
Siedmiu inżynierów z doświadczeniem m.in. w Intel, Microchip, Graphcore i STMicroelectronics powołuje spółkę Polski Krzem. Cel to zaprojektowanie polskiego procesora, który ma stać się realnym produktem – nie eksponatem. W rozmowie z Trojmiasto.pl Paweł Pieczul, prezes Polskiego Krzemu, wyjaśnia, jak łączą misję z twardym biznesem, jak chcą pozyskać setki milionów złotych od wyspecjalizowanych funduszy i w kilka lat stworzyć produkt, dbając o europejską suwerenność technologiczną.

Czy w Gdańsku powstanie polski mikroprocesor? Ruszyła spółka Polski Krzem
Pomysł na stworzenie polskiego mikroprocesora jest bardzo ambitny. Czy nie postawiliście przed sobą zbyt dużego i kosztownego wyzwania?
Zaczynamy od funduszy Venture Capital. Jesteśmy w trzeciej rundzie rozmów i widzimy duże zainteresowanie. Aby zrealizować projekt w ciągu trzech lat, potrzebujemy dużego i stabilnego zastrzyku gotówki. Szukamy inwestorów, którzy zapewnią nam ciągłość działania przez trzy lata, akceptując fakt, że zysk pojawi się po 3-5 latach.
Paweł Pieczul: – Spotkała się grupa siedmiu osób, które znałem wcześniej zawodowo. Wszyscy pracujemy w branży technologicznej od kilkudziesięciu lat – zawsze dla kapitału zagranicznego, w firmach takich jak Microchip, Intel, Graphcore czy STMicroelectronics. Przez ten czas zrobiliśmy mniejsze lub większe kariery, ale pracowaliśmy zawsze dla kogoś. Uznaliśmy, że to idealny moment – mamy wiedzę i doświadczenie, które warto wykorzystać dla własnego kraju. Łączy nas podobny wiek, staż zawodowy i sentyment. Chcemy zrobić coś innego, co nie jest do końca proste. Podczas jednego ze spotkań padło kluczowe pytanie: czy moglibyśmy stworzyć procesory w Polsce?
Na początku mojej drogi zawodowej często dziwiłem się, dlaczego praktycznie nie ma polskich menedżerów projektów – byli to Szwedzi, Niemcy, Amerykanie. Dopiero znacznie później pojawili się pierwsi Polacy na stanowiskach liderskich, aż wreszcie zaczęliśmy zakładać własne firmy, głównie software’owe. Doszliśmy do momentu, w którym mamy unikalną kombinację kapitału, doświadczenia technicznego i wiedzy o budowaniu przedsiębiorstw. Czemu by więc tego nie wykorzystać?
Oczywiście moglibyśmy skupić się tylko na oprogramowaniu, ale uznaliśmy, że software’u jest już dość – z tego słyniemy na świecie. Jeśli zagraniczne firmy szukają zespołów programistycznych, Polska jest na szczycie ich listy. Jednak projekty układów scalonych – już nie. Dlaczego nie jesteśmy rozważani przez globalnych graczy jako miejsce rozwoju takich projektów? Firmy z tej branży, jeśli nie wybierają Europy Zachodniej, to idą do Indii. To nas motywuje, aby długoterminowo przyczynić się do tego, by projektowanie „krzemu” i jego produkcja w końcu w Polsce zaistniały.

Powstanie park przemysłowy dla tajwańskich firm technologicznych
To brzmi na razie bardziej jak misja niż czysty biznes.
– Zaczęło się od misji, jednak chcemy, aby nasi inwestorzy zobaczyli realny zwrot. Wiemy, że nie nastąpi to wcześniej niż za pięć lat. Nasz procesor nie ma skończyć jako eksponat w gablocie Politechniki – chcemy go skomercjalizować. Dlatego już na obecnym etapie prowadzimy intensywne rozmowy z potencjalnymi klientami, aby doprecyzować produkt pod konkretne zastosowania.
Nazywamy się Polski Krzem, więc idealnie byłoby pozyskać kapitał w kraju, choć wiemy, że to trudne. Jeśli będziemy musieli szukać poza Polską, to tylko w obrębie Unii Europejskiej – zależy nam na suwerenności technologicznej, by uniknąć „szantażu technologicznego”.
Nasz punkt wyjścia to podejście „od ogółu do szczegółu”. Nie zaczynamy od samej technologii i szukania dla niej niszy, lecz od analizy potrzeb rynku. Patrzymy na to, co ma sens biznesowy, aby naszą wizję zmaterializować na zasadach rynkowych. Dlatego w naszej strategii środki publiczne są jedynie wsparciem – musimy funkcjonować płynnie nawet wtedy, gdyby ich zabrakło.
Wierzę, że wyjście od wizji jest absolutnie właściwe. Stawianie zarabiania pieniędzy na pierwszym miejscu bywa destrukcyjne i prowadzi do wypaczeń. Nasza kolejność to: wizja, sens, motywacja i wewnętrzne parcie na rozwiązywanie realnych problemów. Pieniądze przyjdą z czasem.
Stwierdził pan, że Polska to software, a nie hardware. Dlaczego tak jest?
– Mój punkt widzenia opieram na współpracy z Brytyjczykami, którzy od dziesięcioleci projektują układy scalone. W Wielkiej Brytanii firm zajmujących się „designem silikonu” jest mnóstwo – od gigantów po niszowe startupy. Zapytałem kiedyś weterana tej branży o przyczynę tego sukcesu. Wyjaśnił, że w latach 70. XX w. brytyjski rząd zaczął celowo inwestować w budowę kadr i ekspertyzy.
Początki były trudne i nie udałyby się bez rządowego dofinansowania. Powstała wtedy firma, która z czasem przestała istnieć, bo nie miała sensu biznesowego, ale to ona zbudowała fundamenty wiedzy. Ludzie, którzy tam pracowali, założyli później własne, dochodowe firmy. To model, który zadziałał. U nas na takie działania jest już chyba za późno, dlatego jesteśmy w innym miejscu.
Projektujemy to, co nazywamy modułowym mikrokontrolerem. Niestety samo „wyklucie” fizycznego chipu nie może odbyć się w Polsce, bo obecnie nie mamy takich możliwości produkcyjnych (poza laboratoriami eksperymentalnymi). Potrzebujemy partnerów europejskich lub tajwańskich do produkcji na dużą skalę.
Wiedza o projektowaniu układów scalonych w Polsce istnieje, choć nie jest tak powszechna jak programowanie. Są firmy, które świetnie sobie radzą. Kiedy zaczęliśmy publikować w mediach społecznościowych, zauważyliśmy, że ogólna percepcja – nawet w kręgach technicznych – jest taka, że w Polsce nie ma nic w tej dziedzinie. Musimy więc dużo pracować nad wzrostem tej świadomości.
Czyli wiele czasu poświęcicie na realizację misji i edukację?
– Myślę, że dotyczy to wszystkich polskich firm z tej branży. Niestety można je policzyć na palcach dwóch rąk. Większość z nich zajmuje się wytwarzaniem tzw. IP (Semiconductor Intellectual Property Core), czyli wąskich wycinków technologii, które są częścią większych rozwiązań. My chcemy wypełnić lukę i składać te elementy w gotowy produkt, który rozwiąże konkretne problemy biznesowe.
Waszym zadaniem będzie projektowanie, nie produkcja. Sami procesorów wytwarzać nie będziecie?
– Projektujemy to, co nazywamy modułowym mikrokontrolerem. Niestety samo „wyklucie” fizycznego chipu nie może odbyć się w Polsce, bo obecnie nie mamy takich możliwości produkcyjnych (poza laboratoriami eksperymentalnymi). Potrzebujemy partnerów europejskich lub tajwańskich do produkcji na dużą skalę.
Kolejną naszą „obsesją” jest ekosystem. Sam, nawet najlepszy układ scalony nie zagwarantuje sukcesu, jeśli nie będzie miał wsparcia programistycznego. Nikt nie kupi procesora, dla którego musiałby porzucić całą swoją dotychczasową infrastrukturę. Musimy być kompatybilni z istniejącymi frameworkami i platformami.
Oczywiście moglibyśmy skupić się tylko na oprogramowaniu, ale uznaliśmy, że software’u jest już dość – z tego słyniemy na świecie. Jeśli zagraniczne firmy szukają zespołów programistycznych, Polska jest na szczycie ich listy. Jednak projekty układów scalonych – już nie.
Szukacie wsparcia. Inwestora czy partnera? Jak zaawansowane są rozmowy?
– Zaczynamy od funduszy Venture Capital. Jesteśmy w trzeciej rundzie rozmów i widzimy duże zainteresowanie. Aby zrealizować projekt w ciągu trzech lat, potrzebujemy dużego i stabilnego zastrzyku gotówki. Nie możemy ryzykować przestojów w pracy kilkudziesięciu specjalistów. Szukamy inwestorów, którzy zapewnią nam ciągłość działania przez trzy lata, akceptując fakt, że zysk pojawi się po 3-5 latach.
To zawęża krąg do funduszy wyspecjalizowanych w półprzewodnikach. Szukamy też dużych nazwisk wśród inwestorów prywatnych. Nazywamy się Polski Krzem, więc idealnie byłoby pozyskać kapitał w kraju, choć wiemy, że to trudne. Jeśli będziemy musieli szukać poza Polską, to tylko w obrębie Unii Europejskiej – zależy nam na suwerenności technologicznej, by uniknąć „szantażu technologicznego”.
O jakich kwotach mówimy?
– To rząd wielkości wyrażony w setkach milionów złotych. Próg wejścia jest bardzo wysoki. W trakcie tworzenia pierwszego procesora chcemy już uruchamiać projektowanie kolejnych, aby zachować ciągłość. To projekt naszego życia. Nie zależy nam na szybkiej sprzedaży firmy (tzw. exicie). To oczywiście ułatwia życie, ale tym razem chcemy zbudować coś trwałego.