Mimo iż od piątkowego meczu Radomiak Radom – Korona Kielce minęło już kilka dni, to w dalszym ciągu sporo się o nim mówi.
Jednak nie z uwagi na porywający poziom widowiska, a w związku z wydarzeniami, które miały miejsce po ostatnim gwizdku sędziego. Przypomnijmy, że po spotkaniu w kierunku drużyny Korony rzucone zostały butelki z trybun.
I jedna z nich trafiła w głowę Michała Siejaka, czyli pracownika Korony (dyrektora marketingu i komunikacji). Na szczęście skończyło się tylko kilkoma szwami i nocą spędzoną w szpitalu.
„Napastnik” został dość szybko namierzony i ukarany. Z ustaleń policji wynika, że nie rzucił jednej butelki, a dwie. I jedna z nich trafiła wspomnianego pracownika Korony.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: skoczył na bungee z mostu. Ze 115 metrów! To były piłkarz
Postawiono mu zarzut naruszenia przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu osoby poszkodowanej. 47-latek przyznał się do zarzucanych mu czynów i wyraził skruchę. Jako środek zapobiegawczy prokuratura zastosowała wobec niego dozór policji. Otrzymał też zakaz udziału w imprezach masowych o charakterze sportowym.
Grozi mu kara od 4,5 miesiąca do pięciu lat więzienia.
Co więcej, właśnie stracił pracę. Okazało się, że człowiek ten był zatrudniony w Miejskim Urzędzie Pracy w Radomiu.
No właśnie – był. We wtorek pojawiło się poniższe oświadczenie:
„W związku z incydentem podczas meczu Radomiaka Radom i Korony Kielce w Radomiu informujemy, że osoba, której dotyczy sprawa, nie jest już pracownikiem Miejskiego Urzędu Pracy w Radomiu”.