W środę polskie saneczkarstwo osiągnęło jeden z największych sukcesów ostatnich lat. W olimpijskim debiucie Dominika Piwkowska i Nikola Domowicz zajęły szóste miejsce w konkurencji dwójek.

Saneczkarstwo jednak to w dużej mierze wyścig technologiczny. Nasze zawodniczki niestety nie mają dostępu do sprzętu na najwyższym poziomie. Jechały na dziewięcioletnich sankach, co z miejsca niemal wykluczało ich o walkę o czołowe lokaty.

ZOBACZ WIDEO: Czy wrócimy z Włoch z medalem? Kampania WP.PL #DZIEJESIEWPOLSCE

Po wielkim sukcesie zawodniczki skarżyły się nie tylko na stary sprzęt. Jedna z saneczkarek ujawniła, co się dzieje w związku. 

– Nasze sanki mają dziewięć lat i przy starcie skrzypią, jak stara szafa. Jest sezon olimpijski, a nie dostałyśmy nowych metali. Jak mamy gonić świat? Może, jak trochę więcej osób wierzy w nasz sport i pojawią się sponsorzy, a do tego zmienią ludzie w związku, to może wtedy coś drgnie. Liczę na to, bo obecnie wiele spraw stoi w miejscu od dekady, co jest bardzo przykre – powiedziała Domowicz w rozmowie z Interią.

Okazuje się także, że bardzo trudna jest relacja zawodników z sekretarzem generalnym związku Januszem Taterą. Domowicz podkreśliła, że jej zdaniem jedyną osobą, dzięki której związek jeszcze jakoś funkcjonuje, jest trener Marek Skowroński.

– Przepraszam, ale z ludźmi ze związku nie da się rozmawiać. Jestem już właściwie po igrzyskach olimpijskich i mogę to w końcu powiedzieć. Wyrzucę to zatem z siebie. Z tymi ludźmi nie da się rozmawiać. Nasz kolega Mateusz Sochowicz wiele razy próbował i nic się nie zmieniło. Mnie to w ogóle nie chcą słuchać. Pan Janusz Tatera, który jest sekretarzem generalnym, nie ma bladego pojęcia o niczym, co się dzieje. Przyjechał na igrzyska i tylko nam przeszkadzał – stwierdziła zawodniczka.

Na pracę Polskiego Związku Sportów Saneczkowych, a raczej jej brak, skarżyło się już w przeszłości wielu zawodników. Jednym z nich był Mateusz Sochowicz, który podczas rywalizacji jedynek w Mediolanie zajął 21. lokatę.

„Aby Polskie saneczkarstwo nabrało kształtów potrzebujemy wsparcia technicznego osób z zachodu, które wiedzą na czym Polega ten sport, jego aspekty techniczne, wiedzą jak z treningu na Trening poprawiać własciwości metalu dla pewnych przejazdów oraz zwiększania prędkości, zbudować nowe sanki na POLSKICH PODZESPOŁACH!!! Nie jest to konstrukcja bomby atomowej” – pisał po zawieszeniu kariery w 2024 roku (pisownia oryginalna).

Warto dodać, że ministerstwo sportu, PKOl, ani związek nie zrobili wiele, by znaleźć fundusze na budowę toru do sportów saneczkowych. Nasi sportowcy muszą więc trenować na Łotwie albo na Słowacji. Nic więc dziwnego, że trudno znaleźć młode talenty, które chciałyby uprawiać tę dyscyplinę.

O komentarz poprosiliśmy Polski Związek Sportów Saneczkowych. Niestety, nikt nie odpowiedział na nasze prośby o kontakt. Jeśli tylko uzyskamy odpowiedź związku, natychmiast ją opublikujemy.