To historyczne igrzyska dla polskich skoków narciarskich. I nie chodzi tu tylko o medale Kacpra Tomasiaka. Na skoczni normalnej 10. miejsce zajęła Anna Twardosz, co jest najlepszym wynikiem kobiecych skoków w historii na mistrzowskiej imprezie.

Niestety, w konkursie drużyn mieszanych Biało-Czerwoni nie zdołali zakwalifikować się do czołowej ósemki. Indywidualnie na skoczni dużej Twardosz niestety nie awansowała do drugiej serii. A to może mieć ogromne konsekwencje dla jej dalszej kariery.

ZOBACZ WIDEO: Sabalenka przegrała w Melbourne, ale z Australii wyjechała z inną nagrodą

Stypendium olimpijskie przyznawane jest bowiem za miejsca od pierwszego do ósmego. Wynosi ono od 6 700 do nawet 17 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Takie pieniądze z pewnością zmieniłyby życie polskiej skoczkini.

Okazuje się, że PZN będzie walczył o to, by 24-latka otrzymywała stypendium takie, jak za ósme miejsce. Otrzymywałaby je przez półtora roku czyli łącznie zyskałaby ponad 120 tysięcy złotych brutto.

– Rzadko tak się zdarza, ale się zdarza, że stypendium dostaje ktoś, kto nie był w czołowej ósemce. Trzymamy rękę na pulsie, jesteśmy już umówieni z ministrem na rozmowę po igrzyskach – przyznał dla sport.pl Tomasz Grzywacz, sekretarz generalny PZN