Tym meczem żyje całe Trójmiasto. Nie jest to zwykły mecz o ligowe punkty, ale coś zdecydowanie więcej. W piątek dojdzie do drugiej w tym sezonie konfrontacji Lechii Gdańsk z Arką Gdynia. Jesienią lepsza okazała się drużyna Johna Carvera (1:0).

Porozmawialiśmy z Matusem Vojtko, który po słabszym początku sezonu wszedł na wysokie obroty i jest podstawowym lewym obrońcą w Lechii.

W poniedziałek nie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek i – jak sam mówi – było to dla niego bardzo trudne do zniesienia.

Tomasz Galiński, WP SportoweFakty: Ciężko się oglądało mecz z Zagłębiem, wiedząc, że nie mogłeś pomóc drużynie?

Matus Vojtko, piłkarz Lechii Gdańsk: Tak, to jest najgorsze uczucie, gdy nie możesz wejść na boisko. Stresowałem się bardziej niż wtedy, gdy jestem na dole razem z zespołem.

Przerwana została seria siedmiu meczów bez porażki w Ekstraklasie.

Jest trochę żal, ale każda seria kiedyś się kończy. Życie toczy się dalej. Dla nas liczy się to, że już w piątek jest kolejny mecz.

ZOBACZ WIDEO: Gigantyczny skandal w Rosji. Zobacz, co działo się w towarzyskim meczu

Wiesz, że Lechia nigdy nie przegrała z Arką na poziomie Ekstraklasy? To działa na was jeszcze bardziej motywująco?

Słyszałem, ale to bez znaczenia. Na derby nie trzeba nikogo dodatkowo motywować.

Grałeś na Słowacji i w Chorwacji. Jakie masz doświadczenie derbowe? Pomijając jesienny mecz z Arką.

Grałem w Slovanie, a tam największym rywalem jest Spartak Trnawa. Kibice jednej i drugiej drużyny również się nie lubią, więc to też są derby, ale ten jesienny mecz z Arką nie może się do tego równać. To było coś zupełnie innego. Grałem przy prawie 40-tysięcznej publiczności, a na Słowacji przychodziło może z dwadzieścia.

Zdarzały się sytuacje – nazwijmy to – około boiskowe, gdy bywało gorąco? Bo jadąc w piątek do Gdyni… no nie zostaniecie tam powitani kawą i ciastkiem.

Widziałem sporo na Słowacji. Na przykład kibice w trakcie meczu zeszli na boisko i tam walczyli między sobą. Zresztą już jadąc na mecz rzucali w nasz autokar butelkami i innymi przedmiotami. Przeżyłem chyba wszystko. Wiem, że w Gdyni będzie gorąco, ale mamy dobrą drużynę i taka atmosfera tylko nam pomoże. Damy z siebie jeszcze więcej. Wiemy jak ważne jest to spotkanie dla miasta, kibiców i dla nas wszystkich w klubie. Motywacji nam nie zabraknie.

Ty masz dobre wspomnienia z pierwszego meczu. Wygrana 1:0 i asysta przy golu Dawida Kurminowskiego.

Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem w swojej karierze. Pełen stadion, zwycięstwo po mojej asyście w końcówce. Dla takich meczów trenujemy i gramy w piłkę.

Tamten mecz do ładnych nie należał. W piątek będzie inaczej?

Nie wydaje mi się, żeby była wielka różnica. Przede wszystkim dlatego, że widzieliśmy jak wygląda boisko w Gdyni. Poza tym derby zazwyczaj nie są ładne dla oka. Wygrywa ten, kto popełni mniej błędów.

Taka murawa utrudni wam grę?

Boisko będzie takie same dla nas i dla nich. To nie będzie żadna wymówka. Jedziemy tam po zwycięstwa, a czy zrobimy to w ładnym czy brzydkim stylu… to nie jest istotne. Najważniejszy jest wynik.

Jak patrzysz na swoją formę w tym sezonie? Były momenty lepsze i gorsze.

Na oceny przyjdzie czas, bo sezon jeszcze trwa, ale wiem, że początek nie był najlepszy z mojej strony. Musiałem się zaadaptować do nowego zespołu, zrozumieć pomysł Johna Carvera. W Ekstraklasie wszystko jest inne niż na Słowacji – gra się tu szybciej, bardziej fizycznie. Ale po pierwszej przerwie reprezentacyjnej było już lepiej. Cała drużyna zaczęła wyglądać lepiej.

Masz gola i trzy asysty. Patrzysz na statystyki indywidualne? Pewnie przy tak ofensywnie grającym zespole mogłoby być nieco lepiej w tym względzie.

Pewnie, że mogło być tego więcej, ale nie zawsze to zależy ode mnie. Mogę dać świetne dośrodkowanie, a potem ktoś tego nie wykończy (śmiech).

No tak, Tomas Bobcek nie zawsze strzeli.

Nie, nie. On trafia ze wszystkiego.

Styl gry Lechii chyba bardzo ci odpowiada. Dobrze czujesz się w grze ofensywnej.

Zdecydowanie tak. Rozmawialiśmy o tym przed podpisaniem kontraktu. Wiedziałem czego trener wymaga, jaki ma pomysł na futbol. To bardzo mi się spodobało i kiedy już tu przyjechałem, to właśnie tak było. Jest dokładnie tak, jak mówili.

Długo musiałeś się zastanawiać, gdy pojawiła się propozycja z Lechii? Tutaj grasz w Lidze Mistrzów, a za chwilę trafiasz do polskiej ligi.

Niby tak, ale ja za dużo w tej Lidze Mistrzów nie zagrałem. Wiedziałem na co się decyduję. Może zrobiłem krok wstecz, ale z drugiej strony polska liga jest w rankingu wyżej niż słowacka. Rozmawiałem z kilkoma słowackimi zawodnikami, którzy grali w przeszłości w Polsce. Mówili mi, że liga idzie do góry, są tu nowoczesne stadiony, bardzo dobra otoczka.

Wspomniałem wcześniej o Bobcku. Miałeś okazję grać w przeszłości z lepszym napastnikiem?

Nie wiem czy można ich porównać, ale w Slovanie grałem z Davidem Strelcem, który pół roku temu poszedł do Middlesbrough. To również bardzo dobry napastnik, ale inny typ. Bobcek dużo biega, pomaga w pressingu, wraca do obrony. Jest wszechstronny. David jest może trochę lepszy technicznie. Ale z Bobckiem bardzo dobrze się gra. Dobrze jest mieć go w drużynie.

rozmawiał Tomasz Galiński, WP SportoweFakty