Pellet jest trudno dostępny, a ceny sięgają 2000-2500 zł za tonę. Minister energii Miłosz Motyka sugeruje, że wpływ mogło mieć na to ograniczenie wycinek. Wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała w rozmowie z Portalem Samorządowym wskazuje inne przyczyny i mówi o dezinformacji.

XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych • 12-13 marca 2026 • Zarejestruj się
Dołącz do wydarzenia i twórz z nami nowe strategie dla ochrony zdrowia

  • Ceny pelletu wzrosły do 2000-2500 zł za tonę, a w części ofert nawet do 3000 zł, co skłania Polaków do szukania tańszych zakupów za granicą.
  • Minister energii Miłosz Motyka sugeruje, że ograniczenie wycinek mogło zaburzyć łańcuchy dostaw.
  • Wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała odpiera te zarzuty i podaje dane o sprzedaży drewna. Wskazuje, że to mroźna zima, a nie wprowadzone przez resort przepisy wywołały problemy z pelletem.

Na rynku brakuje pelletu, a jego ceny poszybowały. Obecnie pellet kosztuje nawet 2000-2500 zł za tonę – kilkaset do tysiąca złotych więcej niż jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Bywa, że sprzedawcy liczą za niego nawet 3000 zł, a Polacy szukają go np. w niemieckich sklepach internetowych, bo jest tańszy.

Popularność kotłów na pellet wzrosła w ostatnich latach, także dzięki rządowemu dofinansowaniu z programu „Czyste Powietrze”. Biomasa, czyli również pellet, uznawana jest za źródło odnawialne.

W tym kontekście coraz głośniej o doniesieniach, że to wprowadzone przez rząd przepisy mogły zachwiać rynkiem.


Pellet koszmarnie drogi i trudny do zdobycia. Relacje zostały zaburzone


Braki pelletu i ceny: czy winne są ograniczenia wycinek?

Minister energii Miłosz Motyka, choć mówi, że sytuacja na rynku pelletu zaczyna się stabilizować, sam formułuje zarzut wobec decyzji, jakie zapadły w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Chodzi o ograniczenia wycinek w lasach, a w konsekwencji mniejszą podaż drewna dla przemysłu i mniej powstających przy produkcji trocin, z których wytwarza się pellet. Na antenie Polsat News powiedział:

Ograniczenie wycinek mogło doprowadzić do zaburzenia łańcuchów dostaw.


Mikołaj Dorożała odpowiada: zima, popyt i łańcuchy dostaw

Zapytany o ocenę takich wniosków Mikołaj Dorożała, wiceminister klimatu i środowiska, Główny Konserwator Przyrody, podkreśla, że nie wprowadzone przez resort przepisy, a surowa zima, duży popyt i problemy z łańcuchami dostaw to przyczyny obecnych problemów.

Na problemy z podażą pelletu ma wpływ „to, co każdy widzi gołym okiem”

– mówi. 

Wiceminister w rozmowie z Portalem Samorządowym zapewnia, że podaż drewna na rynek jest równomierna na przestrzeni ostatnich lat.

W zeszłym roku Lasy Państwowe sprzedały 39,1 mln m sześc. drewna, czyli tyle, co w roku 2023. Różnice między 2024 a 2025 r. to około 2 proc. – normalne wahania. A zatem drewna nie brakuje

– wylicza wiceminister, Mikołaj Dorożała.


Polacy nabici w pellet. Szalejące ceny i braki opału w handlu


Rozporządzenie o drewnie w energetyce: co obejmuje, a czego nie?

Inne przyjęte w ubiegłym roku rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska zakazało używania drewna pełnowartościowego w energetyce. Czy to mogło sprawić, że sektor ten zasysa teraz odpady poprodukcyjne i trociny?

Mikołaj Dorożała odpowiada, że dotyczy ono wyłącznie pełnowartościowego drewna, czyli nie odpadów z przerobu przemysłowego i trocin, z których powstaje pellet. 

Rozporządzenie to było przygotowane na wniosek branży drzewnej, głównie polskiego przemysłu meblarskiego, płytowego, który generuje dużą część PKB, po to, żeby ograniczyć spalanie pełnowartościowego drewna, żebyśmy z niego produkowali pełnowartościowe produkty drzewne. Większa dostępność surowca dla tej branży to pośrednio również więcej produktów ubocznych lub odpadów z przerobu, a to z nich powstaje pellet.

A co z rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska zaostrzającym wymagania jakościowe pelletu? Czy ten przepis mógł sprawić, że są problemy z jego dostępnością na polskim rynku, a ceny poszybowały?

Normy jakości mają zagwarantować, że do domowych kotłów będzie trafiał pellet przyzwoitej jakości, bez szkodliwych dla zdrowia zanieczyszczeń. Wydanie rozporządzenia to pierwszy etap zmian, trwają jeszcze prace rządowe nad ustawą, która wprowadzi systemem monitorowania i kontrolowania jakości pelletu i brykietu dla gospodarstw domowych. Wprowadzane normy odpowiadają standardom rynku i mają poparcie branży producentów pelletu i kotłów.

– tłumaczy wiceminister i dodaje, że z danych MKiŚ wynika, iż normy nie wpłynęły na mniejszą podaż, bo pelet polskiej produkcji już wcześniej je spełniał. 


UOKiK: czy były manipulacje cenowe na rynku pelletu?

Zdaniem Mikołaja Dorożały „narracja, że rząd czegoś nie dowozi, a ludzie zamarzną, bo nie ma pelletu, to dezinformacja, która płynie zza wschodniej granicy”.

– Ludzie zużywali normalnie do końca marca czy kwietnia to, co dzisiaj zużyli do końca stycznia, bo mieliśmy zimę z temperaturą – 15 stopni, a zatem problemem jest zapewnienie odpowiednich łańcuchów dostaw. Nie ma tu związku z ograniczeniami wycinek czy wprowadzonymi rozporządzeniami. To dezinformacja – podaż drewna na rynku jest zagwarantowana i to widać na liczbach – podkreśla nasz rozmówca.

Dodaje:

Mam nadzieję, że UOKiK dobrze sprawdza kwestię ewentualnych manipulacji na rynku. To jest wolny rynek, więc można mieć podejrzenia, że np. ktoś chce szybciej zrobić duże pieniądze.

Przypomnijmy, w piśmie skierowanym do resortu energii prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny podał, że znaczący wzrost cen pelletu jest obecnie spowodowany (…) w szczególności większym niż w ubiegłych latach zużyciem. – Nie ma natomiast żadnych przesłanek wskazujących, że sytuacja ta może być skutkiem antykonkurencyjnych praktyk – podkreślił Tomasz Chróstny w piśmie cytowanym przez portal wp.pl.


2500 zł za tonę opału. Pellet bije w Polsce cenowe rekordy

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.