Honda publicznie potwierdziła to, co widoczne było podczas przedsezonowych testów Formuły 1 w Bahrajnie. Jednostka napędowa przygotowana przez japońskiego giganta na rok 2026 odstaje zarówno pod względem osiągów, jak i niezawodności.

W trakcie sześciu wymagających dni przedsezonowych testów Lance Stroll i Fernando Alonso przejechali zaledwie 334 okrążenia – najmniej ze wszystkich ekip. Problemy pojawiły się szybko: nieokreślona usterka, zastanawiająca „anomalia danych”, a następnie poważniejsze kłopoty mechaniczne. Najlepszym podsumowaniem problemów jest to, że w piątek Aston Martin przedwcześnie zakończył testy z powodu braku części zapasowych Hondy.

ZOBACZ WIDEO: Wystąpi w mistrzostwach świata. O zarobieniu pieniędzy może zapomnieć

Awaria jednostki napędowej wykluczyła model AMR26 z jazd na cztery godziny w środku tygodnia. Następnie podejrzana usterka techniczna wyrzuciła Lance’a Strolla w żwir. Problem z baterią skrócił czwartkowe próby, a w piątek zespół zdołał pokonać tylko sześć okrążeń.

Choć wynik sportowy nie był priorytetem podczas testów w Bahrajnie, liczby mówiły same za siebie. Najlepszy czas Strolla (1:35.974) sprawił, że Aston Martin wyraźnie odstawał nie tylko od czołówki F1, lecz nawet od debiutującego w mistrzostwach Cadillaka. Znajdujące się na czele Ferrari było niemal cztery sekundy szybsze.

Pytania o podwozie projektu AMR26 autorstwa Adriana Neweya mogą pozostać bez odpowiedzi, ale słowa przedstawicieli Hondy przesunęły uwagę bezpośrednio na kwestię silnika. – Naszym głównym celem podczas tegorocznych testów było nabicie przebiegu jednostce napędowej, sprawdzenie niezawodności silnika i zebranie danych – przekazał w komunikacie Shintaro Orihara, menedżer torowy i główny inżynier Hondy.

– Zebraliśmy dane z powodzeniem, jednak nie osiągnęliśmy łącznego przebiegu, na jaki liczyliśmy” – dodał Orihara.

Słowa Japończyka są ciosem dla ekipy Lawrence’a Strolla. Kanadyjski miliarder zainwestował w Astona Martina ponad 500 mln dolarów, a silniki Hondy miały mu zapewnić możliwość walki o najwyższe cele w F1. Tym bardziej że Japończycy wcześnej dostarczali wydajne konstrukcje dla Red Bull Racing.

Tyle że zanim doszło do udanej współpracy Red Bulla z Hondą, wcześniej Japończycy nawiązali nieudane partnerstwo z McLarenem. Gigant z Azji potrzebował kilku lat, aby zbudować konkurencyjną jednostkę napędową. Sytuacja z 2015 roku może się powtórzyć.

– W czwartek zidentyfikowaliśmy problem w jednostce napędowej i wszyscy zjednoczyliśmy wysiłki, aby znaleźć rozwiązanie podczas naszego ostatniego dnia testów. W nocy i następnie w piątek, fabryka w Sakurze, zakład Astona Martina w Silverstone oraz nasze ekipy w Bahrajnie pracowały wspólnie nad ograniczonym planem jazd, uzgodnionym ze względu na niedobór części – wyjaśnił Orihara.

– To był wymagający tydzień, ale dziękujemy zespołowi za wsparcie na torze oraz wszystkim pracującym zdalnie w Japonii i Wielkiej Brytanii. Ogólnie rzecz biorąc, nie jesteśmy zadowoleni z naszej obecnej wydajności i niezawodności. Jednak wszyscy razem szukamy rozwiązań w Sakurze, Milton Keynes i Silverstone – podsumował japoński inżynier.

Aston Martin miał wcześniej również problemy z przejściem obowiązkowych testów zderzeniowych F1, dlatego model AMR26 ma kilkanaście kilogramów nadwagi względem konkurencji. To sprawia, że Brytyjczycy w sezonie 2026 wydają się skazani na porażkę.