Jacek i Placek w wykonaniu Weroniki Nawieśniak i Martyny Matoliniec to bardziej postaci symboliczne niż faktyczni bohaterowie prozy Kornela Makuszyńskiego.

Długo trzeba było czekać na pierwszą premierę Teatru Miejskiego pod dyrekcją Marty Miłoszewskiej. Znamienne, że nie jest to pełnoobsadowa produkcja na Dużej Scenie, a kameralne, właściwie offowe przedstawienie na dwie aktorki. Jednak „15+ O dwóch takich, co ukradli Księżyc” niestety rozczarowuje.

Premiera prozy Kornela Makuszyńskiego inauguruje cykl „Teatr Aktorów Kameralnie”, czyli Sceny TAK, „która ma dać szansę artystkom i artystom gdyńskiego teatru na zaprezentowanie inspiracji, ekscytacji, marzeń, na poruszenie tematów, które „są w nich żywe”.


Teatr Miejski rozpoczął współpracę z Akademią Teatralną w Warszawie
Teatr Miejski rozpoczął współpracę z Akademią Teatralną w Warszawie

Spektakl wyreżyserowała studentka Akademii Teatralnej w Warszawie – Ewa Platt. Stała współpraca między Teatrem Miejskim a warszawską szkołą teatralną ma zapewnić „wymianę doświadczeń artystycznych i pedagogicznych oraz tworzenie warunków sprzyjających rozwojowi nowoczesnej, progresywnej sztuki teatralnej”. W praktyce oznacza to otwarcie Teatru Miejskiego w Gdyni na teatralne eksperymenty, charakterystyczne dla twórców na początku drogi.

Aktorki nie koncentrują się na odgrywaniu postaci, tylko na realizacji bogatego programu działań performerskich, zaproponowanych przez reżyserkę Ewę Platt.

To część planowanej transformacji programowej nowej dyrektorki Teatru Miejskiego i zarazem wielka zmiana w stosunku do bezpiecznego teatru mieszczańskiego, jakim Teatr Miejskim był za dyrekcji Krzysztofa Babickiego. Trzeba jednak pamiętać o rewersie takich działań – eksperyment teatralny obarczony jest dużym ryzykiem.

Ewa Platt niedawno odebrała nagrodę Nowego Yoricka za bardzo sugestywnie przedstawiające przemoc domową „Poskromienie złośnicy”, zrealizowane z aktorami Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Z kolei spektakl „Sprawiedliwie” Teatru Nowego w Łodzi w jej reżyserii parę dni temu uznano „najciekawszym polskim odkryciem repertuarowym” XI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej „Klasyka Żywa”. Platt jest więc reżyserką „na fali„, powierzenie jej pracy nad „O dwóch takich co ukradli księżyc”, wydaje się w pełni uzasadnione.

Wprawdzie początkowo bohaterowie wykonują czynności typowo męskie (Placek Martyny Matoliniec się goli), z czasem aktorki zaczynają operować żeńskimi końcówkami części mowy, braterstwo swoich bohaterów zmieniając na siostrzaństwo.

Bohaterów prozy Kornela Makuszyńskiego – bliźniaków będących postrachem spokojnego i cichego Zapiecka – grają młode aktorki Miejskiego. Weronika Nawieśniak i Martyna Matoliniec nie tyle wcielają się w role Jacka i Placka, co relacjonują wybrane, bardzo zresztą fragmentarycznie, fragmenty fabuły, wykonując przy tym liczne zadania performerskie, które reżyserka przed nimi postawiła.

Sama Ewa Platt swój spektakl w jego zapowiedzi określiła jako „stand-up spraw intymnych, bólu i traumy”. W moim odczuciu to raczej performans z dwoma aktorskimi naprzemiennie wypowiadanymi monologami. Aktorki właściwie nie grają ze sobą, koncentrując się na podaniu tekstu. W ogóle w tym przedstawieniu jest mało teatru – to raczej teatralna instalacja, przestrzeń eksperymentu, w którym obie performerki z prozą Makuszyńskiego wchodzą w dialog, a niekiedy też w polemikę.

"O dwóch takich..." bardziej niż klasyczny spektakl przypomina performans. Na zdjęciu Weronika Nawieśniak.

Zaczyna się wierną adaptacją wstępu i rzetelnym streszczeniem pierwszych trzech rozdziałów (adaptacja Ewy Platt), poprzedzonych wypowiadanym przez aktorki tytułem przybliżanej części powieści Kornela Makuszyńskiego. Później jednak konstrukcja fabularna się sypie, a losy bohaterów zdają się coraz mniej istotne.

Bardziej zaczyna widzów pochłaniać kwestia tożsamości występujących, bo aktorki coraz częściej zamiast o braciach mówią o siostrach Jacku i Placku, zmieniając też końcówki części mowy z męskich na żeńskie. Nie jest to zmiana konsekwentna ani stała, bo Jacek i Placek komunikują się później w obu formach.

Liczba zadań do wykonania zdaje się przytłaczać obie aktorki, które obszerny tekst wypowiadają sucho, bez interkacji.

Wszystko dzieje się w interesującej scenografii Anny Rogóż – złożonej z drewnianej ramy imitującej drzwi wejściowe do domu, „babcinej” kanapy w kwieciste wzory, utrzymanego w podobnej kolorystyce dywanu, lodówki, kranu oraz efektownego obrazu na drewnianej sztaludze (co uznać można za nawiązanie zarówno do instalacyjnej konstrukcji przedstawienia, jak i do baśniowego świata prozy Makuszyńskiego). Nic tu nie jest ornamentem – wszystko znajduje praktyczne zastosowanie.

Kluczowym elementem scenografii jest jednak posadzka i wiadro z wodą, która wielokrotnie będzie na nią wylewana. Aktorki będą się w niej tarzać, grać do mokrych elementów garderoby (którą wcześniej podrą), a nawet topić.

Zwraca uwagę ciekawa scenografia Anny Rogóż, której każdy element znajduje praktycznie zastosowanie.

Część pomysłów zaproponowanych przez reżyserkę wydaje się chybionych – jak dzwonek telefonu jako oznaka życia. Niektóre są naprawdę dowcipne (suszące się pranie w roli kluczowego rekwizytu). Weronika Nawieśniak z Martyną Matoliniec wydają się jednak tym wszystkim przytłoczone. Podają wielkie ilości tekstów, wypowiadanego sucho, właściwie bez interakcji. Aktorki bardziej realizują wspólnie kolejne zadania, niż grają.

Nie pomaga właściwie zupełny brak dramaturgii, przez to godzinny spektakl wlecze się niemiłosiernie. Twórczynie chcą zwrócić uwagę na los kobiet, które niemal od urodzenia poddawane są krytyce i etykietowane. Ich zachowanie uważane jest za nieodpowiednie czy też niewystarczająco dobre.



„Teatr jest wtedy, kiedy jest aktor i widz”. Rozmowa z Martą Miłoszewską

Jednak dużo tekstów nadaje się do tego lepiej niż „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, który jest o czymś innym – to przecież pochwała uczciwej pracy i potępienie lenistwa oraz chciwości. Operacja sfeminizowania prozy Makuszyńskiego i uformowania z niej niezgody na niesprawiedliwe traktowanie kobiet to chyba o jeden most za daleko.