Według danych Netflixa serial „Ołowiane dzieci” ma za sobą drugi tydzień w pierwszej dziesiątce najchętniej oglądanych seriali na świecie. W ostatnich siedmiu dniach zanotował 3,9 mln wyświetleń. Przypomnijmy, że w tygodniu premierowym miał 4,2 mln wyświetleń, więc spadek nie jest znaczny.

Produkcja wyjątkowo dobrze radzi sobie w Europie — pojawiła się w top10 w aż 37 państwach tego regionu, w tym Niemczech, Czechach czy Litwie. „Ołowiane dzieci” są numerem 1 nad Wisłą, ale serial cieszy się wyjątkowo dużą popularnością również na Słowacji i w Ukrainie.

Ciekawy obraz wyłania się po porównaniu „Ołowianych dzieci” do innego polskiego serialu — „Heweliusza”. Produkcja Jana Holoubka była dużym wydarzeniem w polskiej branży filmowej. Serial o katastrofie tytułowego promu w latach 90. — z niespotykanym często nad Wisłą rozmachem realizacyjnym — miał być naszym towarem eksportowym na platformie Netflixa. Tymczasem „Heweliusz” w pierwszych dniach emisji zebrał 3,3 mln wyświetleń, a tydzień później było to już 1,9 mln wyświetleń.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Zagraniczni recenzenci i widzowie porównują „Ołowiane dzieci” do dwóch obrazów: „Czarnobyla” HBO oraz „Toksycznego miasta” Netflixa. „Ten serial nie należy do produkcji, które pochłania się jednym tchem. Wręcz przeciwnie — warto dawkować go sobie powoli, by nie zagubić głębi emocji i nie przeoczyć subtelności, z jaką twórcy portretują desperację oraz kruchość ludzkiego losu” — zachwyca się m.in. Clint Worthington.

  • Jakie są wyniki oglądalności serialu 'Ołowiane dzieci’?
  • W jakich krajach 'Ołowiane dzieci’ osiągnęły popularność?
  • Jakie krytyki dotyczą 'Ołowianych dzieci’?
  • Kim była prof. Bożena Hager-Małecka w kontekście serialu?

Dominik Jedliński z Onetu podchodzi do produkcji nieco bardziej krytycznie. „Serialowi Pieprzycy rzadko kiedy udaje się wzbić ponad przeciętność. »Ołowianym dzieciom« zwyczajnie brakuje pazura, wyrazistości […], a także odpowiedniego tempa narracji” — pisał na naszych łamach przed premierą. I dodawał: „Czy »Ołowiane dzieci« to serial bezbłędny? Nie. Momentami zbyt oczywisty, momentami za bardzo poddający się dramaturgicznej kalkulacji. Co więcej, niektóre postaci ocierają się o karykaturę”.

Oburzony serialem Netflixa jest też Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, która wraz z dr Jolantą Wadowską Król pomagała ratować życie dzieci z ołowicą. Uważa, że praca jego babci została w serialu wypaczona.

Kinga Preis i Joanna Kulig w serialu "Ołowiane dzieci"Robert Pałka / Netflix

Kinga Preis i Joanna Kulig w serialu „Ołowiane dzieci”

Śląski tłumacz Grzegorz Kulik określa z kolei „Ołowiane dzieci” mianem „opowieści o kolonizacji i totalnej asymilacji”. — Dlatego uważam, że Netflix powinien się wytłumaczyć ze swojej niekonsekwencji, a Maciej Pieprzyca i Jakub Korolczuk ze swoich decyzji — ocenia dla Onetu.

Głos na naszych łamach zabrała także jedna z pacjentek Jolanty Wadowskiej-Król. „Staję w obronie serialu, który miał uhonorować panią doktor i przedstawić sytuację rodzin zamieszkujących okolicę huty-trucicielki” — wyznaje.

„Nie lubię historii wyssanych z palca. Lubię, kiedy historia w mniejszym lub większym stopniu jest oparta na faktach” — tłumaczył Maciej Pieprzyca na antenie Polskiego Radia. „Oczywiście, to nie jest dokument, tylko produkcja fabularna i te fakty gdzieś mieszają się z fikcją. Czasem ta fikcja jest nam potrzebna właśnie po to, żeby dojść do prawdy, do tych faktów. To zawsze wpływa na odbiór filmu i tego, co się opowiada” — wskazywał.