Serwis The Insider pisał już, że oficjalne dane dotyczące wzrostu gospodarczego są sztuczką statystyki państwowej (w rzeczywistości od początku rozpoczęcia inwazji na Ukrainę kraj znajduje się w recesji). Ale nawet oficjalne dane szybko zbliżają się do zera: w 2025 r. rosyjska gospodarka gwałtownie zwolniła tempo z 4 do 1 proc. Prognoza ministerstwa rozwoju gospodarczego — 1,3 proc., banku centralnego — 0,5-1,5 proc., Banku Światowego i MFW — 0,8 proc. Jednak 1 proc. wzrostu w tym przypadku to tylko szum statystyczny. W sytuacji, gdy intensywnie pracują tylko zakłady wojskowe, a produkcja cywilna stagnuje, ogólna wartość wzrostu PKB staje się fikcją. Jest to wzrost oparty na produkcji, która jest niszczona na polu bitwy i nie tworzy wartości dla konsumentów.

Prognozy gospodarcze często się nie sprawdzają. Jednak w tym przypadku ważne są nie tylko same wytyczne, ale także to, jak pogarszały się one w ciągu roku. Oznacza to, że zarówno urzędnicy, bankierzy, jak i analitycy coraz gorzej oceniali perspektywy Rosji. Dotyczy to nie tylko wzrostu gospodarczego, ale także wynagrodzeń i konsumpcji ludności.

„Sytuacja w rosyjskiej gospodarce uległa znacznemu pogorszeniu” już w trzecim kwartale 2025 r., jak pisze Centrum Analiz Makroekonomicznych i Prognoz Krótkoterminowych (CMAKP). „Z powodu gwałtownego spowolnienia wzrostu gospodarczego na tle dość wysokiej inflacji gospodarka po raz pierwszy od początku 2023 r. znalazła się praktycznie na granicy stagflacji” — dodaje.

Spowolnienie dotyczy obu części gospodarki — wojskowej i cywilnej, tylko w różnym tempie. Kompleks obronno-przemysłowy, zasilany państwowymi zamówieniami obronnymi, ma mniej problemów i wyższy wzrost niż średnia dla całego sektora. Natomiast produkcja w cywilnych sektorach przemysłu przetwórczego już nie rośnie, a stagnuje.

Przedsiębiorstwa mają coraz więcej wolno stojącego sprzętu — wykorzystanie mocy produkcyjnych spada drastycznie, jak podkreśla CMAKP. Wynosi ono już 78 proc. w całej gospodarce i tylko 70 proc. w przemyśle przetwórczym. Jednak nawet przemysł zbrojeniowy może nie uratować gospodarki przed recesją, której ryzyko dostrzegają analitycy, m.in. ze względu na trwałe spowolnienie tempa wzrostu fizycznego PKB. Spadek może okazać się długotrwały.

Rosja w błędnym kole

Eksplozja cen czeka wszystkich. Wzrost na początku roku, spowodowany podwyżką podatku od wartości dodanej (VAT) z 20 do 22 proc., został już odnotowany. Tylko w ciągu 19 dni stycznia ceny wzrosły o 1,7 proc. w porównaniu z grudniem. Roczna inflacja na dzień 19 stycznia wyniosła 6,47 proc., czyli więcej niż w grudniu. — Niektóre firmy zaczęły korygować ceny już w grudniu, ale główny wpływ jest jeszcze przed nami — ostrzegła prezeska banku centralnego Elwira Nabiullina. — W styczniu na ceny będzie miało wpływ również dodatkowe indeksowanie taryf za usługi mieszkaniowe i komunalne oraz inne usługi regulowane.

Po tej podwyżce wzrost cen powinien zwolnić, szacuje bank centralny, ponieważ nieco ostudzi popyt. Jednak nawet biorąc pod uwagę skok spowodowany podwyżką podatku VAT na początku roku, bank centralny uważa, że nadal jest to lepszy z dwóch scenariuszy, które rozważał rząd: zwiększenie deficytu budżetowego lub podwyższenie podatków.

Nawet jeśli inflacja będzie niższa, nie zawsze jest to dobra wiadomość. Spowolnienie wzrostu cen, które już nastąpiło, jest prawdopodobnie związane z deficytem popytu. Świadczy o tym fakt, że ceny towarów nieżywnościowych ustabilizowały się w kontekście problemów z rentownością w przemyśle przetwórczym, zauważa sam CMAKP.

Oznacza to, że niektóre towary podrożały tak bardzo, że dochody ludzi nie nadążają i Rosjanie po prostu ich nie kupują. Widząc to, producenci nie podnoszą już cen, poświęcając rentowność. W ten sposób konsumpcja ludności, która była głównym motorem cywilnej części rosyjskiej gospodarki, nie będzie już w stanie jej utrzymać.

W warunkach deficytu zasobów (na początku wojny były to siła robocza i moce produkcyjne, obecnie zagraniczne technologie) rozpoczyna się rywalizacja. Gdyby kredyty były tanie, o tego samego tokarza lub tonę stali walczyłyby zarówno fabryka kombajnów, jak i fabryka czołgów. Spowodowałoby to hiperinflację. Wysokie oprocentowanie wyklucza z tego wyścigu sektor cywilny.

Małe i średnie przedsiębiorstwa, deweloperzy, producenci dóbr konsumpcyjnych przy takich kosztach pieniądza po prostu przestają brać kredyty i rezygnują z planów rozwoju. Ich pakiet zasobów — ludzie, surowce, energia — zostaje uwolniony. Natomiast przemysł zbrojeniowy nie funkcjonuje w warunkach rynkowych: otrzymuje albo bezpośrednie finansowanie budżetowe (zamówienia państwowe i zaliczki), albo preferencyjne kredyty w ramach specjalnych programów.

Rosyjski rubel

Rosyjski rubelSEFA KARACAN / Getty Images

Dziura w budżecie

Obywatele również uczestniczą w tym schemacie. — Państwo próbuje ograniczyć konsumpcję w sektorze cywilnym, aby mieć środki na finansowanie sektora wojskowego. Wysokie stopy procentowe, które przyciągają obywateli do banków, jednocześnie zmuszają ich do ograniczenia konsumpcji. Wszystko to jest jakby systemem pośredniego pożyczania od obywateli na rzecz państwa, aby państwo mogło finansować wojnę — mówi ekonomistka Tatiana Michajłowa.

Budżet federalny będzie deficytowy. Zgodnie z planem wyniesie on 3,8 bln rubli (według aktualnego kursu 177 mld zł), czyli 1,6 proc. PKB. Jednak jego dochody zależą od cen ropy naftowej — wpływy z ropy i gazu stanowią jedną piątą budżetu. Jednocześnie rząd liczy na zebranie większej kwoty niż w 2025 r. — 8,9 bln rubli (415 mld zł) zamiast 8,47 bln rubli (395 mld zł). Oczekiwania te opierają się na niezwykle optymistycznym spojrzeniu na ropę. Jej cena uwzględniona w budżecie wynosi 59 dol. (211 zł) za baryłkę ropy Urals. Jest to znacznie więcej niż cena z grudnia przyjęta do obliczenia podatku — 39 dol. (139 zł) za baryłkę. Oznacza to, że rząd liczy na poważny wzrost cen ropy, chociaż analitycy spodziewają się czegoś przeciwnego.

Spadek światowych cen ropy naftowej w 2025 r. wyniósł 19 proc., średnia cena baryłki ropy Brent z Morza Północnego spadła z 82 dol. (293 zł) do 69 dol. (246 zł). Przyczyną był z jednej strony słabszy niż oczekiwano wzrost popytu, a z drugiej — zwiększenie wydobycia przez OPEC+. W 2026 r. ropa może dodatkowo potanieć z powodu spowolnienia chińskiej gospodarki, która przez długi czas była kluczowym motorem popytu na paliwo, a protekcjonistyczna polityka prezydenta USA Donalda Trumpa zmniejsza tempo wzrostu globalnej gospodarki.

Na rynek trafi ropa z Wenezueli — Stany Zjednoczone uzgodniły dostawy 50 mln baryłek. Ponadto kraje OPEC+ zamierzają nadal zwiększać wydobycie. „Prognozujemy, że cena ropy Brent spadnie średnio do 55 dol. (196 zł) za baryłkę w pierwszym kwartale 2026 r. i pozostanie na tym poziomie do końca przyszłego roku” — czytamy w raporcie Amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej.

— Spadek dochodów z ropy i gazu może znacząco wpłynąć na rosyjski budżet. Jak uda mu się związać koniec z końcem, to wielka niewiadoma — mówi The Insider ekonomista Siergiej Aleksaszenko. — Oznacza to, że będą oszczędzać, ale nie na wydatkach wojskowych. Nawet jeśli zostanie podpisane porozumienie pokojowe, przez jakiś czas będą nadal działać na zapas. Nie będą też teraz oszczędzać na „przetrawianiu nowych terytoriów”. A inne kategorie wydatków będą ciąć — uważa ekonomista, profesor Uniwersytetu Pompeu Fabra Ruben Enikolopow.

Ale jeśli założyć, że rząd stanie w obliczu spadku dochodów i nie zacznie gwałtownie ograniczać wydatków, a zwiększy deficyt, to dodatkowo spowoduje to wzrost cen i nie pozwoli bankowi centralnemu obniżyć podstawowej stopy procentowej.

Burza wokół rubla

Kiedy cena ropy jest tak niska w stosunku do planowanej, rząd, aby pokryć deficyt budżetowy, sięga po pieniądze z Funduszu Narodowego Dobrobytu. Jest to zasada zapisana w prawie i zaczęła już działać: ministerstwo finansów ogłosiło, że w styczniu otrzyma z ropy o 231 mld rubli (10 mld zł) mniej niż planowano i rozpoczęło wyprzedaż juanów i złota w rekordowym tempie — po 12,8 mld rubli (597 mln zł) dziennie, czyli więcej niż nawet podczas pandemii.

Jeśli Funduszu Narodowego Dobrobytu będzie wydawany w takim tempie, to z jego płynnej części (4 bln rubli, czyli ok. 186 mld zł) już w tym roku prawie nic nie zostanie. Wówczas rządowi pozostanie bardzo niewiele źródeł finansowania, aby pokryć dziurę w budżecie na 2027 r.: pożyczki wewnętrzne są drogie, a w warunkach niskiego bezrobocia stwarzają warunki do wzrostu inflacji. Nie jest to jedyna przyczyna, która może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen — innym powodem może być nowa fala dewaluacji.

Kantor w Moskwie, 29 stycznia 2026 r.

Kantor w Moskwie, 29 stycznia 2026 r.Contributor / Contributor / Getty Images

Kurs rubla stał się zagadką 2025 r. Nikt nie przewidywał takiego umocnienia — o 45 proc. — w stosunku do dolara. Dzięki temu rosyjska waluta znalazła się w pierwszej piątce najbardziej dochodowych aktywów światowych, ustępując jedynie platynie, srebrze, palladowi i złotu, jak pisze agencja Bloomberg. Rubel jest określany jako nienormalnie drogi, ale nikt nie podejmuje się prognozowania, kiedy i jak to się zmieni. Analitycy ankietowani przez bank centralny uważają, że średni roczny kurs wyniesie 90 rubli (4,2 zł) za 1 dol. (3,5 zł). W budżecie założono jeszcze słabszą walutę.

Jednak nadal jest to dalekie od 100 rubli (4,6 zł), które jeszcze niedawno uważano za normę.

— Głównym ryzykiem pozostaje dewaluacja rubla — uważa Siergiej Aleksaszenko. — Jeśli bank centralny zacznie obniżać stopę procentową, importerzy rzucą się do kupowania waluty, a kurs może załamać się z dnia na dzień, niwecząc wszystkie sukcesy w walce z inflacją.

— W zasadzie osłabienie rosyjskiej waluty stanowi dużą rezerwę — argumentuje ekonomista i prof. Uniwersytetu Harvarda Oleg Ichoki. Można przypuszczać, że rząd rzeczywiście będzie chciał skorygować kurs, czyniąc go bardziej korzystnym dla budżetu i eksporterów, na przykład poprzez przymusowe zwiększenie wolumenu importu.

Regionalne kryzysy

Nadchodzący rok będzie szczególnie trudny dla regionów: ucierpią one na zmianach w systemie podatkowym bardziej niż centrum. Czeka je odpływ pieniędzy, wzrost cen, zwłaszcza w odległych regionach, odejście biznesu z powodu ograniczenia ulg, spadek rentowności i liczby miejsc pracy.

Budżety na rok 2026 często zakładają surowe oszczędności, którym towarzyszy redukcja wydatków na edukację i opiekę zdrowotną.

Szczególnie wymowna jest rozbieżność w nastrojach biznesu na prowincji i w Moskwie. — Moje kontakty regionalne wychodzą z założenia, że dalej będzie gorzej, ale ludzie nie spodziewają się katastrofy — mówi ekonomista, współpracownik Centrum Davisa Uniwersytetu Harvarda Andriej Jakowlew. — Trwa zaciskanie pasa, zatrudnienie spada i istnieje poczucie, że popyt będzie się kurczył. Są jednak różnice między firmami. Trudno jest tym, którzy mają dużo kredytów. Niezłą sytuację finansową mogą mieć ci, którzy prowadzili ostrożną politykę i na przykład zamiast zaciągać kredyty, lokowali wolne środki na depozytach. Ogólnie na poziomie regionalnym nastroje są sceptyczne: oczekuje się większej presji ze strony organów podatkowych i zaostrzenia administracji po podwyższeniu stawek podatkowych.

Jednocześnie, według obserwacji eksperta, w Moskwie dominują zupełnie inne nastroje. — Istnieje duże zainteresowanie różnymi seminariami na temat perspektyw, ludzie z branży biznesowej zaczęli aktywnie w nich uczestniczyć. Mieszkańcy Moskwy z jakiegoś powodu liczą, że sankcje zostaną zniesione i zagraniczne firmy powrócą do Rosji. Skądś pojawiła się nadzieja, że po osiągnięciu porozumienia w sprawie Ukrainy nastąpi gwałtowny wzrost na rynku akcji, a notowania podwoją się lub potroją. Brokerzy mówią o napływie pieniędzy od klientów na konta w oczekiwaniu, że rynek ruszy w górę — mówi ekspert.

Taka rozbieżność w ocenie sytuacji między stolicą a prowincją może wynikać z koncentracji przepływów finansowych w Moskwie (w tym zysków z tzw. gospodarki wojennej) przy ograniczonych możliwościach inwestowania środków.

Będzie gorzej

Większość ekspertów ankietowanych przez The Insider zgadza się, że głównym problemem dla gospodarki nie jest dziś ryzyko gwałtownego załamania (w tym roku nikt się tego nie spodziewa), ale całkowity brak jakichkolwiek strategicznych źródeł wzrostu gospodarczego, czyli ogólny konsensus, że jutro będzie gorzej. — Weszliśmy w okres stagnacji, cichego gnicia, bez wzrostu i bez spadku, wszystko w okolicach zera. Bez hałasu, bez kurzu, powoli stajemy się coraz biedniejsi — stwierdza Jenikolopow.

— Oczywiście ważne jest, czy w najbliższym czasie zostanie zawarty jakikolwiek traktat pokojowy. Nie przyniesie to jednak gospodarce znaczącej ulgi, a jedynie nieco zmniejszy niepewność. Nie spodziewam się przełomu i poprawy stosunków z innymi krajami. Będzie to stan zimnej wojny — dodaje ekspert.

Bez zmiany reżimu nową długą zimną wojnę na dziesięciolecia przewiduje również Jakowlew: dla zachodnich elit putinowska Rosja ostatecznie przeszła do statusu wroga wojskowego. Utrzymanie obecnego reżimu politycznego wyklucza masowy napływ zachodnich inwestycji w dającej się przewidzieć przyszłości. Ponadto zaufanie inwestorów zostało podważone przez nacjonalizację, a Chiny ograniczają się głównie do handlu i nie są skłonne inwestować w rosyjskie aktywa.

— W takiej sytuacji gospodarka może funkcjonować bardzo długo — komentuje Ichoki. — Jednak przez cały czas trzeba będzie stosować dodatkowe sztuczki, aby pokryć wydatki: stopniowo ograniczać finansowanie różnych pozycji, zwiększać opłaty i podatki. Wszyscy będą się do tego dostosowywać. Nie jest to nic dobrego, ale w ten sposób można żyć przez dziesięciolecia.