Strategiczna rola Polski w odbudowie Ukrainy
Wizytę marszałka Włodzimierza Czarzastego w Kijowie determinują nie tylko kwestie symboliczne, ale przede wszystkim wymierne interesy gospodarcze. Marszałek podkreślił, że Polska musi stać się centrum logistycznym dla pomocy ekonomicznej. W Ukrainie spotka się z prezydentem Wołodymyrem Zełeńskim, premierem Ukrainy Julią Swyrydenko oraz szefem ukraińskiego parlamentu Rusłanem Stefanczukiem.
— Jeżeli Polska jest hubem, przez który przechodzi 90 proc. uzbrojenia na Ukrainę, to marzyłbym, żeby była hubem, przez który przechodzi 70–90 proc. pomocy gospodarczej — zadeklarował Czarzasty. Według jego słów, polskie firmy posiadają unikalne kompetencje w budowie infrastruktury i sieci energetycznych, co w powojennej przyszłości powinno zostać wykorzystane przy wydatkowaniu środków unijnych i pomocowych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie są główne cele wizyty Czarzastego w Ukrainie?
Z kim spotka się Czarzasty w Kijowie?
Co sądzi Czarzasty o projekcie ustawy dotyczącej KRS?
Jaka jest reakcja Czarzastego na śmierć radnego z Radomia?
Razem z Czarzastym do Ukrainy udali się m.in. wicemarszałek Monika Wielichowska oraz poseł Paweł Kowal. Obecność polskich polityków na Ukrainie jest interpretowana jako wyraz wzajemnego zaufania. Marszałek przypomniał, że w szczytowym momencie w Polsce przebywało 3,5 mln Ukraińców, w tym milion dzieci. — Nie daje się dzieci narodowi, któremu się nie ufa — stwierdził Włodzimierz Czarzasty.
Ważnym elementem wizyty będzie podpisanie umowy o współpracy między polskim a ukraińskim parlamentem. Dokument ma dotyczyć wsparcia Kijowa w procesie akcesji do Unii Europejskiej oraz zabezpieczenia polskich inwestycji. Jednocześnie Czarzasty zadeklarował gotowość do rozmów o trudnej historii, w tym o Wołyniu. — Nie trzeba jeździć na Ukrainę z siekierą. Tę sprawę trzeba wyjaśniać, ze stanowczym słowem mówić, czego się chce, nie obrażać, podpisywać porozumienia i iść do przodu — uważa marszałek.
Czarzasty bezlitosny dla prezydenckiego projektu
Włodzimierz Czarzasty odniósł się do prezydenckiego projektu ustawy dotyczącego Krajowej Rady Sądownictwa. W opinii marszałka proponowane przepisy naruszają konstytucyjny trójpodział władzy i pogłębiają chaos w wymiarze sprawiedliwości.
— To jest fatalne prawo. Prawo, które miesza polską rację stanu — jest władza ustawodawcza, czyli Sejm, jest władza sądownicza i wykonawcza, czyli rząd. Jest rola prezydenta, który jest reprezentantem polskiego narodu, a chce być rządem i chce o wszystkim decydować — argumentuje marszałek.
Projekt nie trafi jednak do tzw. zamrażarki sejmowej. Marszałek zapowiedział skierowanie go do Komisji Weneckiej, uznając ją za najbardziej kompetentny organ międzynarodowy do oceny pomysłów prezydenta. — Kieruję tę ustawę do mądrych ludzi, którzy po prostu powiedzą nam, gdzie są zagrożenia — wyjaśnił, przypominając, że w tej instytucji zasiada przedstawiciel wskazany jeszcze przez poprzednią ekipę rządzącą.
Kłótnia w rodzinie
Rozłam w Polsce 2050 po odejściu z klubu parlamentarnego kilkunastu posłów sprawił, że pojawiły się pytania o przyszłość koalicji rządzącej i ewentualną możliwość renegocjacji umowy koalicyjnej. W obu przypadkach lider Lewicy jest spokojny.
— Nie widzę w tej chwili pola do renegocjacji umowy koalicyjnej. Nie widzę również wśród posłów Polski 2050 oraz tych z klubu Centrum jakiejkolwiek chęci na wyjście z koalicji — zadeklarował Czarzasty.
Marszałek porównał koalicję do czterech rodzin politycznych (KO, PSL, Lewica, Polska 2050), w których konflikty są nieuniknione, ale możliwe do rozwiązania na drodze wewnętrznych rozmów.
— Mamy kryzys w jednej z czterech rodzin. I ten kryzys musi być, wcześniej czy później, zakończony. Muszą się ze sobą po prostu ułożyć. Nie widzę żadnego zagrożenia ze strony zarówno pani Pełczyńskiej-Nałęcz, jak i z tej strony pani Hennig-Kloski dla koalicji. Wierzę, że ta koalicja będzie sprawowała władzę przez następne lata — podkreśla polityk.
Śmierć radnego Lewicy. „Od złego słowa się wszystko zaczyna”78‑letni radny Lewicy z Radomia Jan Pszczoła zmarł w szpitalu z powodu wylewu. Dzień wcześniej zasłabł podczas burzliwej sesji rady miasta. Po tym, jak zabrał głos, skandowano m.in. „precz z komuną” oraz „komuchu”.
— Ludzie, którzy obrzucali go najgorszymi wyzwiskami chodzili w niedzielę po Radomiu, uśmiechali się i pozdrawiali swoich bliźnich. Bo niedziela to dzień rodzinny, bliskości między człowiekiem a człowiekiem. Naprawdę trzeba mówić o takich rzeczach. Tym bardziej, jeżeli takie sytuacje kończą się śmiercią — wyjaśnia Czarzasty.
— Nie chciałbym, żeby przez słowo umierali ludzie. Od złego słowa się wszystko zaczyna. Od tego zaczynały się tragedie — przestrzega marszałek Sejmu.