Minister cyfryzacji Rosji, Maksut Szadajew, podczas posiedzenia komisji Dumy Państwowej ds. polityki informacyjnej oświadczył, że władze na razie nie będą ograniczać działania aplikacji Telegram w strefie „specjalnej operacji wojskowej”.
— Liczymy jednak, że w ciągu pewnego czasu nasi wojskowi przestawią się na rosyjskie serwisy — powiedział urzędnik.
Tymczasem na froncie rzeczywistość wygląda mniej optymistycznie niż w wystąpieniach przed deputowanymi. Problemy z łącznością, spowolniony Telegram i brak Starlinka rodzą pytanie, jak rosyjska armia radzi sobie bez narzędzi, które jeszcze niedawno były jej cyfrowym kręgosłupem.
Wiceminister obrony Aleksiej Kriworuczko zaprzeczył, jakoby wyłączenie terminali Starlink miało istotny wpływ na system dowodzenia rosyjskimi wojskami w strefie walk.
— Terminale Starlink są wyłączone już od dwóch tygodni, ale nie wpłynęło to na intensywność ani skuteczność działań wojsk bezzałogowych systemów — zapewnił. Według jego słów, ze Starlinka korzystały jedynie wybrane pododdziały, głównie w celu dezinformowania przeciwnika.
Telegram „zwalnia”
— Łączność nigdy nie była mocną stroną rosyjskiej armii, a wiele inicjatyw Ministerstwa Obrony w tej dziedzinie nie zostało doprowadzonych do końca — mówi w rozmowie z Nową Gazietą anonimowy analityk wojskowy z Conflict Intelligence Team (CIT).
Wojna wymusiła jednak uporządkowanie wielu procesów, zwłaszcza tam, gdzie od sprawnej komunikacji zależy życie żołnierzy. Telegram był w Rosji niezwykle popularny, więc większość wojskowych już go miała. Nie ma wygórowanych wymagań sprzętowych ani co do jakości połączenia, a przy tym oferuje szeroki wachlarz funkcji. Do niedawna właściwie nie było alternatywy
— wyjaśnia.
Zastąpienie aplikacji Telegram innym komunikatorem jest możliwe, ale oznacza większą niewygodę, dłuższy czas reakcji i utratę części funkcjonalności. Trzeba też czasu, by wszyscy przenieśli się do nowej aplikacji, wymienili kontakty i stworzyli grupy. Wciąż nie jest jasne, czy Telegram został całkowicie zablokowany — z dotychczasowych informacji wynika, że w pewnym zakresie nadal działa.
Źródło Nowej Gaziety w rosyjskich siłach zbrojnych przyznaje, że „rośnie niepewność”. Mimo deklaracji ministra w jego jednostce Telegram nadal „muli” — zdjęcia i nagrania wczytują się bardzo wolno. Żołnierze nie kwapią się też do przejścia na promowany przez władze komunikator MAX. Głównym powodem jest zapowiadana „transparentność” — nie wszyscy chcą, by dowództwo miało pełną kontrolę nad rozmowami prowadzonymi na pierwszej linii.
Zmobilizowani rosyjscy żołnierze, Moskwa, październik 2022 r. (zdjęcie poglądowe)Stringer/Anadolu Agency/Getty Images / Stringer / Getty Images
— My na ziemi często lepiej widzimy, które rozkazy ze sztabu warto wykonać natychmiast, a z którymi można chwilę poczekać — mówi rosyjski oficer. — Poza tym na froncie dzieją się rzeczy, o których generałowie nie zawsze powinni wiedzieć. Raporty wysyłane do przełożonych nie zawsze oddają prawdziwy obraz sytuacji. Gdyby wyszło to na jaw, niejeden dowódca straciłby gwiazdki, a niektórzy stanęliby przed trybunałem. Dlatego dla wielu realnym zagrożeniem jest dziś własne dowództwo, a nie abstrakcyjna cyfrowa inwigilacja wroga.
Brak odpowiedników
— Przez długi czas praktycznie cała frontowa komunikacja rosyjskich wojsk opierała się na „szarych” terminalach Starlink jako podstawowym środku łączności — mówi wojskowo-polityczny komentator grupy „Informacyjny Opór” Ołeksandr Kowalenko.
W samej Rosji korzystanie ze Starlinka jest programowo zablokowane, ale wystarczyło zbliżyć terminal do granicy z Ukrainą, by zaczynał działać
— dodaje.
Obecność nieoficjalnych terminali na terytorium Ukrainy pozwalała Rosjanom nie tylko utrzymywać wysokiej jakości łączność satelitarną między jednostkami, lecz także wykorzystywać ją do uderzeń w głąb ukraińskiego zaplecza. W 2025 roku cała rosyjska kampania ofensywna była w dużej mierze uzależniona właśnie od tej technologii.
Antena systemu Starlink stoi na podwórku obok drewnianych słupów, na których suszą się buty, Kupiańsk w Ukrainie (zdj. ilustracyjne)Yan Dobronosov/Global Images Ukraine via Getty Images / Contributor / Getty Images
Pod koniec 2025 i na początku 2026 r. Rosjanie zaczęli montować terminale Starlink na dronach uderzeniowych, m.in. na taktycznych „Mołnia-2”, dronach-kamikadze Szahid-136 czy BM-35 „Italmas”. Dzięki temu bezzałogowce stawały się praktycznie odporne na zakłócenia radioelektroniczne, a operatorzy mogli sterować nimi w czasie rzeczywistym, z minimalnym opóźnieniem.
Zdaniem Kowalenki, po utracie stabilnej łączności satelitarnej Rosjanie próbowali korzystać z własnego sprzętu, ale bez powodzenia. Przyczyna jest prosta: Rosja nie ma odpowiednika Starlinka. Dysponuje jedynie systemami starszej generacji, które wyraźnie ustępują amerykańskiej technologii i nie są w stanie jej w pełni zastąpić.
Obecnie rosyjska armia wraca do klasycznej łączności ogólnowojskowej, próbując odbudować system komunikacji na poziomie z 2022 r., choć z uwzględnieniem nowych realiów. Powstają mosty WiFi, wykorzystywany jest internet satelitarny, a także testowane są stratosferyczne platformy 5G projektu „Barraż-1” [ czyli balon, który ma zastąpić tysiące satelitów].
Kowalenko twierdzi, że Rosja, silnie uzależniona w sferze wojskowej od technologii NATO, została nagle od nich odcięta i zaczęła wyraźnie „tracić grunt pod nogami” na froncie. Podejmowane obecnie działania mogą poprawić sytuację, ale poziomu Starlinka nie uda się osiągnąć. W efekcie rosyjskie wojska zostały cofnięte o całe pokolenie technologiczne, co szybko odbiło się na ich pozycji na polu walki. Ukraińcy wykorzystali ten moment, torpedując średnioterminowe plany rosyjskiej ofensywy wiosenno-letniej. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Zasiać chaos
— Starlink był fundamentem rosyjskiej łączności, od linii starć po zaplecze operacyjne, a także umożliwiał systemowe uderzenia w głąb Ukrainy — podkreśla Kowalenko.
Jego wyłączenie wywołało prawdziwy chaos i chwilową dezorganizację rosyjskich sił. Ukraińcy szybko to wykorzystali, przechodząc do systemowych kontrataków i odnosząc taktyczne sukcesy
— dodaje.
Według niego, w obwodzie dniepropetrowskim armia rosyjska została odepchnięta od Nowoaleksandriwki, Werbowego i Wiszniowego. W obwodzie zaporoskim Rosjan wyparto z obrzeży Ternowatego i Kosowcewego, a także zepchnięto na lewy brzeg rzeki Hajczur. W rejonie Stepnohirśka zostali wyparci z Primorskiego i Łukjaniwki, gdzie próbowali umocnić się w pobliżu rezerwatu krajobrazowego.
Analityk CIT dodaje, że Rosjanie wykorzystują wszelkie dostępne środki, by zapewnić sobie dostęp do internetu: tam, gdzie to możliwe, ciągną światłowód do sztabów i punktów dowodzenia; w innych miejscach tworzą radiomosty (m.in. w oparciu o sprzęt Ubiquiti) czy sieci mesh, również z użyciem dronów-retransmiterów. To rozwiązania mniej wygodne, bardziej pracochłonne i łatwiejsze do wykrycia oraz zniszczenia, ale całkowite odcięcie od internetu im nie grozi.
Istnieje też rosyjski odpowiednik Starlinka rozwijany przez Gazprom, jednak pod względem parametrów znacząco ustępuje pierwowzorowi i nie może stanowić pełnoprawnej alternatywy. Rosjanie próbują również technicznie obchodzić blokady terminali oraz rejestrować je w ukraińskich „białych listach„.
Starlink należący do jednostki dronów rozpoznawczych i uderzeniowych z 65. brygady zmechanizowanej na linii frontu w obwodzie zaporoskim, Ukraina, 23 stycznia 2026 r.AA/ABACA / PAP
Problemy z łącznością wydłużają czas reakcji dowódców tam, gdzie nie udało się przywrócić stabilnego internetu. Na najniższym szczeblu — między szturmowcem a jego bezpośrednim przełożonym — komunikacja odbywa się głównie przez radio, więc tu zmiany są niewielkie. Jednak przy przesyłaniu obrazu z dronów do punktów dowodzenia czy wymianie informacji między sztabami szerokopasmowy internet jest kluczowy.
Bez niego dowódcy tracą pełną orientację w sytuacji — nie widzą w czasie rzeczywistym, gdzie uderza przeciwnik, jakie rozkazy wydać i jak dysponować siłami. Ostatecznie decyzje i tak zapadają, ale z opóźnieniem i mniejszą skutecznością. Pełna kontrola nad wojskiem nie znika, lecz działa mniej sprawnie.
Analitycy CIT nie łączą jednak bezpośrednio spowolnienia rosyjskiej ofensywy wyłącznie z problemami internetowymi. W styczniu i lutym armia rosyjska tradycyjnie robi operacyjną pauzę, przygotowując się do kampanii trwającej od końca marca niemal do końca roku. Zmniejszenie liczby ataków wynika więc przede wszystkim z tego cyklu. Ukraińskie siły zbrojne również w 2025 r. prowadziły lokalne kontrataki, gdy warunki na danym odcinku były sprzyjające.
— Problemy z łącznością zapewne dołożyły rosyjskim wojskom dodatkowych kłopotów i ograniczyły ich sprawność działania — podsumowuje analityk CIT. — Nie jest to jednak czynnik decydujący o całokształcie sytuacji na froncie.