Sensacją tegorocznej edycji Ligi Mistrzów został FK Bodo/Glimt, który w dwumeczu 1/16 finału rozbił Inter Mediolan aż 5:2. Taki rezultat wcale nie musi jednak szokować. Ekipa z Norwegii wcześniej pokonała już Atletico Madryt (2:1) oraz Manchester City (3:1), udowadniając, że nie jest przypadkową rewelacją rozgrywek.
Zespół z Bodo dobrze znają w Polsce. W ostatnich latach mierzyły się z nim Legia Warszawa (2:5), Lech Poznań (0:1) oraz Jagiellonia Białystok (5:1). Co ciekawe, to właśnie drużyny z Europy Środkowej częściej wychodziły z tych starć zwycięsko.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: skoczył na bungee z mostu. Ze 115 metrów! To były piłkarz
Pierwsze kroki
Jeszcze kilka lat temu Bodo/Glimt pozostawało na marginesie. Nikt nie traktował klubu poważnie i mało który zawodnik chciał tam trafić. Jedną z kluczowych postaci w drodze na szczyt okazał się Kjetil Knutsen. Szkoleniowiec objął zespół w 2016 roku po spadku do drugiej ligi i prowadzi go do dziś.
Po okresie sinusoidy – awansie do Eliteserien i szybkim spadku – nadszedł czas stabilizacji. Gdy drużyna ponownie wywalczyła promocję do norweskiej ekstraklasy, nie tylko się w niej utrzymała, ale zaczęła systematycznie piąć się w górę.
Kluczową decyzją okazała się zmiana systemu gry. Gdy wcześniej trenerzy stawiali na ustawienie 4-5-1, Knutsen postawił na ofensywne 4-3-3 i agresywny pressing. Wprowadził intensywne, 90-minutowe treningi na małej przestrzeni, oparte na wysokim tempie i ciągłej pracy bez piłki. To właśnie ten styl stał się fundamentem sukcesu.
Tak rodzą się gwiazdy
W Bodo od początku najważniejszy był system. Władze klubu nie szukały wielkich nazwisk. Koncentrowały się na piłkarzach, którzy idealnie pasują do modelu 4-3-3 i potrafią utrzymać maksymalną intensywność przez pełne 90 minut. Techniczne braki schodziły na dalszy plan. Liczyły się niska cena i dopasowanie do taktyki.
Pierwsze transfery obejmowały zawodników z niższych lig, często skreślonych przez innych. Z czasem, gdy nabierali pewności siebie, zaczynali grać na znacznie wyższym poziomie. Dużą rolę w tym procesie odgrywa Bjorn Mannsverk – były pilot myśliwca, który pełni funkcję trenera mentalnego. To on odpowiada za przygotowanie psychiczne zawodników i budowanie ich odporności.
Norwegowie zainwestowali również w akademię. Jednym z najlepszych przykładów jest Jens Petter Hauge. 26-letni skrzydłowy to wychowanek klubu. W dwumeczu z Interem strzelił dwa gole i dołożył asystę. Wcześniej reprezentował barwy takich klubów jak AC Milan, Eintracht Frankfurt czy KAA Gent. W 2025 roku Bodø odkupiło go za cztery miliony euro, pozostając wierne swojej filozofii – sprowadzać zawodników, którym nie do końca wyszło w większych ośrodkach, i odbudowywać ich formę.
W Glimt występuje także Polak – Eryk Łukaszka. Ofensywny zawodnik o norweskich korzeniach urodził się w Krakowie i pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Hejnale Kęty oraz LKS Czaniec. Do Bodo trafił w 2021 roku. Obecnie 17-latek gra głównie w rezerwach, ale występował również w drużynie U-19 w rozgrywkach Ligi Młodzieżowej UEFA, w której w pięciu meczach zdobył bramkę. Jego kontrakt wygasa w grudniu tego roku.
Zaspaliśmy
Dziś Bodo/Glimt wyprzedza polskie kluby o kilka długości. Zwycięstwo nad Interem w 1/16 finału przyćmiło wcześniejsze sukcesy naszych zespołów, takie jak ćwierćfinał Ligi Konferencji Europy z udziałem Lecha Poznań, Jagiellonii Białystok oraz Legii Warszawa.
Różnicę widać przede wszystkim w konsekwencji działania. W Norwegii postawiono na długofalowy proces i zaufano obranej strategii – nawet gdy oznaczała spadek z ekstraklasy. Dziś nikt już o tym nie pamięta. Liczy się efekt, a ten widać w europejskich pucharach.
Na koniec warto podkreślić, że Bodo należy do najbardziej wysuniętych na północ miast rywalizujących w europejskich rozgrywkach. Leży za kołem podbiegunowym, a mimo to stało się jednym z najgorętszych punktów na piłkarskiej mapie Europy.
Olaf Kędzior, dziennikarz WP SportoweFakty