Janka Oertel, ekspertka ds. Chin z think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych, ostrzega w podcaście „Bilda”, że Pekin może zaatakować Tajwan już w 2027 r. Ten rok „zawsze był brany pod uwagę”, m.in. dlatego, że chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza obchodzi 100-lecie swojego powstania, a prezydent USA Donald Trump może być osłabiony przez wybory uzupełniające, które odbędą się jesienią 2026 r.

Komunistyczna Partia Chin uważa Tajwan za część Chin i regularnie grozi inwazją na wyspiarskie państwo. Stany Zjednoczone pełniły do tej pory rolę mocarstwa chroniącego Tajpej, aby odstraszyć Pekin. Dla Europy wyspa jest ważna m.in. jako dostawca chipów, od których zależy wiele branż.

Według Oertel Brytyjczycy i Francuzi przekazali już Chinom swoje ostrzeżenie — teraz kolej na Merza. Przesłanie Europejczyków brzmi: „jesteśmy bardzo zaniepokojeni eskalacją militarną w Cieśninie Tajwańskiej, mamy interesy na Tajwanie, zależy nam na stabilnych łańcuchach dostaw w sektorze technologicznym”.

Już teraz w Europie dyskutuje się nad reakcją na ewentualny atak Chin. — Pytanie brzmi, jakie środki gospodarcze zostaną podjęte, jakie pakiety sankcji zostaną wdrożone? — tłumaczy ekspertka. Do tego dochodzą zabezpieczenie łańcucha dostaw, pomoc dla firm, które są na miejscu, czy skutki dla własnej produkcji wojskowej.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Stosunki z RosjąJanka Oertel zwraca również uwagę na bliskie relacje między Xi Jinpingiem a przywódcą Kremla Władimirem Putinem, które Europa musiałaby wziąć pod uwagę. — Co byśmy zrobili, gdyby w takiej sytuacji ponownie rozpoczęła się rosyjska ofensywa i mielibyśmy takie odwrócenie uwagi po obu stronach? Są to bardzo konkretne pytania, z którymi możemy się zmierzyć i na które musimy się przygotować — dodaje specjalistka.

Istotne znaczenie mają cele, jakie Pekin realizuje w stosunku do Kremla. — Z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego dla Chin bardzo korzystne jest to, że Rosja nie tylko nie zajmuje się swoją wschodnią granicą, ale także jest zajęta na zachodzie. Że Rosja angażuje się tam również militarnie i nie stanowi żadnego zagrożenia dla Chin — mówi Oertel.

Jak zaznacza ekspertka, Chiny wiedzą bowiem, że „Rosja jest zawsze trudnym partnerem, z którym można prowadzić handel, ale którego nie chce się mieć zbyt silnego u swoich granic — ponieważ historycznie miało się z nim po prostu złe doświadczenia”. — Duża część rosyjskiego Dalekiego Wschodu do lat 60. XIX w. należała do Chin. W Pekinie też o tym nie zapomniano — dodaje Oertel.

Friedrich Merz w Pekinie, 26 lutego 2026 r.

Friedrich Merz w Pekinie, 26 lutego 2026 r.MICHAEL KAPPELER / AFP

Niemiecka wizyta

Oznacza to, że celem Pekinu nie jest zwycięstwo Rosji w Ukrainie, ale też nie jej porażka. — [Dla Chin] ostatecznie nie może dojść do sytuacji, w której NATO świętuje wielkie zwycięstwo, […] a na granicy mamy całkowicie zdestabilizowaną Rosję, która być może będzie współpracować ze Stanami Zjednoczonymi — podsumowuje Oertel.

Przez długi czas Niemcy były jednym z niewielu krajów UE, które osiągały nadwyżki w handlu z Pekinem, dostarczając kluczowe komponenty i maszyny, które napędzały wzrost gospodarczy Chin. Niemieccy giganci przemysłowi, tacy jak producent samochodów Volkswagen i firma chemiczna BASF, dokonali ogromnych inwestycji, aby wykorzystać potencjał chińskiego rynku.

We wtorek kanclerz Friedrich Merz udał się do Pekinu, chcąc ratować gospodarkę swojego kraju. W zeszłym tygodniu powiedział, że wybiera się do Chin, aby nawiązać z nimi bliższą współpracę. — Mamy strategiczny interes w znalezieniu partnerów na całym świecie, którzy myślą tak jak my i działają tak, jak my — stwierdził. Jednak wielu liderów niemieckiego przemysłu nalega na kanclerza, aby przyjął znacznie twardsze stanowisko wobec azjatyckiego giganta.