Do zdarzenia z udziałem amerykańskiego oraz irańskiego sprzętu doszło nad wodami Morza Arabskiego, w pobliżu Cieśniny Ormuz. Potwierdziła to m.in. rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt.
Rzecznik Centralnego Dowództwa Sił Zbrojnych USA, kapitan marynarki wojennej Tim Hawkins wyjaśnił natomiast, że irański dron Shahed-139 miał „agresywnie” zbliżyć się do będącego na neutralnych wodach lotniskowca USS Abraham Lincoln, w związku z czym podjęto decyzję o zestrzeleniu, czego dokonał myśliwiec F-35C.
Portal DefenceSecurityAsia, powołujący się na ustalenia izraelskiego wywiadu, zauważa, że irańskie bezzałogowce mogą okazać się dużym problemem dla USA. Wynika to przede wszystkim z faktu, że są produkowane na masową skalę.
Izraelski wywiad oszacował, że w chwili obecnej Iran posiada „ok. 80 tys. dronów Shahed gotowych do natychmiastowego rozmieszczenia”. Aktualne tempo produkcji tego typu bezzałogowców w Iranie wynosi z kolei ok. 400 egzemplarzy dziennie.
„Liczebność ta pozwoliłaby Iranowi prowadzić długotrwałe kampanie na wielu teatrach działań wojennych jednocześnie, utrzymując presję przez dni a nawet tygodnie bez wyczerpywania zapasów pocisków balistycznych lub manewrujących o większej wartości” – ocenia DefenceSecurityAsia.
Taka skala produkcji jest możliwa m.in. z racji faktu, że są to tanie bezzałogowce. Jednocześnie już wielokrotnie sprawdzone w działaniach wojennych, ponieważ były używane m.in. podczas ataków jemeńskich rebeliantów Huti, a dodatkowo stały się jednym z najważniejszych elementów wyposażenia armii Rosjan walczącej w Ukrainie.
W przeciwieństwie do dronów mogących przenosić setki kilogramów materiałów wybuchowych, irańskie bezzałogowce wykorzystują głowice bojowe ważące maksymalnie 50 kg (a w niektórych wariantach znacznie mniej). Służą jako tania, rozproszona amunicja, ale masowe ataki często przynoszą skutek, na czym bazują m.in. Rosjanie.