
Bartłomiej Wypartowicz
20 lutego 2026, 13:29
5 min.
Od połowy lutego na Białorusi trwa kolejny etap nagłej kontroli gotowości bojowej armii, który przybrał skalę wykraczającą poza standardowe ćwiczenia rezerwistów. Choć władze podkreślają, że działania mają charakter rutynowy i defensywny, w zachodnich regionach kraju narasta niepokój. Pojawiają się doniesienia o masowych wezwaniach do wojska, wydawanych z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę, oraz o ignorowaniu części przepisów regulujących tryb mobilizacji.

Autor. Ministerstwo Obrony Białorusi
Jak informuje białoruska redakcja opozycyjna Zerkalo, do redakcji oraz w mediach społecznościowych napływają skargi mężczyzn z Grodna, Słonimia i mniejszych miejscowości w zachodniej części kraju. Rezerwiści otrzymują wezwania do stawienia się w punktach zbiórki nawet tego samego dnia. Zdarza się, że dokument doręczany jest rano z poleceniem pojawienia się w jednostce w ciągu godziny, albo późnym wieczorem z obowiązkiem wyjazdu nad ranem do innego miasta.
Według relacji mieszkańców część powołanych spędza w punktach mobilizacyjnych całe dnie bez jasnych informacji o dalszym przebiegu procedur. Zdarza się, że są zwalniani dopiero w środku nocy. Inni natomiast niemal natychmiast trafiają do jednostek wojskowych i – jak twierdzą niektórzy – mają odbierane telefony komórkowe, co ogranicza kontakt z rodziną.
Szczególne emocje budzi fakt, że wezwania mają otrzymywać również mężczyźni posiadający małe dzieci, w tym niemowlęta lub dzieci wymagające opieki medycznej. Część rodzin twierdzi, że ich wnioski o odroczenie są ignorowane lub spotykają się z nieuprzejmą reakcją urzędników. Tymczasem obowiązujące na Białorusi przepisy przewidują określone terminy doręczania wezwań oraz zwolnienia dla ojców trojga i więcej nieletnich dzieci.
Początek obecnej fali mobilizacyjnej zbiegł się z ogłoszoną w styczniu nagłą kontrolą gotowości Sił Zbrojnych Białorusi. Według komunikatów Ministerstwa Obrony rezerwiści kierowani są do jednostek Zachodniego Dowództwa Operacyjnego w ramach kompleksowej weryfikacji systemu mobilizacyjnego. Formowane są pododdziały, które następnie trafiają do jednostek zgodnie z ustalonym harmonogramem.
Szef resortu obrony, Wiktor Chrenin, tłumaczy, że celem działań jest utrzymanie armii w stałej gotowości. Podkreśla znaczenie przygotowania moralnego, fizycznego i zawodowego żołnierzy. W jego ocenie ewentualny przeciwnik w przypadku konfliktu stawia na element zaskoczenia, dlatego wojsko musi być zdolne do natychmiastowej reakcji. Chrenin zaznaczał też, że jest zbyt wcześnie na podsumowanie efektów kontroli, ale zapewniał o osobistym zaangażowaniu najwyższego dowództwa w inspekcje poligonów i stanowisk dowodzenia.
Z kolei generał major Walery Rewenko przekonywał, że Białoruś przygotowuje się wyłącznie do odparcia ewentualnej agresji. Według niego działania są przejrzyste i nie oznaczają zwiększania liczebności armii, lecz doskonalenie mechanizmów reagowania i zaplecza technologicznego.
Opozycja: „ukryta mobilizacja”
Inaczej sytuację oceniają przedstawiciele środowisk opozycyjnych. Paweł Łatuszka twierdzi, że skala i tempo obecnych działań odbiegają od wcześniejszych kampanii szkoleniowych. Jego zdaniem mamy do czynienia z de facto nieogłoszoną mobilizacją, prowadzoną pod przykrywką inspekcji gotowości bojowej.
Łatuszka wskazuje na brak możliwości odmowy stawiennictwa, krótkie terminy oraz ignorowanie względów społecznych i zdrowotnych. Według niego powołani są natychmiast kierowani do jednostek, co sugeruje przygotowania wykraczające poza rutynowe ćwiczenia. Władze nie ogłosiły formalnej mobilizacji ogólnokrajowej. Różnica między oficjalnymi komunikatami a relacjami obywateli staje się jednak źródłem napięć i spekulacji.
„Wezwanie o 8:00, stawić się o 9:00″
Najwięcej emocji budzi tempo działania komisariatów wojskowych. Według relacji przekazywanych w mediach społecznościowych wezwania doręczane są tego samego dnia, czasem z kilkugodzinnym wyprzedzeniem.
Jedna z kobiet z Grodna pyta:
- „Dziewczyny z Grodna, czy waszych mężów też zabrali na ćwiczenia? Jak wygląda sytuacja? Czy mogą zabrać, jeśli są trzy dzieci?”
Inna również dopytuje:
- „Dziewczyny, czy u waszych mężów – (z rodzin – przyp. red) wielodzietnych – też przyszły wezwania? Mój mąż dostał wczoraj. W czwartek, 19.02, o 8:00 ma być z rzeczami i dokumentami na ul. Janki Kupały, w budowlanym liceum. Mamy troje dzieci. Najmłodsza córka ma rok, najstarsza sześć, ja jestem na urlopie macierzyńskim”.
Pojawiają się też krótkie komunikaty organizacyjne, świadczące o tym, że powołani próbują odnaleźć się w nowej sytuacji:
- „Białoruś. Grodno. Kto jeszcze 19.02.2026 jedzie na ćwiczenia? Zbieramy się w grupę”.
W sieci nie brakuje jednak prób tonowania nastrojów. Jeden z komentujących przypomniał wcześniejsze mobilizacje:
„Czy wcześniej tak nie było? W 2023 mobilizowali brygadę w Słonimiu: cały sprzęt był gotowy, personel opuścił teren brygady, 3,5 tysiąca rezerwistów zostało powołanych, w tym pielęgniarki. Brali nie tylko z Grodna i regionu, ale z całej republiki. Więc nie ma powodu do paniki. To zwykłe ćwiczenia z udziałem rezerwistów podlegających mobilizacji”.
Patrząc na całą sytuację bez emocji i bez powielania zarówno alarmistycznych komentarzy z mediów społecznościowych, jak i uspokajających komunikatów władz białoruskich, można dojść do wniosku, że sama nagła kontrola gotowości bojowej oraz mobilizacja rezerwistów nie jest jeszcze niczym nadzwyczajnym, ponieważ armie oparte w dużej mierze na rezerwie regularnie testują tempo stawiennictwa, sprawność łańcucha dowodzenia, logistykę, łączność oraz realną gotowość sprzętu, a takie działania w normalnych warunkach nie oznaczają automatycznie przygotowań do ataku.
Znaczenie ma jednak skala, tempo i kontekst, ponieważ jeżeli wezwania są masowe, doręczane natychmiast, obejmują tysiące ludzi w krótkim czasie i koncentrują się w zachodnich regionach kraju, to nie jest to już wyłącznie techniczny test administracyjny, lecz również sygnał polityczny, który musi być analizowany szerzej, zwłaszcza że Białoruś pozostaje ściśle powiązana z rosyjskim planowaniem wojskowym, a każda większa aktywność militarna w tym obszarze ma znaczenie regionalne.
Moim zdaniem kluczowe nie jest samo ogłoszenie ćwiczeń ani nawet liczba powołanych, lecz to, czy pojawi się trwała koncentracja jednostek manewrowych przy granicy z Polską i Litwą, czy zacznie się długotrwała rozbudowa zaplecza logistycznego, czy zostaną rozmieszczone w sposób stały zaawansowane systemy obrony powietrznej lub rozpoznania, czy ćwiczenia będą przeciągane ponad standardowe cykle szkoleniowe, ponieważ dopiero takie elementy świadczyłyby o zmianie jakościowej, a nie tylko o sprawdzeniu systemu mobilizacyjnego.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że w przeszłości podobne ćwiczenia bywały nawet większe i nie prowadziły do realnej eskalacji wobec Ukrainy ani państw Unii Europejskiej, co pokazuje, że sama mobilizacja rezerwistów nie musi oznaczać przygotowania do działań bojowych, choć w obecnej sytuacji geopolitycznej każdy taki ruch automatycznie budzi większe napięcie niż kilka lat temu.
Na tym etapie bardziej prawdopodobne jest, iż mamy do czynienia z intensywnym testem mobilizacyjnym połączonym z demonstracją gotowości i elementem odstraszania, a nie z bezpośrednim przygotowaniem do jakiejś ofensywy. Piszę to tylko dlatego, że można usłyszeć takie zdania w social mediach od zaniepokojonych Polaków. Niemniej sytuacja wymaga uważnej obserwacji faktów, a nie wyłącznie deklaracji politycznych, ponieważ w regionie o tak wysokiej wrażliwości nawet rutynowe działania mogą pełnić kilka funkcji jednocześnie i mieć znaczenie wykraczające poza czysto wojskowy wymiar.