Wojna o sztuczną inteligencję, czyli otwarte modele kontra korporacyjni giganci i ich zamknięte algorytmyRok 2025 przyniósł dramatyczne zwroty w wojnie o kontrolę nad sztuczną inteligencją. To, co jeszcze niedawno wydawało się jasnym starciem między otwartym oprogramowaniem a zamkniętymi systemami technologicznych gigantów, przekształciło się w znacznie bardziej skomplikowaną rozgrywkę, w której definicje „otwartości” stały się rozmyte, a granice między obozami zaczęły się zacierać. Sztuczna inteligencja rozwija się obecnie w dwóch przeciwstawnych, ale coraz częściej krzyżujących się kierunkach. Z jednej strony mamy ruch promujący dostępność kodu źródłowego i wspólny rozwój technologii. Z drugiej potężne korporacje inwestujące setki milionów dolarów w pojedyncze modele, które następnie zamykają za płatnymi interfejsami API. Pytanie, które definiuje obecną dekadę cyfrowej transformacji, brzmi – kto ostatecznie będzie kontrolował rozwój AI i na jakich warunkach reszta świata będzie mogła z tej technologii korzystać?

Niezależnie od tego, która strona ostatecznie zwycięży, ten konflikt zdecyduje nie tylko o tym, kto będzie kontrolował rozwój sztucznej inteligencji, ale też o tym, jaką formę przybierze cyfrowa przyszłość całej ludzkości.

Wojna o sztuczną inteligencję, czyli otwarte modele kontra korporacyjni giganci i ich zamknięte algorytmy [1]

Szwajcaria uchwaliła nowe prawo, które nakazuje korzystanie z oprogramowania open source w organach publicznych

Październik 2024 roku przyniósł istotny punkt zwrotny w dyskusji o otwartej AI. Open Source Initiative (OSI), organizacja definiująca standardy otwartego oprogramowania od lat 90., opublikowała oficjalną definicję tego, czym jest prawdziwie otwarty system sztucznej inteligencji. Według OSI, aby model AI mógł być uznany za open source, musi spełniać kilka istotnych warunków. Są nimi: pełny dostęp do architektury modelu, wag (parametrów), kodu treningowego oraz, co najbardziej kontrowersyjne, szczegółowych informacji o danych treningowych. Ta definicja natychmiast wywołała burzę. Okazało się, że wiele modeli reklamowanych jako „otwarte” w rzeczywistości takimi nie jest. Najbardziej głośny przypadek dotyczy rodziny Llama firmy Meta. Llama 2 i 3 były szeroko postrzegane jako sztandarowe przykłady otwartej AI, ale po publikacji definicji OSI stało się jasne, że licencja Meta zawiera istotne ograniczenia. Llama 4, wydana w kwietniu 2025 roku z modelami Scout (7 mld parametrów) i Maverick (34 mld parametrów), poszła jeszcze dalej. Jej licencja wprost zakazuje wykorzystania w Unii Europejskiej, co wywołało oskarżenia o cyniczne wykorzystywanie terminu „open source” w celach marketingowych. Meta nie jest jedyną firmą balansującą na granicy definicji. Większość tak zwanych „otwartych” modeli udostępnia jedynie wagi i podstawowy kod, zachowując w tajemnicy szczegóły dotyczące danych treningowych, co uniemożliwia pełną reprodukcję lub niezależny audyt modelu. To prowadzi do paradoksalnej sytuacji. Mamy dostęp do „przepisu”, ale nie wiemy, jakie składniki zostały użyte ani skąd pochodzą.

Wojna o sztuczną inteligencję, czyli otwarte modele kontra korporacyjni giganci i ich zamknięte algorytmy [2]