– Nie miał do tego upoważnień, powinna zająć się tym prokuratura – twierdzi płk Marcin Faliński, były funkcjonariusz UOP i oficer Agencji Wywiadu. Tak samo uważa rząd. Pałac Prezydencki – odwrotnie. – Ten spór jest nierozwiązywalny – uważa płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.
Akcja ABW ws. Cenckiewicza
Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych, poinformował, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego „podejmie czynności” w związku z uczestnictwem szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
Nagrali go w sklepie. Potem spacerował przy komendzie. Oto finał
„Pan Sławomir Cenckiewicz nie ma dostępu do informacji niejawnych ze względu na trwające postępowanie sądowo-administracyjne. W związku z tym nie może być dopuszczony w jakimkolwiek trybie (nawet jednorazowej zgody) na posiedzenie, któremu nadano klauzulę niejawności. Lekceważenie prawa oraz próby manipulacji absolutnie nie zmienią stanu faktycznego, czyli braku ważnego poświadczenia. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podejmie w tej sprawie stosowne czynności” – zapowiedział Dobrzyński.
Co działo się na tajnej części RBN? Zgorzelski mówi o pytaniach Nawrockiego
Słowo przeciwko słowu
Obecny szef BBN – zdaniem obecnej władzy – nie ma aktualnie ważnych poświadczeń bezpieczeństwa, które gwarantowałyby mu dostęp do krajowych tajemnic, a także tajemnic NATO i Unii Europejskiej.
Mimo to jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Karola Nawrockiego został dopuszczony do niejawnych obrad RBN. Jak przekazał wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, była to „jednorazowa decyzja” szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego. Czy tak – zgodnie z prawem – można? – Tak, można – odpowiedział polityk w rozmowie z TVN24.
Koordynator ds. służb specjalnych Tomasz Siemoniak twierdzi jednak inaczej. – Pan Cenckiewicz nie ma dostępu do informacji niejawnych. Jeśli trwa postępowanie kontrolne, jest na etapie sądowym, to nie ma takiej możliwości, żeby dostać nawet jednorazowy dostęp – powiedział minister dziennikarzom w Sejmie. I jak słyszymy, oznajmił to też na RBN.
Teraz ABW – która, jak mówił Siemoniak, decyduje o nadaniu dostępu do informacji niejawnych – zajmie się udziałem Cenckiewicza w posiedzeniu RBN. Pałac Prezydencki jest oburzony.
– Ja to odbieram jako próbę zastraszania, jako próbę ingerencji w administrację prezydenta. To jest coś absolutnie skandalicznego – skomentował Bogucki. Stwierdził, że uczestniczący w posiedzeniu RBN minister Siemoniak „przez sześć godzin nie zgłaszał wątpliwości i nie mówił o kontroli ABW”. Z kolei jak dodał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, uwag nie zgłaszał także premier Donald Tusk.
To słowo przeciwko słowu, bo minister Siemoniak zaprzecza. „To nieprawda. Wyraźnie się wypowiedziałem w tej sprawie, gdy zabierałem głos w punkcie 3. posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Kłamstwo w żywe oczy” – napisał na X.
Według płk. Małeckiego każda ze stron będzie stała przy swoim, a stracą na tym przede wszystkim zdezorientowani obywatele.
Gorąco wokół SAFE, podpis prezydenta niepewny. Miliardy trafią do spółki kierowanej przez znanego byłego polityka?
Płk Małecki: ABW nie jest obiektywna, nie powinna być stroną
– Jako opinia publiczna nie powinniśmy dawać się wciągać w tę dyskusję. Każda ze stron sporu bowiem ma swoje racje. Jesteśmy wciągani w spór, którego się nie da rozwiązać. I szczerze mówiąc, nie sposób w jednoznaczny sposób wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi, tak, by wszyscy obywatele mogli to zrozumieć – ubolewa ekspert ds. bezpieczeństwa, były szef Agencji Wywiadu.
Jak przyznaje, „opinia publiczna stała się zakładnikami przekazu jednej albo drugiej strony”. – Problem jest dużo bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Jesteśmy wciągani w spór na argumenty, a tak naprawdę mało kto się orientuje, jak głęboki jest to problem. A praźródłem tego problemu jest archaiczny system ochrony informacji niejawnych – zwraca uwagę rozmówca Wirtualnej Polski.
Dodaje, że „został on stworzony na fundamencie ustawy z 1999 r., znowelizowanej w 2010 r.”. – Zapisy z tej ustawy są jak z minionej epoki. Ustawa została stworzona na podstawie pewnych standardów, które w większości krajów zostały już dawno zmodyfikowane i dostosowane do nowej rzeczywistości. A my żyjemy wciąż w stanie rozwiązań prawnych z lat 90. I to jest problem – mówi płk Grzegorz Małecki.
Jak dodaje: – Trzeba zwrócić uwagę, że od strony organizacyjnej przepisy są niespójne, nielogiczne i anachroniczne. A ochrona informacji niejawnych jest bardzo skomplikowaną materią.
Pułkownik podkreśla, że „wciąganie w to opinii publicznej nie powinno mieć miejsca”. – Ta kwestia powinna pozostać w zaciszu gabinetów, a nie być wyciągana na światło dzienne, by emocjonować opinię publiczną – zaznacza.
Rozmówca WP zwraca uwagę, iż w omawianym przypadku „decydentem jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego”, która podlega rządowi. – Ona nie jest obiektywna w tej sprawie, nie jest bezstronna, bo tak naprawdę jest stroną sporu. My niestety nie dysponujemy, tak jak jest w wielu krajach, podmiotem o charakterze niezależnym od jakiejkolwiek administracji, który by rozstrzygał w takich sprawach – mówi nam płk Małecki.
Przekonuje, że „przyznawanie poświadczeń bezpieczeństwa nie jest zadaniem właściwym dla służb specjalnych”. – O tym, kto ma dostęp do tajemnic państwowych, powinien decydować organ niezależny od służb specjalnych i administracji rządowej – zaznacza były szef Agencji Wywiadu.
Obecnie – jak przyznaje nasz rozmówca – „jesteśmy w sytuacji bez wyjścia”. – Ten spór jest przy obecnym stanie prawnym – pełnym luk i sprzeczności – nierozwiązywalny. Ludzie są skazani na to, by wierzyć jednej lub drugiej stronie, która utwardza się przy swoich racjach – mówi płk Małecki.
Dodaje, że „opinia publiczna nie powinna być w ogóle wtajemniczana w szczegóły takich spraw”. – Ten spór jest gorszący i godzi w interesy, bezpieczeństwo i wizerunek polskiego pastwa – konkluduje ekspert.
Szef BBN bez dostępów. „Czy to się komuś podoba, czy nie”
Ppłk Faliński: Nie ma świętych krów
Rzecznik prezydenta przekonuje, że Cenckiewicz miał prawo uczestniczyć w posiedzeniu BBN.
– Art. 152 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi wyraźnie wskazuje, że w trakcie postępowania sądowego w trybie postępowania administracyjnego, jeżeli zaskarżona przez stronę – więc przez pana profesora Cenckiewicza – decyzja dotycząca odebrania mu poświadczenia bezpieczeństwa, została uwzględniona przez sąd, to mimo to, że ten wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego nie jest prawomocny, to zaskarżenie jest w mocy – mówi Leśkiewicz.
Jak twierdzi, „tym samym uchylono decyzję najpierw Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a później decyzję Kancelarii Premiera”. W związku – jak uważa – „pan profesor Cenckiewicz ma ważne poświadczenie bezpieczeństwa”.
Rzecznik dodaje również, że szef Kancelarii Prezydenta upoważnił Cenckiewicza do dostępu do informacji niejawnych o klauzuli „zastrzeżone”, „więc najniższej klauzuli tajności, która obowiązywała podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego”.
To nie przekonuje jednak kolejnego eksperta ds. służb i bezpieczeństwa, z którym rozmawialiśmy. – Sławomir Cenckiewicz nie ma dopuszczenia do tajemnic państwowych. Nie posiada aktualnego poświadczenia bezpieczeństwa. Sprawa jest w sądzie administracyjnym. I wydawanie jednorazowego upoważnienia, by szef BBN mógł uczestniczyć w posiedzeniu RBN, jest obostrzone odpowiednimi przepisami. W tym przypadku żadnych przesłanek do wydawania go nie ma – przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską ppłk Faliński.
Twierdzi, iż ma nadzieję, że „państwo przestanie się patyczkować z tymi, którzy popełniają czyny zabronione” – bez względu na nich obecną funkcję.
– Nie ma świętych krów. Każdy funkcjonariusz musi podlegać przepisom prawa. ABW w tej sprawie powinno natychmiast wszcząć postępowanie wyjaśniające. Powinno też zostać skierowane zawiadomienie do prokuratury – uważa ppłk Faliński.
O co chodzi w sprawie Cenckiewicza
Przypomnijmy: w lipcu 2024 r. Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała Cenckiewiczowi poświadczenie bezpieczeństwa, które jest wymagane przy dostępie do informacji niejawnych. Po skardze Cenckiewicza sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który 17 czerwca tę decyzję uchylił. Decyzja była nieprawomocna, a strony miały możliwość zwrócenia się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Na początku sierpnia Kancelaria Premiera wniosła skargi kasacyjne do NSA od wyroków WSA z 17 czerwca.
Wcześniej SKW zaznaczyła, że postępowanie odwoławcze w przedmiocie cofnięcia Cenckiewiczowi poświadczeń bezpieczeństwa nie zostało formalnie zakończone, „decyzje nie są prawomocne” i w związku z tym „osoba, której postępowanie dotyczy, nie może posługiwać się poświadczeniami bezpieczeństwa, które są przedmiotem pozostającego w toku postępowania”.
Powodem odebrania poświadczenia miało być to, że w tzw. ankiecie bezpieczeństwa osobowego z 2021 r. Cenckiewicz miał „zataić” przed tą służbą pewne informacje, co miało sugerować, że nie daje on „rękojmi zachowania tajemnicy”.
„Rzeczpospolita” opisywała, że Cenckiewicz w 2020 r. dwukrotnie skorzystał z konsultacji lekarza specjalisty i w ciągu kilku miesięcy wykupił pięć recept na dwa leki mające działać na ośrodkowy układ nerwowy przepisane mu przez lekarza. Przy drugiej wizycie lekarz wypisał mu większą ilość jednego z medykamentów – z zapasem na cztery miesiące. Kontrwywiad ocenił, że Cenckiewicz w ankiecie bezpieczeństwa osobowego z 2021 r. podał nieprawdę – celowo zataił odbyte konsultacje u specjalisty i zaprzeczył, by zażywał w przeszłości „środek odurzający lub substancję psychotropową”.
Jest jeszcze jeden powód. To zarzuty o ujawnienie m.in. przez Cenckiewicza tajnych dokumentów na potrzeby kampanii wyborczej PiS. Akt oskarżenia w tej sprawie został w sierpniu ub. roku wysłany do sądu. Obecny szef BBN jako przewodniczący komisji ds. badania wpływów rosyjskich (w poprzedniej kadencji) był krytykowany za ujawnienie w raporcie tajnych dokumentów polskiego kontrwywiadu (SKW).
W czerwcu 2025 r. Cenckiewicz informował o wyroku WSA uchylającym decyzję o cofnięciu mu poświadczenia bezpieczeństwa, co świadczy o trwającym sporze prawnym wokół jego statusu dostępu do tajemnic państwowych.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski