Sprawa ukraińskiego skeletonisty Władysława Heraskewycza rozpaliła media podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie. 26-latek nie otrzymał zgody od Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego na start w kasku, na którym umieścił portrety rodaków, sportowców, którzy zginęli w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Heraskewycz startował w nim podczas treningów, jednak MKOl zabronił zakładania go podczas oficjalnej rywalizacji o medale. W sprawę zaangażowała się szefowa komitetu Kirsty Coventry. Miała ona zaproponować rozwiązanie, by Ukrainiec na czas zawodów założył czarną opaskę na ramieniu, a kask prezentował już tylko w strefach medialnych.
Skeletonista nie przyjął propozycji, w efekcie nie wziął udziału w igrzyskach. Nie brakuje głosów, że decyzja MKOl jest skandaliczna. Pojawiają się też głosy broniące władz, że igrzyska olimpijskie to nie miejsce na polityczne manifesty.
ZOBACZ WIDEO: Czy wrócimy z Włoch z medalem? Kampania WP.PL #DZIEJESIEWPOLSCE
Zdecydowany głos w tej sprawie ma Jacek Wszoła, były mistrz olimpijski w skoku wzwyż z igrzysk w Montrealu z 1976 roku i srebrny z 1980 roku z Moskwy.
– Od dawna jestem zdania, że MKOl krąży po zupełnie innej orbicie, dopuszczając do startu w igrzyskach sportowców z kraju agresora, który wywołał potworną wojnę. A teraz, odsuwając człowieka, który miał humanistyczne intencje. Nie jestem tego w stanie zrozumieć, nie mieści mi się to w głowie – grzmi w rozmowie z WP SportoweFakty.
W rozmowie z naszym portalem swoje stanowisko przedstawiła Maja Włoszczowska, członkini Komisji Zawodniczej MKOl, która poparła dyskwalifikację Ukraińca.
– Ten przepis został stworzony po to, by chronić sportowców przed naciskami politycznymi. Empatyzujemy z Ukrainą, ale nie możemy robić wyjątków, bo w przeciwnym razie igrzyska stałyby się polem ekspresji politycznej. W tym przypadku mówimy o hołdzie zmarłym, ale w akcję jest zaangażowany cały aparat państwa i sprawa zrobiła się polityczna. Przeprowadziliśmy konsultacje z około tysiącem zawodników z całego świata i większość chce tego, by igrzyska pozostały neutralne światopoglądowo – przekonywała nas dwukrotna medalistka olimpijska w kolarstwie górskim.
MKOl powołał się na zasadę 50.2 Karty Olimpijskiej, która wskazuje, że: „Żaden rodzaj demonstracji ani propagandy politycznej, religijnej czy rasowej nie jest dozwolony na obiektach olimpijskich, w arenach lub innych strefach”. Komitet argumentował, że „pole gry jest nienaruszalne”.
Co na to Jacek Wszoła?
– Maja mówi o polityce, ale być może przez takie decyzje sama ją teraz uprawia? Naprawdę, odsunięcie Ukraińca to haniebna sprawa. Chciał dobrze, zamierzał uszanować pamięć o swoich kolegach, którzy powinni wystartować na tych igrzyskach, jednak zginęli na wojnie. Chciał dać temu wyraz i MKOl powinien mu na to pozwolić w ramach wolności wypowiedzi.
Według legendy polskiej lekkoatletyki, sytuacja związana z ukraińskim skeletonistą to kolejny dowód na to, że decyzje MKOl nie są wolne od nacisku.
– Wszystko się kręci wokół pieniędzy, wpływów, rzeczy, które są bardzo wysoko ponad nami. Niestety, tak to wygląda. A jeśli słyszymy o pewnych ruchach, mających zatrzymać powrót Rosji do sportu, są to ruchy pozorowane – podsumowuje.
Przypomnijmy, że na początku lutego szef FIFA Gianni Infantino ogłosił, że jego zdaniem sankcje wobec Rosji w piłce nożnej powinny zostać zniesione. Po tych słowach na szwajcarskiego działacza spadła lawina krytyki. Tak zdecydowana i publiczna wypowiedź jednej z najważniejszych osób ze świata sportu musiała z kolei ucieszyć Władimira Putina.
Decyzją MKOl wobec Heraskewycza oburzony jest prezydent Ukrainy Władymyr Zełenski.
– Sport nie powinien oznaczać amnezji, a ruch olimpijski powinien pomagać w powstrzymywaniu wojen, a nie grać na korzyść agresorów. Niestety decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o dyskwalifikacji ukraińskiego skeletonisty Władysława Heraszkewycza mówi coś zupełnie innego. Z pewnością nie chodzi tu o zasady olimpizmu, które opierają się na uczciwości i wspieraniu pokoju – przekazał.
Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty