Piotr Zieliński ma pecha. W zeszłym sezonie, gdy Inter doszedł do finału Ligi Mistrzów, to grał mało albo leczył kontuzję. Teraz gdy stał się nie tylko podstawowym, ale wręcz kluczowym zawodnikiem mediolańskiego klubu, to ten pożegnał się z Champions League już w barażach.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jaki był wynik meczu Interu z Bodo/Glimt?

Kto miał największy wpływ na grę Interu?

Jakie błędy popełnił obrońca Interu?

Kiedy Bodo/Glimt awansowało do 1/8 finału Ligi Mistrzów?

Na dodatek zrobił to w kompromitującym stylu. Przegrał w dwumeczu z Bodo/Glimt i to w obu starciach. Norweski zespół zadziwiał już w przeszłości, jak w zeszłym sezonie, gdy doszedł do półfinału Ligi Europy. W Lidze Mistrzów jesienią nie imponował, wydawało się, że wrócił na swój normalny poziom. Ale to, co wyczynia w 2026 r., jest wręcz niewiarygodne.

Pokonał kolejno Manchester City (3:1), Atletico Madryt i to na wyjeździe na koniec fazy ligowej, dzięki czemu awansował do barażów, a następnie w fazie play off dwukrotnie wygrał z Interem, 3:1 u siebie i we wtorek w Mediolanie 2:1.

Przewaga Interu nic nie dała

Inter zagrał osłabiony brakiem najlepszego strzelca Serie A tego sezonu Lautaro Martineza (14 goli i jeszcze cztery w Lidze Mistrzów). Zabrakło też Hakana Calhanoglu, ale to marne usprawiedliwienie, patrząc na wielką różnicę w budżetach tych klubów.

Inter miał wielką przewagę od początku meczu, ale niewiele z tego wynikało. Zieliński napędzał ataki gospodarzy, choć jeszcze większe zagrożenie dla nich pochodziło z lewej strony Interu, gdzie jak zwykle wyróżniał się Federico Dimarco.

Już w trzeciej minucie Pio Esposito nie wykorzystał dobrej szansy. W 28. minucie groźnie strzelał Davide Frattesi, ale skutecznie bronił rosyjski bramkarz Bodo/Glimt Nikita Chajikin. Pięć minut później Polak przeprowadził akcję indywidualną, ograł dwóch rywali, mocno strzelił, ale nieznacznie niecelnie.

Bodo/Glimt broniło się bardzo dobrze. W pierwszej połowie Inter miał piłkę przez 74 procent czasu gry, oddał 14 strzałów, a norweski zespół tylko jeden. Inna sprawa, że włoski zespół nie miał wielu klarownych okazji, współczynnik goli oczekiwanych wynosił raptem 0,63.

Fatalny błąd pogrążył Inter Mediolan

Po przerwie Inter dalej przeważał, ale nie stwarzał dogodnych okazji. Tymczasem w 57. minucie katastrofalnie zachował się obrońca gospodarzy Manuel Akanji. W fatalny sposób stracił piłkę, w zasadzie podał ją Ole Didrikowi Blombergowi, ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie poradził sobie z Yannem Sommerem. Szwajcar nogą odbił piłkę, ale dopadł do niej Jens-Petter Hauge i trafił do siatki.

To już szósty gol Norwega w tej edycji Ligi Mistrzów. 26-latek dobrze zna stadion w Mediolanie, bo w sezonie 2020/21 występował na tym słynnym obiekcie w barwach Milanu, choć był głównie rezerwowym.

W 69. minucie Akanji mógł się zrehabilitować za ten gigantyczny błąd, ale w dobrej sytuacji trafił w słupek. Chwilę później z bliska Dimarco strzelił nad bramką.

Ale już w 72. minucie goście wyprowadzili kontrę, Hauge dograł z prawego skrzydła, a Haakon Evjen przyjął piłkę, wpadł w pole karne i mocnym strzałem pokonał Sommera.

W tym momencie Inter był już na kolanach i potrzebował czterech goli, by doprowadzić do dogrywki.

Kwadrans przed końcem w serca fanów Interu weszła iskierka nadziei. Ange-Yoan Bony zgrał do Alessandro Bastoniego, po strzale Włocha Haikin złapał piłkę, ale system goal-line technology pokazał, że dość nieoczekiwanie zrobił to już za linią bramkową.

Więcej goli jednak nie padło. Bodo/Glimt po raz pierwszy w historii awansowało do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tam czeka na niego starcie ze Sportingiem Lizbona lub kolejna rywalizacja z Manchesterem City.