Tomasz Awłasewicz: Żandarmeria Wojskowa zatrzymała pracownika Ministerstwa Obrony Narodowej podejrzanego o szpiegostwo. Informacja o obcej, najpewniej rosyjskiej bądź białoruskiej agenturze w tak istotnym miejscu rodzi pytania: jak do tego doszło i czy trudno jest złapać szpiega?
Mjr dr Anna Grabowska-Siwiec: Funkcjonariusze mają takie powiedzenie: „kontrwywiad to nie wyścigi”. Działania kontrwywiadu mają charakter długofalowy, wymagają ścisłej konspiracji, obycia z wąskimi dziedzinami wiedzy, a także budowania siatki kontaktów z osobami wspierającymi daną służbę w realizowaniu jej zadań.
Jednocześnie niczego nie ułatwia nam nasz główny przeciwnik — Rosja dysponuje niezwykle profesjonalnymi służbami. To służby o długotrwałej ciągłości, niepodlegające zawirowaniom politycznym obecnym tam, gdzie mamy do czynienia z demokratycznym procesem wyborczym. Walka z takim przeciwnikiem przez podlegające licznym ograniczeniom prawnym służby państwa demokratycznego to wielkie wyzwanie. Szpiedzy byli, są, będą i nie ma takiej możliwości, by ich aktywności zapobiec w stu procentach.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego dokonuje zatrzymań za działalność na rzecz obcego wywiadu rzadziej niż Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w której służyłam. Wczorajsze wydarzenia są więc niewątpliwie ważne w kontekście zadań SKW. Co więcej, w Polsce to sprawa niecodzienna, gdyż kadry urzędnicze w administracji centralnej bardzo rzadko zatrzymywane są za działalność szpiegowską. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że pozyskiwanie tego typu agentury przez wrogie wywiady nie jest niczym nadzwyczajnym — to jedna z wielu metod pracy.
Z dostępnych informacji wynika, że zatrzymany mężczyzna był w MON pracownikiem średniego szczebla. Czy słowo „średni” powinno nas uspokajać i kojarzyć się z ograniczonym dostępem do informacji niejawnych?
Pojęcie „średni szczebel” jest bardzo nieprecyzyjne i nie pozwala na pełną ocenę możliwości wywiadowczych tej osoby. Istotną wskazówkę stanowi natomiast informacja, że nie była to osoba na stanowisku kierowniczym. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby zajmujące średnie stanowiska w administracji państwowej bardzo rzadko mają dostęp do informacji o klauzuli „tajne”. W tym kontekście możemy spekulować, że nie były to dane mające ważne znaczenie dla bezpieczeństwa i obronności państwa.
Smutna informacja jest taka, że agent zatrudniony w takiej strukturze jak MON mógł dostarczyć obcemu wywiadowi istotne informacje, które wcale nie są klauzulowane.
Plotki?
Owszem, tak to możemy nazwać. Zatrzymany mógł opowiadać wrogiej służbie o swoich przełożonych, o konfliktach w kierownictwie, o tym, jak „decyzyjni” bądź też niechętni do podejmowania ważnych tematów są jego szefowie. Możliwości jest wiele, a plotki mogą stanowić istotne „naprowadzenia i namiary” na inne ważne dla wywiadu osoby.
Agent mógł przekazywać swoim mocodawcom informacje, które potencjalnie ułatwiły im wytypowanie i werbunek kolejnych agentów wewnątrz MON?
Ten rodzaj wykorzystania agentury należy brać pod uwagę. W klasycznym rozpoznaniu kontrwywiadowczym po wykryciu wrogiego agenta dokonuje się przeglądu jego siatki kontaktów lub osób z nim współpracujących — właśnie pod kątem zainteresowania tymi osobami przez obcy wywiad. To klasyka działań kontrwywiadowczych.
Aby być skutecznym agentem, trzeba móc bezpiecznie przekazać informacje swoim mocodawcom. Żyjemy w XXI w. i wydawać by się mogło, że potężne wywiady komunikować się będą ze swoimi źródłami zdalnie, wykorzystując zaawansowane narzędzia. Tymczasem ze źródeł Onetu wynika, że zatrzymany spotykał się ze swoimi mocodawcami. To błąd?
Wbrew pozorom, osobiste „łącznikowanie” agenta jest najbezpieczniejszą, najbardziej zakonspirowaną formą łączności wywiadu. Jeśli agent jest odpowiednio przeszkolony, ujawnienie tego rodzaju spotkań jest niezwykle trudne.
Jednocześnie możemy założyć, że wywiad nie decyduje się na spotkania z każdym agentem?
Aresztowany mężczyzna należy do tzw. agentury klasycznej. Jest to agentura cenna — tacy ludzie są przez wywiad szkoleni i zazwyczaj wykorzystywani długotrwale. Rozmowy w cztery oczy są ważne choćby ze względu na możliwość osobistego odbioru informacji, jej omówienia, sprecyzowania kolejnych zadań. Jednocześnie nie można wykluczyć, że w tej sprawie wykorzystywano także inne środki łączności. Wywiad korzysta z wielu narzędzi — a to, co laikom wydaje się przestarzałe, w rzeczywistości może być nadal skuteczne.
Czy z pani doświadczenia wynika, że afery szpiegowskie tego kalibru skutkują pozytywnymi z punktu widzenia kontrwywiadu zmianami?
Ujawnienie faktu wykrycia szpiega w strukturach własnego państwa zawsze daje efekt mrożący. Tego typu sprawy zyskują charakter edukacyjny i szkoleniowy — osobom potencjalnie chętnym do zdrady państwa w zaistniałej sytuacji trudno jest nie brać pod uwagę perspektywy aresztowania i kary. Sukces pokazuje, że kontrwywiad działa i nigdy nie mamy pewności, czy aby akurat nam się nie przygląda. Takie wydarzenia jak zatrzymanie w MON budują wizerunek, a proszę pamiętać, że dla niewidzialnej na co dzień służby specjalnej to istotne.
Za szpiegostwo grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności, ale zdobycie dowodów przedstawiających pełen obraz współpracy zatrzymanego z obcą służbą musi być trudne. Jak zawiłe są to sprawy i czy w Polsce faktycznie będziemy widywać wysokie wyroki?
Niestety, kontrwywiady zazwyczaj nie dysponują wystarczającymi materiałami, by sądy mogły wydać „miażdżący” wyrok. W świetle artykułu 130 kodeksu karnego, by skazać kogoś za szpiegostwo, należy udowodnić, że działał on na rzecz obcego wywiadu oraz wskazać, jakie to przyniosło szkody Rzeczpospolitej Polskiej lub krajom partnerskim. To dwie główne, ale i najtrudniejsze kwestie do udowodnienia. To, co na poziomie stawiania zarzutów bywa spektakularne i oczywiste, na poziomie dowodowym jest niezwykle trudne. Dlatego w Polsce tak rzadko zasądzane są wysokie wyroki za szpiegostwo.
Co nas odróżnia od innych państw?
Chociażby ograniczenia prawne, o których wspominałam. W demokracji nie jest możliwe to, co cechuje systemy niedemokratyczne — totalna inwigilacja, często wywieranie presji na otoczenie osoby podejrzanej. W państwie demokratycznym nawet kontrola operacyjna i zbieranie materiałów obciążających metodami operacyjnymi to metody obwarowane wieloma ograniczeniami prawnymi. Być może w czasach wojny hybrydowej należałoby rozważyć zmianę przepisów prawnych w tych kwestiach, by umożliwić dbającym o odporność państwa służbom kontrwywiadowczym bardziej efektywne działania.