Korespondencja z Predazzo

Kacper Tomasiak prowadził w konkursie i do końca pozostawał już tylko skok Philippa Raimunda. Ostatecznie Niemiec wyprzedził Polaka i to on został mistrzem olimpijskim. Wygrał o 3,4 pkt.

— Nie potrafię tego pojąć. Ten występ przyniesie swoje konsekwencje i pewnie wiele wydarzy się w moim życiu. Może powinienem zapytać o rady Andreasa Wellingera. Prawdopodobnie nie jestem przygotowany na to, co mnie czeka — mówił wprost Raimund.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jak Philipp Raimund zareagował na pytanie o Mariusa Lindvika?

Co skomentował Raimund o swoim występie?

Jak wyglądała relacja Raimunda z Lindvikiem przed skandalem?

Dlaczego Raimund czuje się zdradzony przez Norwega?

Nie ukrywał, że wcale nie był to dla niego tak do końca niespodziewany sukces. Zapytany o to, dlaczego mimo tak dobrego sezonu, do tej pory nie udało mu się wygrać żadnego konkursu, ze śmiechem odpowiedział dwoma słowami: Domen Prevc.

— Przez cały sezon spisywał się świetnie, ale jedynym konkursem, w którym nie był przede mną, była mała skocznia w Falun. Wiedziałem więc, że to jedyne, co może go powstrzymać — mówił.

Wcześniej na samym początku konferencji Raimund zażartował. Padło pytanie, czy zawodnicy mogą odpowiadać w języku angielskim. — Może być, bo po polsku znam tylko jedno słowo: „ku**a” — śmiał się Niemiec, zwracając się do Tomasiaka. Jeśli ktoś na tej sali miał rzucić żartem w tym stylu, było to raczej oczywiste, że padnie na niego.

— Nie jestem zaskoczony występem Kacpra. Jeszcze przed igrzyskami mówiłem mu, że może być tak, że na tym podium stanę on, ja i Stephan Embacher. Jego poziom jest niesamowity. Zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, co było deprymujące, ale był genialny i to był naprawdę świetny występ — dodawał.

Nagle padło pytanie o Norwegów

Gdy Raimund opowiedział już o swoim życiowym sukcesie, głos zabrał norweski dziennikarz. Padło pytanie o jego relacje z Mariusem Lindvikiem, które po skandalu sprzętowym w Trondheim, mocno się ochłodziły, o czym mówił sam Norweg.

— Powiedziałbym, że nasza relacja nieco się skomplikowała. Byliśmy dość dobrymi przyjaciółmi, zanim doszło do tych wydarzeń. Graliśmy razem w gry, robiliśmy z tego transmisje. Uważałem go za przyjaciela. Po sytuacji w Trondheim czułem się trochę, jakbym został zdradzony, to było jak splunięcie w twarz — powiedział otwarcie Raimund.

— Nie chcę tego wyolbrzymiać. To, co zrobili, było błędem i jeśli chodzi o mnie, gdyby któryś z nich przyszedł i powiedział: »Przepraszam, że tak się stało«, prawdopodobnie bym mu wybaczył i powiedział: »Jesteśmy tylko ludźmi, błędy się zdarzają, skupmy się na wspólnej przyszłości« — dodawał.

— Jestem więc trochę smutny, że to się nigdy nie wydarzyło, zwłaszcza że byliśmy przyjaciółmi. Z ludzkiego punktu widzenia jest mi po prostu smutno — zakończył.