Ostatni, 16. dzień rywalizacji olimpijskie otworzyły zmagania bobsleistów w czwórkach mężczyzn. Tam zgodnie z przewidywaniami dominowali Niemcy. Na półmetku nasi zachodni sąsiedzi zajmowali wszystkie miejsca na podium. Po 3. ślizgu sytuacja nie uległa na zmianie.
Na prowadzeniu pozostawała załoga pilotowana przez Johannesa Lochnera. Podium uzupełniała drużyna Francesco Friedricha i Adama Ammoura. W 4. ślizgu na podium awansowali Szwajcarzy pilotowani przez Vogta (3:38.64). Złoto z czasem 3:37.57 utrzymała czwórka Lochnera, srebro z rezultatem 3:38.14 Friedricha.
Świetna Polka na koniec ZIO 2026
Zmagania w biegach narciarskich zakończyły w niedzielę panie. Tam ogromnym zaskoczeniem był występ Elizy Ruckiej-Michałek. Polka zajęła kapitalne 8. miejsce, z czasem 2:23.47.6. Wprawdzie do złota straciła ponad 7 minut, ale i tak należą jej się słowa uznania. Na podium obyło się bez większych niespodzianek, bo wygrała Ebba Andersson przed Heidi Weng i Nadją Kaelin.
Z kolei w finale narciarstwa dowolnego, konkurencji halfpipe rywalizację zdominowały Chinki. Wygrała Eileen Ailing Gu przed Fanghui Li i Zoe Atkin.
Świadkami pasjonującego boju byliśmy w finale curlingu kobiet. Wygrały Szwedki, co również nie powinno nikogo przesadnie dziwić. Szwajcarki zawiesiły natomiast poprzeczkę bardzo wysoko. Decydował 10. „end” przed którym na tablicy wyników widniał remisowy rezultat 5:5. W decydującej partii Szwedki zgarnęły zwycięski punkt, wygrywając cały mecz 6:5.
Zrobili to po 46 latach
Igrzyska olimpijskie kończył mecz hokeja, co ostatnio nie jest rzadkim zjawiskiem. Przed rozpoczęciem spotkania trudno było wskazać jednoznacznie faworyta, choć minimalnie większe szanse na końcowy sukces dawano Kanadyjczykom. Przebieg meczu potwierdził takie rozważania. Reprezentanci Kraju Liścia Klonowego musieli sobie radzić bez super gwiazdy Sidneya Crosby’ego, który doznał kontuzji w spotkaniu z Czechami.
Nie przeszkodziło im to zdominować przebiegu rywalizacji. Amerykanie bazowali na szukaniu swoich szans, co notabene nie wychodziło im źle. Choć Kanadyjczycy zagrażali ich bramce zdecydowanie częściej, na wyżyny możliwości raz po raz wznosił się Connor Hellebuyck, chwilami swoimi interwencjami zapewniając sobie wręcz status cudotwórcy.
Choć to Amerykanie wyszli na prowadzenie już w 6. minucie, dzięki trafieniu Boldy’ego, pod koniec 2. tercji wyrównał Cale Makar. W regulaminowym czasie gry oba zespoły nie znalazły już sposobu, by wyjść na prowadzenie i potrzebowaliśmy dogrywki. W niej na samym początku Stany Zjednoczone okazały się bezwzględne i po trafieniu Jacka Hughesa sięgnęły po złoto po 46 latach!