Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jakie wyniki osiągnął Kacper Tomasiak w swoim sezonie?

Dlaczego obecnie polskie skoki potrzebują sukcesu?

Co mówi trener Wojciech Topór o Kacprze Tomasiaku?

Jakie problemy nie zostały rozwiązane mimo sukcesu Kacpra?

To idealne składniki, żeby „zarazić” wszystkich. Młody się nie dał, młody był ponad. Prawdopodobnie w Predazzo było słychać odgłos spadających kamieni z serca prezesa PZN Adama Małysza i trenera Macieja Maciusiaka równie głośno, jak świętujących kibiców.

19-latek dał im wszystkich prawo do głębszego oddechu i spojrzenia z nadzieją w przyszłość. Wspomniany już chwilę wcześniej trener Topór mówi wprost, że mamy asa na lata, bo skala talentu Tomasiaka jest ogromna. Małysz uparcie twierdzi z kolei, że za Kacprem jest jeszcze kilku młodych, którzy dadzą nam kolejne sukcesy. To właśnie jest potrzebne skokom w Polsce.

Kiedy Małysz kończył karierę w 2011 r. w Planicy, wielu płakało i wieszczyło koniec tego sportu w Polsce. Tymczasem przyszedł Kamil Stoch i jego koledzy, którzy stali się najlepszym pokoleniem w historii tego sportu w Polsce. Nie wiem, czy Tomasiak jest forpocztą kolejnego, ale z całą pewnością wyrwał nas z poczucia beznadziei. A jeśli Małysz ma rację i dojdą kolejni… Bajka, prawda? Niestety, nie wszystko tak pięknie wygląda.

Wynik Tomasiaka na razie oczywiście wszystko przykrywa, chociaż… nie powinien. Młody dał impuls całej dyscyplinie, ale po sezonie przyjdzie czas rozliczyć wszystkich. Po pierwszym konkursie igrzysk, ale i całej reszcie sezonu wiemy, że kadry A i trenera Macieja Maciusiaka na pewno nie bronią wyniki. W drugiej serii skakał tylko jeden Polak, Tomasiak z kadry B. Ostatni raz taka sytuacja na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City w 2002 r. Pięć lat przed urodzinami Kacpra. Swoją drogą, to też jakiś symbol. Wspomniany konkurs w USA też był na normalnej skoczni, a ten jedyny Polak w finale, właśnie Małysz, zdobył brązowy medal.

Ja wiem, że decydując się na objęcie kadry po Thomasie Thurnbichlerze trener Maciusiak decydował się na arcytrudną misję. On sam wiedział to pewnie o wiele lepiej, ale podjął rękawicę. Musiał zapowiadać walkę o medale, bo takie są oczekiwania w Polsce. To on też zdecydował się na pokerowe zagrywki, choć karty miał marne. Najpierw wybierając taki, a nie inny skład, później przerwę na spokojne treningi. Wszystko dało się wytłumaczyć, tylko wyniki tych wyborów nie obroniły. Inna sprawa, że pomijając Tomasiaka, który w kadrze na igrzyska była absolutnym pewniakiem, kolejnych można było wybierać w drodze losowania i każde zestawienie dałoby się jakoś wytłumaczyć. Nie wiem, czy ktokolwiek inny na jego miejscu lepiej poradziłby sobie z kryzysem Piotrka Żyły czy Dawida Kubackiego, o Kamilu Stochu nie wspominam, bo z jego kryzysem nie radzi sobie Michal Doleżal.

Zresztą „nie wiem”, to w ogóle jedyna sensowna odpowiedź na wiele pytań dotyczących polskich skoków. Nie wiem na przykład, co po sezonie obroni trenera Maciusiaka, choć wcale nie musi się okazać, że kolejna zmiana będzie najlepszym wyjściem.

Swoją drogą, jeszcze przed drugą serią poniedziałkowego konkursu człowiek, który znakomicie zna realia polskich skoków, napisał mi, że jeśli Kacper zdobędzie medal, to i tak chwała przypadnie Maciusiakowi, a nie trenerom kadry B, czyli Wojtkowi Toporowi i Robertowi Matei, z którymi Kacper przepracował lato, ale konkurs w Predazzo oglądają w swoich domach. Coś w tym jest, ale warto patrzeć na cały kontekst. Trener Maciusiak to fajny facet i wiele razy pomagał naszym skoczkom. Tylko ta najważniejsza misja na razie nie wyszła. Adam Małysz, który razem z zarządem PZN powierzyli mu misję przeprowadzenia kadry przez trudny czas, będą mieli nad czym myśleć. Wszystkich problemów srebrem Kacpra przykryć się nie da.