Warunki atmosferyczne storpedowały końcówkę poniedziałkowego konkursu duetów na igrzyskach Mediolan-Cortina. Intensywne opady śniegu i gwałtowne podmuchy wiatru sprawiły, że ostatni zawodnicy skakali w bardzo loteryjnych warunkach. „Ofiarą” takiego stanu rzeczy był Kacper Tomasiak, który osiągnął tylko 124,5 metra. Tuż po próbie Polaka rywalizacja została przerwana, a jury postanowiło uwzględnić tylko wyniki z pierwszych dwóch serii.
W efekcie po złoto sięgnęli Austriacy, drudzy byli Polacy, a trzeci Norwegowie. O wielkim pechu mogą mówić Niemcy, którzy do podium stracili tylko 0,3 pkt. Co więcej, w trzeciej serii świetny skok oddał Philipp Raimund, jednak wyniki w tej części konkursu nie zostały uznane. Nasi zachodni sąsiedzi nie wywalczyli więc medalu.
ZOBACZ WIDEO: Partnerka Władimira Semirunnija mówi wprost. „To trzeba przeżyć”
Z tego powodu decyzja FIS wywołała wiele komentarzy w całych Niemczech. Sven Hannawald w trakcie transmisji prowadzonej przez stację ARD dał do zrozumienia, że akceptuje takie rozstrzygnięcie. – To jest tragedia dla Niemiec, ale w taki sposób nie chce się zdobywać medalu – podkreślił po skoku Tomasiaka, nawiązując do niesprawiedliwych warunków panujących na dużej skoczni w Predazzo. Jego słowa przytacza „Bild”.
Dodajmy, że 51-latek to ikona skoków narciarskich i jeden z największych rywali Adama Małysza. Ma na koncie m.in. trzy medale igrzysk olimpijskich i dwa tytuły mistrza świata w drużynie. Przeszedł do historii w sezonie 2001/2002, gdy jako pierwszy skoczek wygrał wszystkie konkursy w jednej edycji Turnieju Czterech Skoczni.
Opinia Hannawalda znacznie odbiega od nastrojów panujących w niemieckim środowisku. Horst Huettel, szef tamtejszych skoków, jednoznacznie ocenił, że FIS powinna wstrzymać się z decyzją o przerwaniu konkursu i poczekać na poprawę warunków pogodowych.
– To dla mnie nie do pojęcia. Wystarczyłoby 10 lub 15 minut. Przecież po zawodach czekamy jeszcze nawet na kontrolę sprzętu – przekonywał w rozmowie z Jakubem Balcerskim ze sport.pl.