Najważniejsza impreza czterolecia zakończyła się sukcesem polskich skoków narciarskich za sprawą fenomenalnej postawy Kacpra Tomasiaka. Biało-Czerwoni po raz pierwszy w historii przywieźli aż trzy medale igrzysk z tej dyscypliny.
Opinia publiczna jednak jest podzielona w kwestii kondycji polskich sportów zimowych. Głos w tej sprawie zabrał były prezes Polskiego Związku Narciarskiego, aktualnie poseł na Sejm X kadencji, Apoloniusz Tajner.
Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty: Igrzyska nas zaskoczyły. To był jednak turniej cudów. Zwłaszcza w konkursie duetów, w którym aura nad nami czuwała i być może uratował medal dla Polski.
Apoloniusz Tajner, były prezes PZN i poseł na Sejm X kadencji: Tego nie byłbym taki pewny. Tomasiak udowodnił w rywalizacji indywidualnej, że jest zdolny do wielkich rzeczy. Gdyby nie puścili go na stracenie, mogłoby być różnie. Podziwiam odporność psychiczną tego chłopaka. Jest z innej planety.
ZOBACZ WIDEO: Kacper Tomasiak odpowiedział na pytania fanów. Padły wzruszające podziękowania
Obiektywnie rzecz biorąc, srebro nam raczej odleciało, pozostawał brąz.
O drugą lokatę faktycznie byłoby trudno. Niemniej ten konkurs okazał się specyficzny. Po Polakach były jeszcze trzy potencjalne próby z udziałem zawodników, reprezentujących kraje mające wiele do powiedzenia. Niestety trzeba mieć świadomość, że takie czynniki odgrywają istotną rolę. Zgadzam się natomiast, że osiągnięty przez nas wynik w skokach jest fantastyczny.
Maciej Maciusiak pokazał, że ma trenerskiego nosa. Zaryzykował posadę nominacją dla Pawła Wąska. Tymczasem to był strzał w dziesiątkę. Kubacki i Kot nie zapewniliby takiego poziomu.
Tego nie można nigdy stwierdzić z pełnym przekonaniem. Za to faktycznie forma Dawida była niezła, ale nie tak wysoka, jak Pawła w trakcie igrzysk. Maciej miał przebłyski i brakowało stabilizacji. Maciusiaka trzeba pochwalić także za wycofanie Tomasiaka z lotów. To był dopiero strzał w dziesiątkę. Kacper odpoczął, potrenował indywidualnie, wrócił świeży i głodny sukcesów.
Mam wrażenie, że podobnie należało postąpić z Kamilem Stochem. Uważam, że nasz mistrz stracił czas na tych lotach. Nie zawojował rywalizacji, a wysiłek włożony w wywalczenie możliwie najlepszej lokaty w Niemczech mógł włożyć w co innego, spożytkować inaczej, lepiej. Czasu natomiast nie cofniemy. Cieszmy się z tego, co mamy.
A mamy cztery medale. Trzy srebrne i brązowy. Brakuje złotego, ale jesteśmy zadowoleni.
Patrzę na ten dorobek przez inny, szerszy pryzmat: nie popadajmy w euforię. Występ na igrzyskach oceniam pozytywnie i uczciwie przyznajmy, że był ściśle powiązany ze zbiegiem korzystnych okoliczności. W rywalizacji skoczków czołówka rozczarowywała, a Kacper odpalił. Nie było przesłanek, by sądzić, że osiągniemy we Włoszech taki sukces.
Szans medalowych mieliśmy więcej. W ostatecznym rozrachunku przypadło nam kilka czwartych miejsc, sporo szóstych i siódmych. Nie brakowało także występów, w których Polacy kończyli zmagania w czołowej 10. Sporo pozytywnych niespodzianek z naszym udziałem pozwala ocenić te igrzyska pozytywnie. Nie uważam, że nasze sporty zimowe umierają. Mamy pewne problemy, które są natomiast do rozwiązania.
Sportowcy z poszczególnych dyscyplin narzekają na stan infrastruktury.
Jest nad czym pracować, ale mamy wiele obiektów i paradoksalnie tak wiele do szczęścia nam nie brakuje.
Polacy marzą o organizacji igrzysk olimpijskich. Do tego daleka droga.
Wcale nie tak daleka. Mamy wiele obiektów. Potrzebujemy 15 lat, żeby dobudować pewne rzeczy. Igrzyska mogą być rozproszone w kraju. Niektóre miejsca należy tylko wyremontować. Jesteśmy w stanie w ciągu 15 lat przygotować się nawet do igrzysk letnich.
Zimowe jeszcze prościej zorganizować. Brakuje toru saneczkowego, ale są różne opcje. Możemy porozumieć się ze Słowacją. Jeśli bez toru nasi zawodnicy zajmują miejsca w czołowej ósemce, to z nim jesteśmy w stanie szkolić zdecydowanie lepiej. Pewne zadania da się realizować na Łotwie albo w Niemczech, ale nie wszystkie. Tamtejsze tory możemy wykorzystywać tylko w ograniczonym zakresie. Obłożenie jest ogromne, a priorytet mają kadry, które nas goszczą.
Reasumując, widzę pole do poprawy wielu elementów, ale również obiecujące perspektywy. Nie jesteśmy wcale żadnym trzecim światem. Są fundamenty, na których można budować duże projekty.
Rozmawiał Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty