Kładnica w Bułgarii znajduje się ok. 60 km od Serbii, której władze przez lata nie ukrywały prorosyjskich sympatii. To tam członkowie BOEC — stowarzyszenia, które monitoruje pracę instytucji państwowych, walczy z korupcją i ujawnia zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego i narodowego — znaleźli na pobliskich wzgórzach nad Kladnicą obiekt, który — według nich — jest bazą rosyjskiej Grupy Wagnera. Obok tajemniczego obiektu obecni byli ludzie.

„Agresywny mężczyzna” został zlokalizowany przez policję. Twierdził, że urządził swój dom według własnego gustu. Funkcjonariusze i państwowi urzędnicy nie mają jednak wątpliwości, że to kryjówka wagnerowców.

Eksperci z amerykańskiego Instytutu Roberta Lansinga do spraw Zagrożeń Globalnych i Studiów Demokratycznych z siedzibą w Delaware przeanalizowali, co może oznaczać oficjalne potwierdzenie odkrycia bazy Grupy Wagnera w Bułgarii.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Bułgaria, jak przypomninają analitycy, doświadcza chronicznej niestabilności politycznej, z powodu której w ciągu ostatnich pięciu lat odbyło się osiem przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Kraj wkracza w nowy cykl wyborczy w atmosferze pogłębiającej się polaryzacji społecznej. Sytuacja ta stwarza idealne warunki do rosyjskiej ingerencji. Zbliżające się wybory parlamentarne mogą otworzyć drogę do utworzenia proeuropejskiego rządu, na czele którego stanęłaby koalicja »Kontynuujmy Zmianę — Demokratyczna Bułgaria«. Jednocześnie siły prorosyjskie postrzegają te wybory jako okazję do radykalnej zmiany kursu polityki zagranicznej kraju

— czytamy w tekście opublikowanym na stronie internetowej instytutu.

Dodatkowe ryzyko, twierdzą eksperci, może wynikać z potencjalnego pojawienia się nowej siły politycznej powiązanej z byłym prezydentem Bułgarii Rumenem Radewem, znanym ze swoich prorosyjskich poglądów.

Według amerykańskiego instytutu działania Rosji w Bułgarii wpisują się w szerszy model wojny hybrydowej przeciwko Unii Europejskiej, a wszystko to ma na celu rozszerzenie jej wpływów. Podkreślają oni, że Kreml łączy ataki informacyjne z ingerencją polityczną, wsparciem dla prorosyjskich sił i finansowaniem radykalnych ruchów.

„Rosja jest gotowa do bardziej agresywnych działań”

„Informacje o odkryciu obiektu powiązanego z Grupą Wagnera wskazują na zmianę polityki Moskwy z czysto politycznego i informacyjnego wpływu na wymiar przymusowy. Wagnerowcy są instrumentem rosyjskich służb wywiadowczych, wykorzystywanym do destabilizacji regionu w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Jego fizyczna obecność w państwie członkowskim UE jest sygnałem — zarówno dla społeczeństwa bułgarskiego, jak i partnerów europejskich — o gotowości Rosji do bardziej agresywnych działań”, podkreśla się na stronie internetowej Instytutu Roberta Lansinga.

Wagnerowcy mogliby być wykorzystywani w Bułgarii do pośrednich operacji mających na celu stworzenie atmosfery strachu, chaosu i nieufności wobec instytucji państwowych.

„Nie oznacza to koniecznie otwartych operacji bojowych, ale prowokacje, ochronę nielegalnych obiektów, naciski na aktywistów lub wsparcie dla radykalnych grup. Szczególnie niebezpieczne jest połączenie takiej obecności sił z procesem wyborczym. Stwarza to ryzyko scenariuszy, które trudno udowodnić prawnie, ale mają poważny efekt destabilizujący”, alarmują eksperci instytutu w swoim raporcie, wzywając nie tylko władze bułgarskie do szybkiego zajęcia się tym problemem, ale także UE i NATO, aby nie traktowały tej sprawy jako lokalnego incydentu, „ale jako część systemowego zagrożenia dla bezpieczeństwa europejskiego”.

Model stopniowej eskalacji

Według ekspertów instytutu rosyjska strategia wobec UE w coraz większym stopniu opiera się na modelu stopniowej eskalacji.

Domniemana obecność Grupy Wagnera oznaczałaby, iż Bułgaria znajduje się w czwartej fazie tego spektrum. Nie oznacza to natychmiastowej konfrontacji zbrojnej, ale raczej operacje o niskiej intensywności i niskiej widoczności.

„Działania takie mają na celu pozostawanie poniżej progu wywołującego zbiorową obronę NATO, przy jednoczesnym stopniowym osłabianiu stabilności wewnętrznej” — czytamy w raporcie.