– To nie była żadna ustawka. To był mój pomysł, że sprowadzimy samochód na stację paliw i pokażemy go ludziom. Gdy podjechaliśmy pod dystrybutor, zaczęły się problemy. Obsługa stacji nie chciała nam pozwolić na sesję, ale porozmawiali z właścicielami i szybko dostaliśmy zgodę – mówi nam Maksymilian Angelard.
Polak zaskoczył pomysłem. Bolid na stacji
Polski kierowca, który w ubiegłym sezonie podbił wyścigi długodystansowe w Niemczech i zdobył tytuł mistrzowski w Prototype Cup Germany, zrealizował nietypowy pomysł. Okazał się on jednak strzałem w dziesiątkę, bo rolka z „tankowania” na stacji paliw podbiła media społecznościowe. Film przedstawiający kulisy całej akcji ma już prawie 2 mln wyświetleń.
ZOBACZ WIDEO: Grand Prix w rękach Polaków? Prezes PZM ma pewne wątpliwości
Angelard przywiózł swoje auto, prototyp z wyścigów długodystansowych klasy LMP3 o mocy 455 KM, w specjalnej ciężarówce. Dopiero na stacji rozpoczął się rozładunek sprzętu. – Z zespołem umówiliśmy się, że jeden z mechaników przywiezie samochód do Polski na jakiś czas, a my w tym okresie możemy z nim robić marketingowo wszystko, co tylko chcemy. Mieliśmy wolną rękę w działaniu – dodaje kierowca z Warszawy.
– Pomysł chwycił bardzo dobrze i to cieszy. Jak szefowie zespołu usłyszeli, jakie liczby „kręci” ten wpis w mediach społecznościowych, to nie ukrywali zadowolenia – zdradza 18-latek, który w roku 2026 będzie nadal reprezentować niemiecki zespół BWT Mucke Motorsport. Tyle że zobaczymy go już na wyższym poziomie – startującego w Michelin Le Mans Cup.
W poszukiwaniu sponsorów
Kalendarz Michelin Le Mans Cup składa się z sześciu rund, które rozgrywane są od kwietnia do października. Zawody głównie towarzyszą mistrzostwom Europy w wyścigach długodystansowych (European Le Mans Series), ale jedna z rund rozgrywana jest w przededniu kultowego 24h Le Mans. Młody Polak chciałby w przyszłości zmierzyć się z francuskim klasykiem i być może pójść w ślady Roberta Kubicy.
Rywalizacja z Kubicą to jednak melodia przyszłości, której może nie być bez wsparcia sponsorów, a to trudny temat. – Obecnie firmy chcą współpracować z influencerami czy celebrytami, którzy są sławni – tłumaczy nam kierowca BWT Mucke Motorsport.
Samochód przewieziono w specjalnej ciężarówce (fot. carsbypaciorek)
Akcja z „tankowaniem” bolidu na stacji paliw miała być formą pokazania, że poprzez wyścigi również można dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. To się udało. – Wraz z zespołem staramy się zbudować społeczność w sieci. Chcemy pokazać sponsorom, że nie dostają od nas tylko naklejki na samochodzie, ale też konkretne zasięgi – wyjaśnia Angelard.
Polak nie ukrywa, że chciałby w kolejnych latach awansować w hierarchii wyścigów długodystansowych. Talent predysponuje go do rywalizacji w mistrzostwach Europy (ELMS) i świata (WEC). – Zobaczymy, jak potoczy się przyszłość, ale wiele będzie zależeć od pomocy sponsorskiej i tego, czy znajdą się chętni we wsparciu mnie w drodze po start w 24h Le Mans – dodaje.
Wychowali mistrzów F1. Teraz chwalą Polaka
Zachwycony potencjałem Polaka jest Stefan Mucke, który już po kilku testach w 2024 roku zdecydował się postawić na Polaka w swoim zespole. – Wierzymy, że odniesie sukces – mówił wtedy Niemiec i nie mylił się.
– Po tych kilkunastu miesiącach oceniam zespół bardzo dobrze. Ma duże doświadczenie. W przeszłości jeździł w nim Robert Kubica, ale też Sebastian Vettel i Lando Norris. Vettel i Norris zdobywali później tytuły w F1, co mówi samo za siebie. Stefan Mucke sam jeździł w DTM i innych seriach wyścigowych. Ma ogromne doświadczenie – chwali ekipę Angelard.
– Współpraca z taką ekipą pomaga mi w rozwoju. Jest bardzo profesjonalna i nie ma w niej miejsca na błędy choćby po stronie mechaników. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik – dodaje 18-latek.
Auto ekipy BWT Mucke Motorsport na polskiej stacji paliw (fot. carsbypaciorek)
Angelard przygodę z motorsportem zaczynał od kartingu, podobnie jak inne polskie talenty. Dość szybko przestawił się jednak w kierunku wyścigów długodystansowych i nie próbował dobijać się do świata Formuły 1. W rozmowie z WP SportoweFakty tłumaczy, że była to świadoma decyzja.
– To było bardziej przyszłościowe działanie. Szanse na dostanie się do Formuły 2 były bardzo małe, bo tam decydują pieniądze. Trzeba mieć 2-3 mln euro, żeby pojechać sezon w F2. Żadnego z polskich kierowców nie stać, aby wyłożyć taką kwotę. W wyścigach długodystansowych koszty są mniejsze, a równocześnie ta dyscyplina zyskuje na popularności. U nas również, bo Robert Kubica po wygranej w 24h Le Mans wywołał boom – ocenia Angelard.
– Dla mnie wyścigi długodystansowe są też ciekawsze. Więcej się dzieje. Na torze mamy na raz auta różnych klas, więc jest więcej manewrów wyprzedzania i kontaktów. To będzie też dla mnie nowość w tym sezonie, bo będę musiał nauczyć się rywalizacji z autami klasy GT3. Różnica prędkości między LMP3 a GT3 jest spora, więc moim zadaniem będzie odpowiednie manewrowanie między nimi – kończy reprezentant BWT Mucke Motorsport.
Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty