Służba Ochrony Państwa wydaliła ze służby 43-letniego funkcjonariusza, który podczas urlopu w Ustce miał śmiertelnie ranić nożem swoją 4-letnią córkę. Mężczyzna na co dzień pracował w Warszawie, przebieg jego służby jest badany.
26 stycznia późnym wieczorem w Ustce na Pomorzu doszło do rodzinnej tragedii. 44-letni mężczyzna, przy użyciu noża, miał zaatakować swoich bliskich. W sumie rannych zostało sześć osób, w tym napastnik. Trafili oni do szpitala. Wśród rannych znalazła się czteroletnia dziewczynka, której życia, mimo reanimacji, nie udało się uratować.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dlaczego funkcjonariusz SOP został wydalony ze służby?
Ile osób zostało rannych podczas ataku?
Co robił mężczyzna przed atakiem?
Jakie jest postępowanie prokuratury w tej sprawie?
Kulisy zajścia. „Zaatakował nagle”
Z ustaleń prokuratury wynika, że tragedii nie poprzedziła żadna awantura. Szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku Patryk Wegner przekazał PAP dzień po tragedii, że funkcjonariuszom policji udało się przesłuchać pokrzywdzonych teściów 44-latka. Mężczyzna składał zeznania w Sławnie, hospitalizowana kobieta w Słupsku. W środę prokurator okręgowy odniósł się do treści tych zeznań. Przyznał, że było to „ciężkie przesłuchanie” dla obojga.
— Tego wieczora grali w karty, 44-latek wypił śladowe ilości alkoholu. W pewnym momencie wyszedł do kuchni, wrócił z niej i zaatakował ich. Nie było żadnego „stresora”, „zapalnika”, który by wywołał taką jego reakcję. Zaatakował nagle — przekazał PAP prok. Wegner.
Mężczyzna regularnie przechodził badania okresowe — w tym także badania psychologiczne. — Nasi funkcjonariusze są badani na bieżąco, mają badania okresowe. Bez tych badań nie mogą pełnić służby — mówił w rozmowie z RMF FM rzecznik SOP płk Bogusław Piórkowski. Jak dodał, rodzina 4-latki została objęta opieką psychologów.