Pod koniec piątkowej sesji w zeszłym tygodniu rynek srebra zanotował największy procentowy spadek od marca 1980 r. W przeliczeniu na dolary piątkowa zniżka okazała się największym jednodniowym załamaniem w historii.

Słynny krach na rynku kryptowalut — „Crypto Market Liquidation” 10 grudnia ubiegłego roku — przyniósł spadek bitcoina o 14 proc. wartości.

A 29 stycznia 2026 r.? Oficjalnie „nic się nie wydarzyło”, ale srebro w tym czasie poleciało w dół aż o 36 proc. Natomiast złoto od swojego maksimum straciło ok. 12 proc., a platyna aż 20 proc.

Od samego początku wokół bitcoina narosła narracja o nim jako o „cyfrowym złocie”. Entuzjaści rynku kryptowalut wyobrażali go sobie jako aktywa rezerwowe, do których inwestorzy uciekają, szukając bezpiecznej przystani. Termin przyjął się, mimo że bitcoin — po zdobyciu pewnej wagi rynkowej — zachowywał się wręcz przeciwnie: raczej jak rynek amerykańskich akcji, ale z dźwignią finansową.

Co ciekawe, wsparcie dla tej narracji przyszło z zupełnie innej strony: to złoto zaczyna zachowywać się coraz bardziej jak bitcoin — z punktu widzenia ryzyka rynkowego. A srebro pobiło bitcoina pod względem największej jednodniowej utraty wartości w nowej erze.

Całkowita wartość wydobytego złota szacowana jest na około 34 bln dol. (ok. 138 bln zł). Z tego ok. 7 bln 700 mld dol. (ponad 31 bln zł) przypada na inwestycyjną, płynną część rynku: sztabki, monety i ETF-y oparte na złocie.

Wartość całego wydobytego srebra to ok. 1 bln 650 mld dol. (ok. 6 bln 600 mld zł), z czego ok. 680 mld dol. (ok. 2 bln 800 mld zł) stanowi inwestycyjne srebro w sztabkach.

Sytuacja jest niezwykle interesująca.

To właśnie metale szlachetne stały się głównym substytutem kryptowalut jako narzędzie spekulacyjne. I to tłumaczy obserwowaną dziś rekordową zmienność cen.

Sztabki złota (zdj. poglądowe)TSViPhoto / Shutterstock

Sztabki złota (zdj. poglądowe)

A potem pojawił się Trump

Przez wieki złoto i srebro pełniły funkcję pieniędzy. W XX w., po odejściu od złotego standardu, pieniądz stał się fiatem — zobowiązaniem banków centralnych i komercyjnych — a metale szlachetne przeistoczyły się w towary, choć nadal handluje się nimi głównie na rynkach międzybankowych, z przyzwyczajenia.

Dziś natura tych instrumentów finansowych zbliża się do kryptowalut: metale szlachetne z klasy tradycyjnych surowców szybko przechodzą w kategorię aktywów kolekcjonerskich (ang. collectibles). Podobnie jak kryptowaluty, nie są klasycznymi aktywami przynoszącymi przepływy pieniężne — nie generują odsetek ani dywidend.

Złoto ciągle odgrywa ogromną rolę w rezerwach banków centralnych. Co więcej, polityka administracji Donalda Trumpa skłoniła wiele krajów do szukania alternatyw dla dolara jako waluty rezerwowej — a złoto stało się jednym z głównych kierunków dywersyfikacji.

Zakupy złota przez banki centralne stały się kluczowym czynnikiem wzrostu jego ceny. Do tego doszedł popyt ze strony instytucji prywatnych — w tym emitentów aktywów cyfrowych.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w Gabinecie Owalnym Białego Domu w Waszyngtonie, USA, 29 stycznia 2026 r.AARON SCHWARTZ / POOL / PAP

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w Gabinecie Owalnym Białego Domu w Waszyngtonie, USA, 29 stycznia 2026 r.

Równowaga między popytem a podażą — wynikająca z wydobycia metali i ich zastosowań przemysłowych — zeszła na dalszy plan. Najważniejszą rolę zaczął odgrywać popyt inwestycyjny, który rozprzestrzenił się od dużych graczy instytucjonalnych do inwestorów detalicznych wraz z dynamicznym wzrostem cen. Podobnie jak w przypadku bitcoina, nowa emisja metalu jest trudna, więc prawo własności do sztabek po prostu przechodzi z rąk do rąk w kilku głównych ośrodkach — przede wszystkim w Londynie i Zurychu.

I jeszcze jedno: można śmiało zignorować „ekspertów”, którzy rozdzielają „papierowe złoto” od „prawdziwego fizycznego”. Całe złoto handlowane na rynku jest fizyczne — po prostu znajduje się w różnych lokalizacjach. Przemieszczanie metalu generuje koszty, a przekraczanie granic może wiązać się z podatkami i przepisami. Dlatego „chińskie” złoto czy srebro może być nawet o 30 proc. droższe niż to z Anglii czy Szwajcarii.

W praktyce kontrakty terminowe zawsze sprowadzają się do jednego: albo dochodzi do realnej dostawy, albo pozycja jest wcześniej zamykana.

Technicznie rzecz biorąc, »papierowe złoto« w księgach rachunkowych jest tak samo »papierowe« jak dolary czy euro — ich transfery to elektroniczne komunikaty przez system SWIFT, a rachunki są prowadzone przez banki mające konta w depozytach złota.

Sam metal, który zmienia właściciela, leży fizycznie w sztabkach i każda transakcja jest w 100 proc. zabezpieczona.

„Bańka, która prędzej czy później pęka”

Gra na innych metalach szlachetnych — jak srebro czy platyna — rozpoczęła się po wzrostach cen złota, wykorzystując historyczną korelację i strategie pair tradingu. Charakterystyczne dla srebra elementy tylko uzupełniły obraz, ale nie były decydujące. W miarę jak rosły ceny, ich korelacje się umacniały — co raczej nie jest przypadkiem.

W efekcie rynek metali szlachetnych wszedł w fazę wzrostu szybszą niż wykładnicza. To typowy sygnał wejścia w „specjalny tryb” — czyli bańkę, która prędzej czy później pęka. W modelach matematycznych taki proces prowadzi do „punktu krytycznego” — momentu, w którym modelowana cena zmierza do nieskończoności. Oczywiście nie da się dokładnie przewidzieć ani momentu krytycznego, ani wartości szczytowej, ale możliwe są pewne oszacowania.

Jednym z takich modeli zajmował się profesor Didier Sornette ze Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologicznego w Zurychu, który wcześniej wykorzystywał podobne narzędzia do przewidywania trzęsień ziemi. Matematyka tych procesów jest podobna — bazowa formuła zawiera zależność potęgową i oscylacje, których częstotliwość rośnie w miarę zbliżania się do punktu krytycznego, co pozwala oszacować „czas kulminacji”.

W takich modelach szczegóły każdego rynku schodzą na dalszy plan.

Żadne »modele fundamentalnej wyceny« nie dają wiarygodnych wskazówek cenowych — proces kształtują przede wszystkim zachowania uczestników rynku. Tym bardziej że w przypadku aktywów kolekcjonerskich wartość wewnętrzna nie istnieje jako taka: cena zależy od preferencji i siły nabywczej tych, którzy chcą je mieć.

Ktoś kolekcjonuje hashe z blockchaina (niektórzy nawet nie wiedzą, co w nich cennego), ktoś inny obrazy, a jeszcze inny złote albo srebrne sztabki.

I tych ostatnich jest najwięcej.

Co tak naprawdę wpływa na cenę metali szlachetnych?

Przede wszystkim kwestie techniczne: wymagania depozytowe na giełdach, limity pozycji zależne od zmienności, a także „ziarnka piasku”, które wywołują lawinę. W miniony piątek takim „ziarnkiem” były informacje o ogłoszonej przez Trumpa nowej kandydaturze na szefa Rezerwy Federalnej — co nieco umocniło dolara (gdyż alternatywy byłyby jeszcze gorsze).

A jak wyglądała sama mechanika spadków? Przede wszystkim zadziałały wezwania do uzupełnienia depozytów zabezpieczających u kupujących, i to w warunkach wyraźnego niedoboru płynności.

Gwałtowny wzrost zmienności sprawił, że działy ryzyka dostawców płynności musiały na nowo przeliczyć swoje limity — obniżając je nawet o połowę. W efekcie na rynku po prostu zabrakło kapitału, który mógłby podtrzymać ceny i pozwolić zarabiać na różnicach kursowych.

Dlatego cena będzie balansować między sprzedającymi, redukującymi pozycje z powodu wzrostu zmienności, a nowymi kupującymi, którzy wcześniej z żalem obserwowali wzrosty, ale nie zdążyli wejść w rynek.

A tak naprawdę — zważywszy na bezprecedensową skalę piątkowego spadku — możliwe, że punkt krytyczny został już przekroczony, i bańka, po nieudanej próbie wybicia nowych szczytów, zacznie się spuszczać. W dalszej perspektywie kluczowa będzie postawa banków centralnych: czy będą redukować swoje rezerwy złota ze względu na utratę przez ten aktyw cechy stabilności cen, czy pozostaną przy złocie z braku lepszej alternatywy.