Ukraińscy sportowcy zostali żywiołowo powitani podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich 2026. To były wyrazy wsparcia w związku z wojną, którą cztery lata temu rozpoczęła Rosja i trwa do dziś.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski jednak nie jest już tak łaskawy, jeśli chodzi o gesty polityczne. Przekonał się o tym Władysław Heraskewycz. Ukraiński skeletonista, który podczas ceremonii był chorążym, na treningu zaprezentował kask, o którym zrobiło się głośno na całym świecie.

ZOBACZ WIDEO: Wzruszająca chwila. Tak żona pocieszała Kamila Stocha

27-latek na kasku umieścił wizerunki rodaków, którzy stracili życie z rąk Rosjan. Niektórych z nich znał osobiście. Już jednak wiadomo, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy świat zobaczył ten element wyposażenia.

„MKOl zabrania mi używania kasku podczas oficjalnych treningów i zawodów. Decyzja, która po prostu rozdziera serce. Poczucie, że MKOl zdradza sportowców, którzy byli częścią Ruchu Olimpijskiego, nie dając im możliwości uhonorowania ich na arenie sportowej, na której ci sportowcy nigdy więcej nie będą mogli wystąpić. Pomimo precedensów w przeszłości i teraz, kiedy MKOl przyznawał tego typu wyróżnienia, tym razem zdecydowano się na ustanowienie specjalnych zasad dla Ukrainy. Przygotowujemy oficjalny wniosek do MKOl i będziemy walczyć o prawo do startów w tym konkretnym kasku” – poinformował Heraskewycz w portalu X.

Dla ukraińskiego skeletonisty są to trzecie igrzyska olimpijskie w karierze. Cztery lata temu też było o nim głośno. W Pekinie podczas ceremonii otwarcia pokazał do kamery kartkę z napisem „No war in Ukraine” (Nie dla wojny w Ukrainie). Było ryzyko, że MKOl nałoży na niego karę, ale wówczas tak się nie stało.