IBRM Samar podał dane dotyczące liczby rejestracji samochodów elektrycznych i zelektryfikowanych w styczniu 2026 roku. Wynika z nich, że w pierwszym miesiącu roku kupiliśmy 3 544 egzemplarze BEV-ów, podczas gdy według danych ACEA w grudniu mieliśmy do czynienia z rekordem: 7 684 sztukami nowych elektryków. Spadek w styczniu wyniósł więc prawie 54 procent w stosunku do grudnia 2025, jednak rok do roku mamy wzrost aż o 216 procent.

Samochody elektryczne, koniec dopłat i… co dalej?

Dane IBRM Samar (źródło) i ACEA (źródło) – bo taką parę mamy powyżej – nie zawsze są ze sobą w stu procentach kompatybilne, ale pozwalają nam na wyciągnięcie pewnych wniosków. Pierwszy i najważniejszy jest taki, że przy odpowiedniej motywacji ludzie przestają wymyślać problemy związane z elektrykami, przestają szukać usprawiedliwień i je po prostu kupują. Gdy jest okazja, dobra oferta, zbliża się koniec roku, coś jeszcze trzeba wrzucić w koszty, to nagle potrafimy zdecydować się na samochód elektryczny. Szczególnie, że z dopłatą jest tańszy niż spalinowy odpowiednik.

BYD Dolphin Surf. Mały i stosunkowo tani elektryk

I tutaj pojawia się drugi wniosek: wspomniany wzrost o 216 procent rok do roku raczej nie pozwoli na dwucyfrowy wynik w procentach, udział BEV-ów spadnie w okolice 8-9 procent [szacunki redakcji Elektrowozu]. Czyli potrafimy się przemóc, ale uprzedzenia dużej części społeczeństwa są bardzo silne. Część nie ma pieniędzy, to jest w porządku, reszta poda setki powodów na „nie”. Jak to możliwe, że Duńczycy kupują wielokrotnie więcej elektryków od nas, chociaż nie wszyscy mieszkają w domkach? Zaryzykujemy twierdzenie, że oprócz zamożności, oprócz korzyści finansowo-podatkowych, może chodzić o narzucającą się, widoczną na każdym kroku infrastrukturę.

Tę samą infrastrukturę, o której dyrektywa AFIR mówi, że powinna odpowiadać za ledwie niewielki odsetek ładowań… (Wszech)obecność ładowarek działa na wyobraźnię.

Ostatni wniosek to wodór: jak pisze Michał Hadyś, główny analityk IBRM Samar, przez ostatnie 7 miesięcy nie zarejestrowano ani jednego egzemplarza Toyoty Mirai. W styczniu też było 0 egzemplarzy FCEV-ów. W transporcie osobowym wodór jest martwy. Trzyma się jeszcze w segmencie autobusów, kiedy jednak wygasną bieżące kontrakty a producenci gazu nie będą zarabiać na autach osobowych, wycisną gminy do ostatniego grosika. Bo produkcja H2 kosztuje.

Autobusy wodorowe w Wałbrzychu (c) MZUK Wałbrzych

A co się stanie teraz, gdy pieniądze na dopłaty już się wyczerpały? Na pewno zaliczymy zjazd, jak wszystkie inne kraje, gdzie zamknięto dofinansowania. Na odbudowanie rynku poczekamy kilkanaście miesięcy, jeśli pójdziemy śladem innych państw, lub krócej, gdy zauważymy, że auta elektryczne mają więcej zalet niż wad.

Ocena Czytelników



[Suma: 4 głosów Średnia: 5]Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: