodnioeuropejskich przedsiębiorstw, głównie niemieckich. Uważają też, że SAFE sprawi, że ucierpią zakupy obronne w Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej.

We wtorek Kancelaria Prezydenta ogłosiła, że na przyszły tydzień prezydent Karol Nawrocki zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Jednym z trzech tematów ma być unijna pożyczka SAFE.

„Opowiadanie kłamstw, że mamy te pieniądze wydać w przemyśle niemieckim”

Tymczasem również we wtorek wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota z Lewicy podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że „ponad 80 proc. tych pieniędzy, wbrew narracji uprawionej teraz przez jedną partię, trafi do polskiego przemysłu obronnego”.

– Uważam za haniebne, skandaliczne, niedopuszczalne i chuligańskie to, co robi PiS dzisiaj w sprawie SAFE. Opowiadanie kłamstw, że mamy te pieniądze wydać w przemyśle niemieckim. W komisji obrony narodowej jest ponad 20 posłów PiS. Wszyscy mają dostęp do niejawnych dokumentów, gdzie jest cała lista zakupowa, więc albo nie czytają dokumentów, albo świadomie kłamią, albo PiS jest podzielony na kilka frakcji, gdzie każda uprawia własną politykę. Każde z tych trzech dowodzi ich złej woli albo braku kompetencji i jest szkodliwe dla Polski – powiedział Gołota, który w MAP nadzoruje państwową zbrojeniówkę.

Ocenił przy tym, że niezrozumiałe dla niego jest to, że przedstawiciele prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego „wyrażają niezadowolenie albo zaniepokojenie tym, że pieniądze wydamy na europejski, a w tym przypadku w większości polski sprzęt, a nie w Stanach Zjednoczonych albo Korei”. SAFE – podkreślił – nie jest przecież jedynym źródłem finansowania zakupów dla wojska. – Cały czas realizujemy kontrakty ze stroną amerykańską, ale na pewno nie będziemy się tłumaczyć z tego, że chcemy wydawać pieniądze w Polsce i wzmacniać polski przemysł obronny – powiedział.

Polska kupiła w Korei Południowej m.in. czołgi podstawowe K2 (na zdjęciu). Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Piotr Szafarski/16 DZPolska kupiła w Korei Południowej m.in. czołgi podstawowe K2 (na zdjęciu). Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Piotr Szafarski/16 DZ

Wyjaśniał, że listę polskich zakupów za pieniądze z SAFE pokażą podpisywane kontrakty. De facto trzeba je zawierać w tym roku, bo dostawy muszą zostać zrealizowane do końca 2030 r.

Czy będzie podpis prezydenta pod ustawą o SAFE? „Nie jestem w stanie sobie wyobrazić”

Na końcowym etapie prac w rządzie jest projekt ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. To określenie ram prawnych, w których Polska będzie wydawała pieniądze z unijnej pożyczki. Projekt musi jeszcze zostać uchwalony przez Sejm i Senat, następnie trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. We wtorek wiceminister Konrad Gołota – jeszcze przed ogłoszeniem, że Karol Nawrocki zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego – został zapytany, jak ocenia ryzyko, że może nie być podpisu prezydenta.

– Powinienem oceniać, że to jest niskie niebezpieczeństwo – zareagował Gołota. Wskazywał przy tym, że Ministerstwo Obrony Narodowej i pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka są w kontakcie z Kancelarią Prezydenta, zaś przedstawiciel Karola Nawrockiego bierze udział w posiedzeniach rządowego komitetu do spraw bezpieczeństwa i „nigdy nie wyraził żadnego zastrzeżenia” na temat projektu ustawy.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić sytuacji, że ktoś będzie w stanie uzasadnić niepodpisanie ustawy, która daje nam możliwość skorzystania z blisko 200 mld na obronę – powiedział Gołota.

Kolejne miliardy dla zbrojeniówki

Wiceminister, który we wtorek podsumował rok pracy w resorcie aktywów państwowych, mówił też o dofinansowaniu dla państwowej zbrojeniówki, jakiego MAP udzielał za pośrednictwem zarządzanego przez siebie Funduszu Inwestycji Kapitałowych. Jest on znajdującym się w gestii MAP rachunkiem bankowym, na który trafia część środków z dywidend ze spółek Skarbu Państwa.

Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota Fot. Studio PTWPWiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota Fot. Studio PTWP

Jak podsumował Gołota, Grupa PGZ otrzymała do tej pory z FIK około 7,4 mld zł. Resort przyznaje, że są plany na kolejne dofinansowanie w tym roku, nie tylko z FIK. – Całościowo to jest około 16 mld zł dla PGZ – powiedział Marcin Kubicza, dyrektor Departamentu Projektów Strategicznych MAP. – To są potrzeby inwestycyjne PGZ, żeby zaspokoić planowane przyszłe potrzeby wojska i żeby skupić się na rozwoju środowiska MRO dla sprzętu wojskowego – dodał. MRO (z angielskiego maintenance, repair, overhaul) to konserwacja, naprawy i remonty. Resort stawia na te kompetencje z nadzorowanych spółkach, żeby miały pracę na dziesięciolecia.

Parę miesięcy temu potrzeby inwestycyjne PGZ szacowaliśmy na 13-14 mld zł, jak mówimy o 16 mld, to też myślimy o potencjalnych dodatkowych obszarach, w których dzisiaj jeszcze nie jesteśmy mocni – powiedział z kolei wiceminister Gołota.

Wiceminister powiedział też, że PGZ obecnie ma w realizacji umowy o wartości 160 mld zł, a nowe kontrakty, podpisane w 2025 r. to około 57 mld zł, zaś średni okres ich realizacji to trzy do pięciu lat.

Podwajanie produkcji Pioruna i nowy model pocisku

Wiceminister powiedział, że produkcja przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych Piorun przekroczyła już 4 tys. Wytwarza je firma Mesko ze Skarżyska-Kamiennej należąca do państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. – Udało nam się mocno je zwiększyć produkcję. W tej chwili to jest około 1300 sztuk rocznie, a w 2022 r. to było 300 sztuk rocznie – poinformował.

Dodał, że jednocześnie odbywa się zwiększanie produkcji na obecnej linii produkcyjnej Piorunów, jak i „będzie budowana druga linia Piorunów”. W planach jest wprowadzenie Pioruna 2 i produkcja obu modeli jednocześnie.

Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Anna Wolska/1BLog.Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / plut. Anna Wolska/1BLog.

Dużym wyzwaniem, ale to ze względu na skalę, jest podwojenie produkcji Pioruna. Zrobimy to, natomiast jest to bardzo skomplikowana problematyka. Plus wprowadzanie nowego modelu – ocenił Gołota.

Ciężki bojowy wóz piechoty

Do wyzwań zaliczył też prezentację w tym roku prototypu ciężkiego bojowego wozu piechoty, jego sprawdzenie techniczne i dialog z wojskiem. Model wozu, pod nazwą Ratel, pokazała we wrześniu Huta Stalowa Wola.

Huta Stalowa Wola we wrześniu 2025 r. pokazała model proponowanego ciężkiego bojowego wozu piechoty Ratel Fot. Rafał Lesiecki / PTWPHuta Stalowa Wola we wrześniu 2025 r. pokazała model proponowanego ciężkiego bojowego wozu piechoty Ratel Fot. Rafał Lesiecki / PTWP

Pytany, ile zajmie przygotowanie do produkcji seryjnej ciężkiego bwp, Gołota z jednej strony wskazał, że przemysł sporo się nauczył na bazie Borsuka, lżejszego, pływającego wozu, który jest teraz podstawą dla nowej konstrukcji. – W dużej mierze to też zależy od sił zbrojnych. Czy siły zbrojne będą chciały zamówić kolejną „gwiazdę śmierci” czy „good enough” (coś wystarczająco dobrego – przyp. red.) – powiedział wiceminister aktywów.

Do rozstrzygnięcia pozostaje na przykład kwestia, czy nowy ciężki bojowy wóz piechoty ma przewozić sześciu czy ośmiu żołnierzy desantu.

Centrum pancerne w Poznaniu

Wiceminister aktywów państwowych potwierdził też plany utworzenia w Poznaniu Wielkopolskiego Centrum Pancernego. Ma ono powstać na bazie znajdujących się w dobrej sytuacji Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych (WZMot) i historycznej, ale znajdującej się w kryzysie spółki H. Cegielski-Poznań. O pomysłach ich połączenia pisaliśmy w WNP w sierpniu 2025 r.

– Chcemy, żeby w Poznaniu powstało na bazie WZMotu i Cegielskiego Wielkopolskie Centrum Pancerne, które będzie zajmowało się w przyszłości ciężkim bewupem, a wcześniej Abramsem, Leopardem, ewentualnie dodatkowymi zdaniami zleconymi i wozami towarzyszącymi. W tej strukturze widzimy konsolidację Cegielskiego z WZMotami – powiedział Gołota.

Dodał, że to element szerszego planu konsolidacji całej Grupy PGZ. – Konsolidacja Grupy jest konieczna, jeżeli chcemy się rozwijać – ocenił.

W październiku 2025 r. nadzorowana przez MAP państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała porozumienie o współpracy z amerykańską spółką Anduril Industries. Jego celem jest wspólne opracowywanie i produkcja autonomicznych systemów powietrznych dla Wojska Polskiego, w tym polskiej wersji pocisku manewrującego Barracuda-500M.

Nie chcę wyprzedzać, bo jak będą fakty, to wtedy będę o tym informował, ale jesteśmy bardzo zaawansowani w tym, żeby ustanowić możliwość produkcji razem z Andurilem w Polsce – powiedział we wtorek wiceminister.

Sytuacja w Jelczy „nie jest najprostsza”

Gołota przyznał, że w spółce Jelcz, należącej do Huty Stalowa Wola, która jest z kolei częścią PGZ, sytuacja „nie była i ciągle nie jest najprostsza”. Od grudnia firma ma nowy zarząd. W ubiegłym roku nie zrealizowała wszystkich planowanych dostaw, choć według zarządu PGZ od połowy ubiegłego roku widać symptomy poprawy.

– Jest opracowany plan restrukturyzacji sposobu produkcji i przyspieszenia tej produkcji, więc dzisiaj jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, żeby coś ogłaszać, ale mogę zadeklarować na pewno, że Jelcz będzie nadrabiał opóźnienia – powiedział Gołota. Dodał, że przy pomocy nowego zarządu oraz przy wsparciu innych firma z branży automotive, jak na przykład Wieltonu, w horyzoncie trwania unijnego programu SAFE, czyli do końca 2030 r. MAP zrobi wszystko, by postawić Jelcza „w zupełnie innym miejscu, jeżeli chodzi o zdolności produkcyjne”.

Część komponentów Jelcza powstaje w Autosanie, który także należy do HSW, a do tego ma dojść jeszcze produkcja w dawnym Rafako. – Jaki zakres, to jeszcze jest przedmiotem analiz, bo próbujemy maksymalnie mądrze wykorzystać hale Rafako – tłumaczył wiceminister.

Uważamy, że jesteśmy w stanie sprostać, w perspektywie oczywiście kilku lat, wszystkim zamówieniom Wojska Polskiego i nie ma potrzeby, żeby siły zbrojne oglądały się na ciężarówki innych firm. Po to inwestujemy, po to rozwijamy, żeby mieć te kompetencje u siebie – podkreślił Gołota.

– W ramach procesu myślenia o Jelczu i o Autosanie musimy bardzo mocno brać pod uwagę to, co można byłoby robić w perspektywie przyszłości na rynku cywilnym. Żebyśmy nie powtórzyli błędu, który kiedyś miał miejsce ze Starem, gdzie model biznesowy w pewnym momencie był oparty o zamówienia sił zbrojnych. To źródełko wyschło i nie mamy nowych ciężarówek Star na naszych ulicach – dodał.

Przyznał, że istnieje możliwość dokonania przesunięć i na potrzeby programu San mogą trafić ciężarówki zamówione w mniej pilnych kontraktach.

Element systemu San, czyli samobieżna armata SA-35 z PIT-Radwaru na podwoziu ciężarówki Jelcz. Fot. Rafał Lesiecki / PTWPElement systemu San, czyli samobieżna armata SA-35 z PIT-Radwaru na podwoziu ciężarówki Jelcz. Fot. Rafał Lesiecki / PTWP

Kolejny zainteresowany okrętem ratowniczym z Polski

Z kolei PGZ Stocznia Wojenna, która dąży do podwojenia zatrudnienia, buduje trzy fregaty rakietowe w programie Miecznik, a w środę kładzie stępkę przyszłego okrętu ratowniczego. W listopadzie polskie ministerstwo obrony przekazało, że zakupem podobnej jednostki w Polsce jest zainteresowana Szwecja, co miałoby być kompensatą za zamówienie przez Polskę w Szwecji okrętów podwodnych. We wtorek Gołota przekazał, że są sygnały, że przynajmniej jeszcze jedna marynarka wojenna może być zainteresowana okrętem ratowniczym. Dopytywany przez WNP wymienił Danię.

Wiceminister mówił też, że za 850 mln zł, jakie przyznano Bumarowi-Łabędy z Funduszu Inwestycji Kapitałowych, powstanie uniwersalna pinia produkcyjna. – To znaczy będzie można na niej produkować w zależności od potrzeb, albo K2, albo Borsuka, albo Kraba – powiedział wiceminister, wymieniając kolejno czołg podstawowy K2, bojowy wóz piechoty Borsuk i samobieżną haubicę kalibru 155 mm Krab.

Orlik w „dalszej fazie uzgodnień”

Gołota przyznał też, że „dużym wyzwaniem na najbliższe dwa lata” są pojazdy bezzałogowe – powietrzne i lądowe. – Chcemy w to zainwestować i w tych przypadkach będziemy poprzez partnerstwa pozyskiwali technologie, ale dzisiaj tych kompetencji bardzo mocno nie mamy. Chcemy je rozwinąć – przyznał wiceminister, który nadzoruje PGZ.

Był też pytany o latające bezzałogowce klasy taktycznej krótkiego zasięgu Orlik. Kontrakt na nie w listopadzie 2018 roku resort obrony podpisał z konsorcjum złożonym z PGZ i należącymi do Grupy Wojskowymi Zakładami Lotniczymi numer 2 w Bydgoszczy i PIT-Radwarem w Warszawie. Umowa była warta prawie 790 mln zł. Sprzętu do tej pory nie dostarczono.

Orlik jest w tej chwili w dalszej fazie uzgodnień. To jest program ważny, który został rozpoczęty lata temu i zostawiony jak kukułcze jajo. Dzisiaj zmienia się pole walki i zmieniają się wymagania sił zbrojnych, jeżeli chodzi o drony. Nie śledzę projektu Orlik tak szczegółowo, żeby bardzo dobrze odpowiedzieć na to pytanie, natomiast trwają w tej chwili rozmowy z Agencją Uzbrojenia na temat przemodelowania niektórych funkcji w projekcie Orlik, tak żeby on odpowiadał lepiej obecnym wymaganiom – tłumaczył wiceminister aktywów państwowych.

Armata automatyczna kalibru 30 mm produkowana w Polsce?

Gołota był też pytany o 30-mm automatyczną armatę Mk 44 Bushmaster II produkowaną obecnie przez firmę Northrop Grumman. Stanowi ona uzbrojenie kołowych transporterów opancerzonych Rosomak i bojowych wozów piechoty Borsuk. Właśnie została zamówiona w przeciwlotniczym programie San, a w przyszłości może być bronią ciężkich bojowych wozów piechoty Ratel. Mimo to wciąż nie jest produkowana w Polsce.

Kołowy transporter opancerzony Rosomak uzbrojony w 30-mm armatę automatyczną. Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / sierż. Aleksander Perz/18 DZKołowy transporter opancerzony Rosomak uzbrojony w 30-mm armatę automatyczną. Fot. Materiały prasowe / ZOOM MON / sierż. Aleksander Perz/18 DZ

Wiceminister odpowiedział, że „chcemy mieć 'trzydziestkę’, ale Northrop nie jest jedyną firmą na rynku”. – W Europie też są bardzo dobre „trzydziestki” i PGZ ma ambicję posiadania technologii i produkcji własnej „trzydziestki” – poinformował Gołota. Dodał, że kwestia była sygnalizowana w ubiegłym roku podczas rozmów z kierownictwem Northropa Grummana.